26.06.2010 Marian - Baranek Boży, który gładzi grzech świata cz.1
Zgromadzenie 26.06.2010
Baranek Boży, który gładzi grzech świata cz.1
Marian Łaszewski
Dziękujemy Bogu, że jeszcze mamy taki czas, aby móc poznawać Pana, uczyć się Go i doświadczać tego, co jest bliskie Jego sercu. Aby to też stawało się coraz bardziej bliskie i nam. Abyśmy poznając Pana coraz bardziej doświadczali, że podoba nam się to, co podoba się naszemu Bogu, że sprawia nam przyjemność, że dany nam został przywilej, aby móc korzystać z Jego wpływu na nas, z tego co osiągnął, abyśmy dzięki temu mieli z Nim społeczność.
Ostatnio rozważaliśmy wydarzenie z Ewangelii Jana, z drugiego rozdziału, kiedy Pan Jezus był na weselu w Kanie Galilejskiej. Myślę, że ta oblubienica kiedy się dowiedziała, że jej oblubieniec zachował na koniec najlepsze wino, to pewnie była bardzo szczęśliwa, że dostała takiego wyjątkowego oblubieńca. Później pewnie dowiedziała się jak to wszystko wyglądało. My też mamy Oblubieńca, do którego nie można by było porównać kogokolwiek.
Chciałbym, abyśmy teraz mogli przeczytać Ewangelię Jana 2 rozdział, od 13 wersetu. Widzimy, że te dwa wydarzenia są umiejscowione w Ewangelii Jana jakby jedno wydarzyło się zaraz po drugim. Ciekawe dlaczego apostoł Jan oba te wydarzenia umieścił obok siebie, a one są przecież rozdzielone w czasie? Jedno to był pierwszy cud w Kanie Galilejskiej, a drugie wydarzyło się, kiedy Jezus jechał na Paschę, która była najbardziej wyjątkowa pośród wszystkich jakiekolwiek były do tego czasu. Będziemy chcieli wspólnie razem na to popatrzeć.
„A gdy zbliżała się Pascha żydowska” Jan 2,13a Co to oznaczało dla naszego Pana? Chciałbym, żebyśmy zastanowili się nad prawdziwym widzeniem grzechu przez nas ludzi. Czy prawdziwie widzimy grzech? Czy postrzegamy go tak, jak widział go Jezus Chrystus, kiedy szedł na tą Paschę? Czy widzimy całe to doświadczenie jakie tu na ziemi spowodował grzech? Czytamy w Biblii potężne Słowa, że Pan Jezus wiedział, co jest w każdym człowieku. Pomyśl sobie, że żyjesz teraz na ziemi i wiesz, co jest w każdym człowieku. Ten człowiek nie wie, a ty wiesz. Wiesz, co o tobie myśli, wiesz co na ciebie szykuje, wiesz jak chce ciebie podejść, zwieść, oszukać, wszystko wiesz, a mimo tego idziesz drogą, żeby tego człowieka uratować. Myślę, że nikt z nas nie byłby w stanie wytrzymać takiego doświadczenia. Czasami, gdy się dowiemy, że ktoś o nas coś złego powiedział, to już nasze serce jest poruszone, już czujemy się nieswojo. A co dopiero, gdybyśmy dokładnie wiedzieli, co każdy myśli na nasz temat. Co mówi o tobie, co knuje przeciwko tobie i ty rozmawiasz z tym człowiekiem. Pamiętacie jak Jezus rozmawiał z Judaszem? On o Judaszu wiedział wszystko. Umieć zobaczyć Jezusa, który szedł na tą Paschę i dokładnie zdawał sobie sprawę z wielkości grzechu jaki opanował ludzkość. Wiedział, co jest w każdym człowieku, widział ogrom grzechu, który opanował ludzkość. Nieraz musiał znikać im z oczu i wyjść spośród nich, gdyż byli już gotowi Go zabić. On wiedział dlaczego tam idzie. Co byś myślał, gdyby o tobie to było napisane, a ty miałbyś położyć swoje życie i napisane by było: „oto zbliżała się Pascha”, i byś wiedział, że w czasie tej Paschy musisz zostać ukrzyżowany, zbity, opluty, odrzucony, sponiewierany i wiedziałbyś, że ludzie mają wiele zła przeciwko tobie, czy byłbyś gotów pójść?
