Krzyż w codziennym życiu
Krzyż w codziennym życiu – część 2
A więc kiedy doznajesz, że coś na ciebie napada, to jest właśnie moment, w którym albo krzyż będzie twoim triumfem, albo cielesny człowiek zwycięży. Albo zobaczysz śmierć dla swoich idei, planów, zamierzeń, albo zobaczysz życie twojego ciała. Stary Adam, stara Ewa chcą żyć, tylko krzyż może zabić ich. Dlatego tak ważne jest, by nie myśleć o krzyżu tylko jako opisie w Biblii, ale by w każdym jednym momencie naszego życia korzystać z tego krzyża. Tam umarliśmy wraz z Chrystusem. To musi być tak realne i rzeczywiste, że jest to oczywista sprawa i kiedy przychodzi takie doświadczenie, człowiek poddaje to krzyżowi.
Jakże cenne jest, gdy codziennie trwamy w tym i widzimy efekt, że Bóg może więcej i więcej napełniać nas sobą. Najczęściej jest to też widoczne, kiedy człowiek przychodzi do Boga i widzi to zło i jak to zło niszczy się. Człowiek poddaje się unicestwianiu tego zła, a dobro napełnia coraz bardziej. Niech Bóg pomoże wygrać nam, gdyż bez tego krzyża jest tak jak jest; ludzie odchodzą, rezygnują, poddają się, gdyż cielesność coraz mocniej dochodzi do władzy i sieje tak ogromne zniszczenie, że wielu nie daje rady, rezygnuje.
Otwórzmy list do Galacjan 5,24:
A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje wraz z namiętnościami i żądzami.
Pierwsze – „ukrzyżowali” – to jest czas dokonany, przeszły, ale czynny. To stało się i jest utrzymywane codziennie. Użyte jest tu słowo „z namiętnościami”, ale w większości miejsc oznacza ono „cierpienia”. Może tak być, że przyjęli krzyż wraz z cierpieniami jego, aby ich żądze zginęły, a cierpienia powodowały w nich, co? – trzymanie się Boga. „A wyście przyjęli te ucierpienia Chrystusowe.” Mojżesz te cierpienia, tą hańbę Chrystusową uznał za większe bogactwo od wszystkich skarbów Egiptu. Myślę, że krzyż łączy się również z cierpieniem naszym i razem z krzyżem przyjmujemy cierpienie, przyjmujemy to, że stary człowiek nie może działać, nie może uczynić, co chce. Słowo Boże mówi: czyż nie powinniście raczej ponieść straty, niż w ten sposób szukać sprawiedliwości? Krzyż łączy się z końcem moich cielesnych możliwości, by osiągnąć to, co chcę. Krzyż otwiera możliwość, bym polegał na Bogu i cierpiąc, nie oddawał. Paweł mówi: kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny. Kiedy ciało cierpiąc, nie ma siły, by oddać, wtedy jestem silny, ponieważ Chrystus czyni temu komuś, kto zadaje mi cierpienie, co On chce, nie to, co ja chcę, lecz, to co On chce. Codziennie przechodzimy doświadczenie cierpienia, jeżeli krzyż wykonuje swoją pracę w nas. Jeśli nie wykonuje, nie musimy cierpieć. Jeśli cierpimy z powodu Chrystusa, błogosławieni jesteśmy.
Paweł napisał w liście do Filipian 3,18. 19:
Wielu bowiem z tych, o których często wam mówiłem, a teraz także z płaczem mówię, postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego; końcem ich jest zatracenie, bogiem ich jest brzuch, a chwałą to, co jest ich hańbą, myślą bowiem o rzeczach ziemskich.
