Krzyż w codziennym życiu
Krzyż w codziennym życiu - część 1
Mówiliśmy o ciele, które nie może funkcjonować, jeśli chcemy prowadzić chrześcijańskie życie – albo umiera cielesne życie, albo umiera chrześcijański człowiek. Coś z tego musi umrzeć, nie może żyć jedno i drugie; cielesne życie i chrześcijański człowiek razem. Tak, jak mówi Słowo Boże: ciało – skażenie, Duch – życie. Nie ma innej opcji, jeśli żyje cielesność, nie ma chrześcijaństwa. Jeśli żyje chrześcijaństwo, nie ma cielesności i człowiek jest wtedy duchowy i inne są przemyślenia, inne działania.
I tak myśląc o tym, pewne rzeczy docierały do mnie. Często mówiąc o ukrzyżowaniu, o pozbyciu się naszego cielesnego człowieka, bardzo często pamiętamy o tym z samego poranka, modlimy się i mówimy: Panie Boże pomóż nam spędzić ten dzień dla twojej chwały, pomóż nam, by to nie my, ale Ty był tym, który używasz nas, a potem wstajemy z kolan i zapominamy, że modliliśmy się o to i prosiliśmy Boga, by pomógł nam całego tego dnia utrzymywali swoją cielesność w ukrzyżowaniu. Poprosiliśmy Boga i myślimy, że Bóg załatwi za nas wszystko, a my możemy już teraz żyć. „Myśmy się już pomodlili, Bóg to wszystko załatwi”. Pomodliliśmy się o jedzenie i picie, musimy i w tej sprawie poruszać się – coś przygotować, ugotować, tym bardziej sprawa doświadczenia krzyża jest potrzebna nam, ponieważ każdy z nas to wie, że nieukrzyżowany chrześcijanin straszne spustoszenie czyni wokół siebie. Niezadowolenie, niechęć, złośliwość, obmowa, plotka – to jest właśnie metoda diabła jak zniszczyć wszelkie zadowolenie z tego, że Chrystus był na ziemi, jak obrócić to wszystko w niechęć do chrześcijaństwa, niechęć do ludzi, którzy mienią się chrześcijanami. A to właśnie jest obiektem cielesności, gdyż diabeł używa jej, by do tego doprowadzić, by ludzie mieli siebie serdecznie dość, by chcieli uciec jak najdalej od chrześcijaństwa.
Każdy człowiek z Biblią, w większości, mówi, że chce, by było dobrze, że chce dobrych relacji, wzajemnej miłości, troski, budowania się nawzajem, że pragnie tego, co dobre. Ale jeśli nie ma wykonania…- Paweł mówi: ja dziękuję za Jezusa Chrystusa. Nie ma potępienia nade mną, ale też nie znaczy to, że ja nie muszę dbać o krzyż. Nie znaczy to, że nie muszę w każdej cząstce dnia rozprawiać się ze swoim cielesnym „ja”. To nie jest tak, że mogę sobie powiedzieć: prosiłem cię Panie, dlaczego nie ma tego? Krzyż jest mocą, ale ja muszę tą moc używać nieustannie. W tej bitwie nie ma zwycięstwa nad diabłem, jeśli krew Jezusa nie oczyszcza mnie nieustannie. Nie wystarczy, że rano oczyściła mnie, że rano prosiłem: „Panie”. Ale potem wystarczy, że na coś zdenerwuję się, na coś rozzłoszczę, coś zniechęci mnie i już zaczynam zachowywać się jak stary Adam, czy stara Ewa i już myślę: no, prosiłem i co teraz. Przecież po co umarł Jezus Chrystus na krzyżu? – po to, byśmy mieli oręż do walki i zwycięstwa. To ja muszę chcieć umierać. Diabeł chce ożywiać starego człowieka przez emocje, przez nastawienia, przez różne złe rzeczy, a ja muszę nienawidzić go i krzyżować. To ja muszę brać w tym zupełnie świadomy udział i nie mogę zapomnieć ani chwili o krzyżu. Jezus mówi: niech się wyprze siebie, weźmie swój krzyż na siebie codziennie i idzie za mną. Nie wystarczy, że pomodlę się trzy razy dziennie, nie wystarczy, że będę modlić się dziesięć razy dziennie, ja muszę używać krzyża przeciwko wrogości własnego ciała. Przychodzi jakieś nastawienie i co mam zrobić z tym? – mam pozwolić, by rozbudziło się we mnie jeszcze więcej emocji, czy mam zniszczyć to nastawienie, nim te emocje rozbudzą się.
To ja muszę codziennie, od obudzenia aż do zaśnięcia, używać krzyża przeciwko sobie. Jeśli zaniedbam to, wówczas wynik jest taki, jaki jest: czytam Biblię, czytam o zwycięskim człowieku, jestem pełen ekscytacji z tego, co uczynił Jezus Chrystus na krzyżu, zamykam Biblię i za chwilę mogę już „gryźć”. Biblia nie załatwi tego, Biblia mówi mi prawdę, a ja muszę tą prawdę używać i korzystać z niej.