On więc szedł z całą świadomością wielkości grzechu, który ogarnął człowieka i wiedział, że dla człowieka nie ma innej nadziei jak tylko On. Dla żadnego człowieka nie było nadziei, tylko Chrystus mógł stać się jego nadzieją. Dla Niego słowa: „zbliżała się Pascha” oznaczały zupełnie co innego niż dla wielu ludzi. Mówi: „O, jakże bym pragnął, żeby ten ogień już przyszedł na ziemię, żeby Duch Święty przyszedł i ogarnął ludzi, pochwycił ich dla chwały Ojca i Mojej”, ale wiedział, że zanim to nadejdzie, musi jeszcze tam się zjawić. Szedł całkowicie świadomy tego, co się wokół Niego działo, wiedział, że będzie pobity, opluty, wiedział, że będą z Niego drwić i kpić. On tam idzie. Jezus miał nie tylko prawdziwe widzenie wielkości grzechu, On miał również prawdziwe widzenie wielkości ofiary, którą miał być. Miał prawdziwą świadomość jak wielką i potężną ofiarą jest On sam. Ofiarą, która zniszczy całe doświadczenie grzechu i jego potęgę. Wiedział, jak wiele znaczy Jego śmierć dla nas ludzi, wiedział nie tylko o wielkości grzechu, ale również o wielkości tego, kim On jest. Miał świadomość boju, w którym zwycięstwo będzie poprzez to kim On jest. Możemy więc wziąć sobie za doświadczenie, że każdy kto pomniejsza ohydę grzechu walczy z Bogiem, Który widząc wielkość grzechu, na ofiarę odkupienia przeznacza nikogo mniejszego, ale samego Syna Swego. Nie przeznacza jakiegoś anioła. Czy nie mógł wybrać anioła Gabriela? Przecież pamiętamy, że do Abrahama przyszedł Pan z dwoma aniołami. Nie wystarczał nikt, musiał być to On sam. Jest to dla nas potężne świadectwo.
Kiedy czytamy te wiersze, przechodzimy i idziemy dalej, prawda? Nie zatrzymujemy się i nie zastanawiamy się, co nasz Chrystus przeżywał, w jaki sposób przybliżał się do tego dnia, co Go tam prowadziło? Nie szedł przecież skrępowany, szedł sam. Uczniowie nie usłyszeli, kiedy mówił co Go tam czeka, myśleli o wielkości siedzenia po prawicy, po lewicy, o różnych rzeczach. On wiedział, że końcem zakonu jest On, Chrystus. A zakon mówi, że zapłatą za grzech jest śmierć. Jeśliby On się nie stał końcem zakonu, to nikt z nas nie mógłby nawet myśleć o wieczności z Bogiem. Wiedział, co będzie znaczyło dla nas to, co uczyni, ale czy również i my to wiemy? Czy wiedza o poznaniu Jezusa jak zna Go Ojciec przenika teraz nas dzięki Duchowi Świętemu i mamy świadomość tego, kim jest ten Chrystus? Co znaczy dla mnie to, że szedł na Paschę? Jak wielki znaczenie miało to, że On nie uniknął tego i nie odwrócił się od tego?