A więc stali się wrogami krzyża, gdyż odwrócili się od mocy krzyża, dlatego, że odwrócili się od mocy krzyża do tego, co jest w tym świecie. Krzyż oddziela, daje możliwość, aby Chrystus był uwielbiony. I jak jest nam to potrzebne. Jakże często słyszy się: „ja, my, dla mnie, dlaczego nam”. A bardzo mało słyszy się, że kiedy krzyż oddzielił mnie od tego, Chrystus mógł być uwielbiony. Paweł mówi: ja umarłem dla świata, a świat dla mnie i z tego raduję się. Jeśli krzyż nie może wykonać tej pracy, że ja umieram dla świata, a świat dla mnie, wtedy moje „ja” żyje i kto mnie uratuje. „Nie muszę znosić tego cierpienia”, zobaczcie jak często ciało szuka odzewu, riposty, własnej sprawiedliwości i zobaczcie, po to jest krzyż, by zniszczyć to, żeby nie szukać tego. Gdyż gdzie my wybieramy się?
Ostatnio pewnemu człowiekowi zadałem takie pytanie: czy kiedy urodził się, zdawał sobie sprawę, co czeka go w życiu, jak będzie ono wyglądać, co tutaj jest i ku czemu zmierza? I kiedy narodził się na nowo, czy wie, ku czemu zmierza i czego może spodziewać się? Kiedy urodziliśmy się cieleśnie, nie wiedzieliśmy nic, nie mieliśmy pojęcia, że będziemy czynić zło, że będziemy swoim własnym rodzicom sprawiać wiele kłopotów już od początku. Nie zadawaliśmy sobie z tego zupełnie sprawy. Urodziliśmy się w ciele grzechu i tak żyliśmy.
Ale, kiedy urodziliśmy się z Boga, czy wiemy już dokąd zmierzamy i po co żyjemy, czy wiemy, co ma być osiągnięte w nas? Już wiemy. Między jednym narodzeniem a drugim jest olbrzymia różnica; jedno w nieświadomości, drugie jest w świadomości. I teraz, kiedy narodziliśmy się na nowo z Boga, jesteśmy świadomi, co z nami ma się dziać, ku czemu idziemy, jakie Bóg ma dla nas plany. Straszną rzeczą jest, kiedy człowiek narodzony na nowo żyje w nieświadomości, jakoby nie wiedział: co, po co, dlaczego, ku czemu. A więc też nie żyje wtedy ku temu, by to stało się i myśli: ja nie wiem co mnie czeka. Nie mówię, że wiem co zrobię i gdzie pójdę, ale wiem, że Bóg chce mieć mnie na obraz swego Syna. Wiem, że chce mnie mieć w wieczności z Sobą i wyznaczył mi kierunek dla mojej duszy: wieczność ze Sobą - to wiem. Wiem, że mam się uświęcać, oczyszczać. Nie mogę powiedzieć, że jestem nieświadomy, ku czemu wezwał mnie Bóg, co mam teraz w tej sprawie robić. Słowo Boże mówi, że ci ludzie w niewiedzy są jak zwierzęta, nie wiedzą, że idą na śmierć. Ale my wiemy, że idziemy do wieczności z Bogiem i jak możemy w tym momencie razem rozmawiać; a to chałupa, a to samochód, a to lepsza praca, lepsze zarobki i tak wszystko wokół tego – „myślą o rzeczach ziemskich”(Filip.3,19).
Kiedy my wiemy, że celem naszym jest wieczność z Bogiem, miejsce, gdzie nie ma bólu, łez, rozterek, dlaczego więc nie kładziemy życia swego? Dlatego, że nie widzimy celu – wieczna radość z Bogiem. Nie widząc celu, nie widzimy potrzeby kładzenia swego życia. Człowiek mówi: no mam być chrześcijaninem, ale nie zgłębia celu i zadań, nie chce żyć w pełnej świadomości. Kiedy bierzemy na siebie krzyż, jesteśmy świadomi, że musi umrzeć moje „ja”, ego, złe nastawienie. Bracia i siostry muszą widzieć we mnie nowego człowieka, po to umieram. Paweł mówi: krzyż, śmierć Chrystusa wykonuje swoje dzieło we mnie, aby Chrystus był widoczny we mnie przez innych. Po to mamy umierać - nie ja , lecz Chrystus. Bóg chce, abyśmy umierali, żeby Jego Syn był widoczny wśród nas. Nie po to, by utrapiać nas, lecz po to, by Jego Syn był widoczny w nas. To jest Jego cel i my wiemy, że po to mamy umierać. Nie po to, by była ulepszona wersja jakiegoś chrześcijanina, lecz po to, bym mógł być zbawiony.