Mogę zapewnić was w stu procentach, że używając codziennie krzyża, będziecie mogli widzieć efekt swego duchowego wzrostu. Bez krzyża nie ma duchowego wzrostu. Dlatego apostołowie mówili: przypominamy wam o tym, przypominamy. Wiedzmy o tym, że bardzo ważna jest modlitwa, bardzo ważne jest prosić Pana, ale również bardzo ważne jest pamiętać, że Bóg już dał nam oręż, już dostaliśmy go. Wiecie jak ważne jest to dla Boga, byś ty, ani ja nie być z rodowodu cielesności? Słowo Boże mówi, że nawet Jezusa nie znamy już według ciała i siebie nie mamy znać według ciała. A jak my dobrze znamy się według ciała, dlaczego tak jest? A Słowo Boże mówi, że już nie mamy znać się według ciała, ale według kogo? – według nowonarodzonego człowieka. Diabeł lubi jak ludzie znają się według ciała i jak to ciało określa granice ich postępowania. Podczas, gdy Bóg mówi o wolności, lecz by była wolność, my musimy umrzeć dla tej strasznej, przeklętej duchowości, która niszczy ludzi. Od zaniedbania prawdziwego boju. Słowo Boże mówi: trwajcie w pobożności, ćwiczcie się w pobożności. Umartwianie własnego ciała nic nie pomoże, ale ten, który trwa w pobożności ma obietnice życia teraźniejszego i wiecznego.
Jak bardzo ważne jest zobaczyć to zwycięstwo krzyża. Pewna osoba mówiła, że ciężki jest czytać jej Stary Testament, bo jest tam tyle krwi, ofiar, ptaki z urwanymi głowami i różne inne trudne rzeczy. Człowiek czyta i myśli sobie: po co to wszystko? A Duch Święty przychodzi i mówi: bo Bóg jest Święty, a człowiek coraz bardziej grzeszy i między człowiekiem a Bogiem jest coraz więcej krwi i ta krew nie jest wstanie zaspokoić świętego Boga. Widząc ten bezmiar, obfitość krwi w Starym Testamencie, możesz zobaczyć świętość Boga i nadal Jego świętość nie może być zaspokojona i musiał przyjść Jego Syn, by Jego świętość otrzymała ofiarę, która będzie zaspakajała ją, aby dać przebaczenie tobie i mnie. Jak wielka jest obfitość grzechu na ziemi. Człowiek czyta stary Testament i nie rozumie tego. Na przykład czytasz Stary Testament i widzisz Boga, który z nieba rzucał kamieniami i więcej wrogów zginęło od kamieni rzucanych z nieba, niż od żołnierzy Izraela. Tak Bóg brał udział we wspólnej bitwie przeciwko wrogowi. I Bóg chce współdziałać z tobą i ze mną w walce przeciwko wrogowi. Tam pokazany był fizycznie wróg narodu Bożego i fizycznie Bóg pokazywał, jak jest ze swoim ludem, by oni mieli zwycięstwo nad złem. Bóg chce być z tobą i ze mną. Stary Testament jest fizycznym obrazem jaki jest Bóg. W tej duchowej bitwie Bóg chce mnie i tobie pomóc, abyśmy nie zginęli, kiedy wrogowie napadają na nas. Ale kiedy Bóg pozwalał, by wrogowie pokonywali Izraela? Wtedy, kiedy Izrael zaniedbywał chodzenie z Bogiem w świętości. Dopóki Izrael trwał, Bóg pomagał.
Bóg obiecuje pomagać tobie i mnie, dopóki będziemy trwać w Chrystusie. I możemy i musimy być pewni swojego Boga. Bez pewności Boga ciężko wybierać się do tak strasznej bitwy, kiedy napadają cię emocje i nie wiesz, co z nimi zrobić – ogarniają cię, zmiatają cię wręcz z powierzchni chrześcijaństwa i robią z ciebie zwierzę. I nie możesz sobie poradzić z tym. Bóg chce pomóc, ale Bóg powiedział o krzyżu. Komu ma pomóc w tym momencie? Bóg powiedział o miejscu, gdzie Jego Syn wziął wszelkie grzechy, abyśmy obumarłszy grzechom, mogli żyć dla sprawiedliwości, dlatego krzyż jest tak ważny w codzienności, nie tylko pamiętając o tym rano, czy wieczorem, mówiąc: o Boże, znowu wiele bałaganu. Ale w trakcie, kiedy ten bałagan wydarzał się, człowiek stawał przeciwko danej sprawie, licząc, że ktoś za niego uczyni coś, o czym Jezus powiedział, że my mamy to zrobić. Jezus nie powiedział, że weźmie za nas nasz krzyż codziennie. On powiedział, że wziął raz na zawsze swój krzyż, abyśmy z tego krzyża czerpali codziennie. To my mamy czerpać codziennie, a On załatwił to raz na zawsze. Uczynił nas doskonałymi, dał nam zwycięstwo zbawienia.