Kiedy myślę o tym drugim rozdziale Ewangelii Jana, o tym urywku z tej Ewangelii, to myślę, że Jan rozmyślnie, dzięki Duchowi Świętemu, postawił obok siebie początek objawienia chwały Jezusa Chrystusa, co spotykamy na weselu, a później doprowadzanie do końca Bożej sprawy w chwale, która okazuje się o wiele większą, niż wtedy, kiedy mogli zobaczyć cud w Kanie Galilejskiej. On idzie i nikt nie myśli, że ta Pascha będzie wyjątkowa. Wielu ludzi idąc w to miejsce nie zdaje sobie sprawy czego będą świadkami, co będą widzieć ich oczy, co będą słyszeć ich uszy. Nie zdają sobie sprawy, że nie tylko będą świadkami ale współudziałowcami wydarzeń, które zaczną się tam dziać. Będą sterowani przez religijnych potentatów, będą użyci do osiągnięcia celu, nie pozostaną biernymi, będą mogli usłyszeć później w kazaniu Piotra o rzeczywistości, w której wzięli udział. To nie była pierwsza Pascha, na której był Jezus, prawda? Był również na wcześniejszych. Pamiętamy Go jako dwunastoletniego chłopca, który wraz z Józefem i Marią idzie na święto Paschy i mówi: „czyż nie mam być w sprawach Ojca Mego?” Zobaczcie, że tam w dziwny sposób odnajdują Go dopiero trzeciego dnia, ten trzeci dzień będzie nieustannie nam się pojawiał w doświadczeniach, na które napotykamy. On wtedy jest w świątyni i rozmawia z uczonymi ludźmi, a oni są pełni podziwu i zastanawiają się skąd ten młody chłopiec ma taką wiedzę. On jest i wie ku czemu zmierza. Poznać Go i zobaczyć jaki jest nasz Chrystus, to jest coś cudownego. Jeszcze bardziej doświadczyć, że On przerasta to, co możemy sobie pomyśleć i potrzebujemy Ducha Świętego, żeby poznać Go zobaczyć coś więcej z tego, kim On jest. Jezus żyje cały czas w pełnej świadomości Swojego posłannictwa, wie w czyich sprawach musi być, wie jakie sprawy są najważniejsze, cały czas idzie dokładnie, poddaje się wymiarowi Swojego Ojca i jest gotów na to, co On zechce uczynić. Nawet gotów jest Judasza powołać jako dwunastego ucznia, który będzie chodził z nim, chociaż od samego początku wie, że to będzie Jego zdrajca. Jest na to gotów.
Kiedy w Egipcie była obchodzona pierwsza Pascha, Bóg powiedział: „Kiedy zobaczę krew baranka na odrzwiach, na nadprożu, wtedy nie pozwolę wejść aniołowi śmierci do waszego domu”. Ta krew oznaczała dla nich życie ich pierworodnych, ta krew również i dzisiaj oznacza dokładnie to samo. Jezus wiedział, że każdy z nas potrzebuje tej krwi.
W Ewangelii Jana, w 1 pierwszym rozdziale, 29 wierszu apostoł Jan pisze: „Nazajutrz ujrzał Jezusa, idącego do niego, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.” Kiedy Jezus idzie na tą Paschę, idzie tam jako Baranek Boży. Ludzie się tego nie spodziewają, są zajęci zupełnie czymś innym, prawda? Czytamy w Biblii, że jeszcze przed Paschą ludzie szli w kierunku Jerozolimy po to, żeby się oczyścić, żeby być gotowi na to święto Paschy.
Kiedy czytamy Ewangelię Jana 2 rozdział, od 14 wiersza: „I zastał w świątyni sprzedających woły i owce, i gołębie, i siedzących wekslarzy.” Widzimy dzisiaj podobną sytuację podczas tak zwanych świąt, na których przecież największy zysk mają handlowcy. Przygotowują się, reklamują to wszystko po to, żeby z tego mieć zyski. Sprzedawcy w świątyni czekali już wcześniej na tych, którzy przyjdą, aby się oczyścić. Mieli już przygotowane zwierzęta i byli przygotowani na zyski, oczekiwali na duży utarg. Do Jerozolimy przyjdzie mnóstwo ludzi i będą potrzebowali tego towaru, bo przecież wszyscy grzeszą. Będą chcieli się oczyszczać, więc będą olbrzymie zyski. Wszyscy się poustawiali, zacierali ręce, każdy przeliczał jaki nowy domek kupi, nowego osła, nowy powóz, cokolwiek. Liczyli zyski. To nie była pierwsza Pascha, na której dobrze się obłowili, ale to miała być pierwsza, na której spotkali Tego, o którym nie myśleli. Przecież wcześniej Jezus był również na Paschach, przecież to nie był początek Jego bycia na tym święcie. Oni co