Kiedy Paweł mówi: umieram dla świata – to umieram dla pożądliwości oczu, pychy życia, pychy tego ciała, bo to nie jest z Ojca, tylko ze świata. Dla Pawła - umieram dla świata – znaczy, że umieram dla tego, co w tym świecie jest bliskie temu światu, a żyję dla tego, co jest bliskie Bogu. Piękne, prawda? Człowiek, który ma tak wspaniały cel, by żyć z Bogiem, mówi: wszystko uznaję za śmieć, aby zyskać Go. Dlatego, tak ważne jest, by nie umknęło sprzed naszych oczu, ku czemu zostaliśmy wezwani. Wspaniałe życie z Jezusem. Widzę, jak wielu młodych ludzi, również i starych, nawet nawróconych, nie ma pojęcia jak cudowne jest życie Jezusa. Nie widzą potrzeby usunięcia samego siebie, bo nie widzą wspaniałości nowego życia. A tu trzeba widzieć wspaniałość Chrystusa, by pragnąć: „to nie ja, lecz Chrystus”. Wiele jest doświadczeń i problemów. Paweł w pewnym miejscu pisał: „powinniście już być nauczycielami, a nadal potrzebujecie mleka”, nadal nie widzicie po co staliście się chrześcijanami. Wiecie, u młodego w wierze można znieść głupotę, chociaż nie powinno tego być, ale u starego? Nasze najpiękniejsze życie, to Chrystus i On właśnie jest coraz mniej widoczny na ziemi.
Piękność Chrystusa została utracona na konto religijnego rozwoju i widzimy, co religia potrafi zrobić. Cudowne jest, że jest dla nas nadzieja, kiedy będziemy robić to, co należy do nas, chociaż teraz tak straszna bitwa toczy się. Nie ma nic piękniejszego w zgromadzeniu Bożego ludu, jak budować się na dom dla Boga, jako nowi ludzie, którzy zostali oddzieleni od tego, co stare.
Myśląc o tym, zaczęło docierać do mnie, że umknęło ludziom z takiej czynnej świadomości, że idziemy wszyscy do jednego miejsca, w którym nie ma bólu, nie ma łez, nie ma osobnych pokoi. Jak ludzie zmieszczą się tam, jeśli nie potrafią być ze sobą przebywać na ziemi, nie umieją pokonać przeciwności? Jak ludzie ci zniosą się całą wieczność? Rozumiecie, po co jest krzyż? Po to, by wieczność nie była przerażająca. Jeśli nie umrzemy za życie, nie wejdziemy do wieczności, gdyż ta wieczność przeraziłaby nas. Nigdzie nie można ukryć się, nigdzie schować, nigdzie zamknąć. Wszystko odkryte na zawsze. Jeśli nie będziemy widzieć wieczności ze sobą i nie będziemy przygotowywać się do niej używając krzyża dzisiaj, to my nie widzimy celu, do którego zmierzamy. Nic nieczystego nie wejdzie tam – mówi Słowo Boże. Ci, którzy nie uświęcają się, nie ujrzą Pana. Pan nie chce tam kłótni, sprzeczek, wojen, niczego złego, dlatego już na ziemi te rzeczy muszą być usunięte. Skąd spory, skąd waśnie? Z cielesności, nie płyną przecież z uświęcenia.