roku mieli tak dobry utarg. On jednak przychodzi tam jako Boży Baranek i co robi? Patrzy na to wszystko, widzi tam woły i owce, gołębie, widzi te zwierzęta przygotowane na ofiarę. Pomyślmy, dlaczego Jego wzrok jest wzrokiem patrzącym i widzącym, że te zwierzęta nic nie znaczą? On ocenił to: „nie upodobałeś sobie w ofiarach krwawych, aleś ciało dla Mnie przygotował.” On wchodzi tam i jest to właśnie ten czas, w którym są te wszystkie zwierzęta, w których Bóg już nie ma upodobania, a to On jest tym Bożym Barankiem i patrzy na te zwierzęta, na tych siedzących wekslarzy, którzy mają pieniądze gotowe na wymianę, bo przecież trzeba było wymieniać pieniądze na pieniądze świątynne. Jego wzrok jest wzrokiem pełnym czystości, świętości i świadomości tego, kim jest On sam. Jest tym Barankiem bez skazy. Ludzie w swoich grzechach stracili świadomość tego w jakim miejscu się znajdują. Przecież to jest świątynia żywego Boga, tu nie powinno być handlu, zysku i łupiestwa, tu powinna być pokora, uniżenie i gotowość poddania się Bogu. Wszyscy są grzesznikami, również ci, którzy sprzedają. Bóg chciał mieć pokorne serca w ludziach, którzy są świadomi jak potrzebują pomocy od Boga. Potrzebuje ludzi, którzy nie będą korzystać z pobożności, żeby tworzyć sobie zyski. Tamci ludzie posunęli się daleko, władca ich - bóg mamona wprowadza ich głębiej do świątyni i serca ich są owładnięte zyskami, oni są już myślami w różnych miejscach, może na Majorce, na Galapagos, czy innych wyspach i sobie myślą, co będą oglądać, jak będą spędzać świetnie czas. Ale Jezus jest właśnie Barankiem.
Jak myślicie, co by zrobił Baranek Boży, który zna swoją cenę, zna swoją wielkość i kiedy widzi w tym miejscu, które jest miejscem dla Niego, wiele zwierząt, które nie mają znaczenia dla Boga, który Go posłał. Co powinien zrobić Baranek Boży? I On to zrobił. Jeśli dla Boga nie ma coś znaczenia, to trzeba to wypędzić, uwolnić. Ta zwierzyna, to były w tym momencie najszczęśliwsze stworzenia. Czekała ich śmierć, a tu przychodzi ten Boży Baranek, który kładzie Swoje życie za grzechy całego świata i bierze te powrózki, którymi te zwierzęta były krępowane i prowadzone przed kapłana, żeby zostać zarżnięte, On je bierze, związuje z nich bicz, aby je z stamtąd wypędzić. Cudowny Boży Baranek, On zna Swoją wartość i widzi, że te zwierzęta wobec Jego wartości nic nie znaczą, to nie jest ich czas. One przestają być już obrazem Jego śmierci, koniec obrazu, ponieważ rzeczywisty Boży Baranek wchodzi na Swoją pozycję, zajmuje ją i wypędza wszystko, co miało być tylko świadectwem tego, co z Nim się stanie z powodu moich i twoich grzechów. Dlatego wszystko to wypędził ze świątyni. Do ludzi zaś powiedział prawdę o tym, co zrobili. Również ich wypędził. „I skręciwszy bicz z powrózków, wypędził ich wszystkich ze świątyni wraz z owcami i wołami; wekslarzom rozsypał pieniądze i stoły powywracał” Jan 2,15 Moglibyśmy pomyśleć: „Panie, tak żeś mocno się za to wziął, że nawet stoły im powywracałeś?” Tak, bo to były ich ołtarze mamony, one były w Bożej świątyni. Pan je powywracał, postrącał te bożki, postrącał to wszystko i okazał się tym, Który ma prawo do świątyni, ponieważ miała być miejscem świętych ofiar składanych świętemu Bogu. Po raz pierwszy zdarzyło się tak, że nie ludzie badali Baranka, tylko Baranek zbadał ludzi i to, co było skalane wypędził.
Byli tam również ludzie, którzy przyszli złożyć ofiarę, jak oni się na to wszystko patrzyli? W ich głowie było myślenie, że przecież trzeba złożyć baranka. Patrzą, a Pan Jezus wszystko wywraca, a te baranki, które chcieli kupić wypędza stamtąd. Myśleli: „Co się w ogóle teraz tu dzieje?” Przyszli, mieli pieniądze, chcieli kupić baranka i złożyć go Bogu. I wszystko to zostaje wypędzone ze świątyni. Patrzą i się zastanawiają. Jakże mocno musiało działać Słowo Boże, że nie widzimy tutaj żeby ktokolwiek potrafił się nawet sprzeciwić.
Wiecie, że Jerozolima to było miasto dla Pana. Świątynia zaś była miejscem, gdzie Bóg chciał mieć Swoje święte relacje ze Swoim ludem. Ona miała ogromne znaczenie. Kiedy była budowana to Salomon modlił się: „Boże, kiedykolwiek ktokolwiek skieruje się w kierunku tej świątyni i będzie prosił, Ty go wysłuchaj”.
I Bóg odpowiedział: „Tak”.
Pamiętamy Daniela, kiedy był w niewoli, on klękał, padał na oblicze w kierunku tej świątyni i wołał do Boga. Była zburzona, ale tam stała. Tak wielkie znaczenie miało to miejsce. A teraz to miejsce zostało przez ludzi potraktowane jak gmach handlu. I Pan sprawdzał. Tak ma prawo przyjść również do mnie i do ciebie. Czy Go potrzebujesz? Czy może masz zastępcze ofiary, które składasz Bogu? On nie ma upodobania w nikim innym, jak tylko w Swoim Synu. Bóg powiedział do Swego ludu, że nikt, żaden Izraelita, który przychodzi do Boga nie może przyjść z pustymi rękami, choćby go było tylko stać na najmniejszą rzecz. Miał przyjść do Boga chociaż z młodymi gołąbkami, miał przyjść z ofiarą. Bez ofiary nikt nie mógł się do Niego zbliżyć. Nawet Arcykapłan nie mógł się zbliżyć jeśli nie została złożona wcześniej ofiara, nikt nie mógł do Niego przyjść z pustymi rękoma, musiała być złożona ofiara. Czy myślimy o tym dzisiaj żyjąc na tej ziemi? Czy potrzebujemy ofiary, aby przychodzić do Boga i żeby On nas przyjmował? Paweł pisze w ten sposób, że przez krew Syna Bożego mamy przystęp do miejsca najświętszego. Nie możemy przyjść do Boga bez ofiary, koniecznie jej potrzebujemy. Nikt do Pana nie przyjdzie z pustymi rękoma. Oni o tym wiedzieli, przynieśli pieniądze i chcieli kupić ofiarę. Ale teraz tutaj jest coś bez pieniędzy. Pamiętajmy, że Bóg jest święty, i tak jak jest napisane w Jego Słowie: wszystko ma się dziać ze względu na Niego. „Świętymi bądźcie, bo Bóg jest święty”. Wszystko ze względu na Boga. On w Chrystusie odebrał nam prawo do decyzji, prawda? Mówi: „Jeśli nie oddasz mi swojego życia, stracisz je.” Wszystko musi się dziać z powodu Boga. I tego się uczymy. Sam Boży Baranek wypędził wszystkie zwierzęta, nie ma nic innego z czym człowiek mógłby przyjść i żeby Bóg go przyjął. Wydaje mi się, że nie raz tak przychodzimy do Boga: wpadamy, nie myślimy nawet, mówimy coś do Niego, odchodzimy. Nie mamy ofiary jak tylko Chrystus. Nawet owoc warg, które wymawiają Jego imię, to jest Chrystus. To, kiedy siebie samych możemy złożyć Bogu jako ofiarę żywą to jest również Chrystus. Bez Niego nic Bogu się nie podoba. Musi być Chrystus. Jeśli zbliżam się do Boga, to muszę przyjść przez ofiarę Jego Syna, dlatego nie ma innej drogi do Boga jak tylko przez ciało Syna Bożego. Muszę o tym pamiętać. Rozumiecie, czego się wymagało od Izraelity, od kapłana? Żeby nauczał lud tego, co jest miłe Bogu. Musimy pamiętać, gdy zbliżamy się do Boga, że nie możemy przyjść do Niego i powiedzieć: „No, nic nie mam Panie.” To tak, jakbym minął Jego Syna i powiedział: „Nadal nic nie mam, Panie”. A przecież On został złożony.
Docierało do mego serca, jak Pan Jezus z tym biczem rozpędzał to wszystko. Zaglądając do tego, co myślał moglibyśmy zobaczyć: „Uciekajcie już stąd, to jest mój czas, wasz czas się skończył. Uciekajcie i to natychmiast.” Ganiał i wygonił wszystko. To jest piękne, kiedy Pan Jezus wie: „Teraz jest Mój czas cierpienia, teraz ja to wszystko biorę na Siebie. Bóg potrzebuje Mnie, was już nie chce widzieć. On tylko na Mnie wejrzy łaskawie. Wszystko inne Jemu się nie podoba. To jest Jego dom modlitwy, wy nic już tym ludziom nie dacie. Choćby złożyli tysiąc kozłów i tysiąc baranów, to nic to nie zmieni.” Bóg na tej ziemi ma już swojego Baranka, prawda? On nie będzie patrzył na nic, wszystko jest skierowane na Jego Syna, a Jego Syn czyni to, co chce Ojciec. I my wiemy jak błogosławione są konsekwencje Jego wierności Ojcu. Do dzisiaj sięgają i dzisiaj jesteśmy świadkami, jak ta ofiara wyratowała nas z opresji grzechu, jak ona daje nam podstawę, aby przychodzić do Boga. Miejsce zostało uwolnione.
„a do sprzedawców gołębi rzekł: Zabierzcie to stąd, z domu Ojca mego nie czyńcie targowiska.” Jan 2,16. Wiecie co jest na targowisku? Tam jest tak: jeden sprzedaje, a drugi kupuje. Ile to kosztuje? Trzy sykle. Nie, dwa i pół. Dwa siedemdziesiąt, nie dwa sześćdziesiąt. Tam jest targ. A tu przychodzi ofiara, która jest doskonała. Cena najwyższa, nie ma nic większego. Nie ma targów. Cena musi być najwyższa. Nic mniej, tylko doskonały Baranek. Koniec targów. Chrystus albo nic. Ani dobre uczynki, albo jakieś takie życie nic nie da, tylko Chrystus to życie, jeśli nie, to śmierć. Cena jest ustalona przez Boga – Jego Syn. Kiedy ona została ustalona przez Boga? Przed założeniem świata. Chrystus został przeznaczony na tą ofiarę przed założeniem świata. Kiedy jeszcze niczego nie było Bóg ustalił cenę, która musiała być zapłacona, abyśmy mogli dzisiaj powiedzieć: „Boże, wracam do Ciebie”.
Kiedy czytamy Ewangelię Jana, 2 rozdział, 17 wiersz: „Wtedy uczniowie jego przypomnieli sobie, że napisano: Żarliwość o dom twój pożera mnie.” jak oni sobie to przypomnieli? Duch Święty im przypomniał. To nie przyszło z ich ciała, pewnie sami byli zadziwieni tym, co się dzieje, takiego Go jeszcze nie widzieli. „Duch Święty przypomni wam o tym wszystkim” - mówi Pan Jezus. Jak dobrze, kiedy Duch Święty przypomina nam, uczniom Chrystusa to, co jest prawdziwe i możemy zobaczyć, i ocenić to. „W Domu Twoim nie zamieszka żadna bezbożność”. Dom Boga jest otoczony świętością po wsze czasy. Pan Jezus wypędza bezbożność, mówi: „Dom mego Ojca, to jest Dom święty”.
My ludzie mamy olbrzymi problem, bo słyszeliśmy słowa. Uczniowie też tak szli, słyszeli słowa, ale tylko Duch Święty może wprowadzić człowieka w to, co za tymi słowami jest. A tam jest pełno wspaniałości Boga. Dla wielu ludzi jest to litera, ale dla Ducha Świętego jest to wspaniałość działającego Boga.
Powrócimy jeszcze raz, żeby przypomnieć: „Czy znamy potęgę grzechu, który zapanował nad nami ludźmi?” Grzechy, który nie puszczą człowieka dopóki nie napotka Chrystusa. Człowiek nie ma jak się uwolnić od tych więzów ale jest potęga ofiary, i tam zaczyna się uwielbienie, poruszenie w sercu człowieka, gdy człowiek widzi beznadziejność ludzkości zanurzonej w grzechach i potęgę ofiary, która wyzwala nas z naszych grzechów. Wtedy mogę się o to modlić i prosić również, gdyż po to przyszedł...

