26 04 2025 wieczorne Marian – Synowie Boży jako światłość Boża dla synów ciemności cz 2
26 04 2025 wieczorne Marian – Synowie Boży jako światłość Boża dla synów ciemności cz 2
Niech Pan poprowadzi nas jeszcze tego wieczoru w tym, o czym będziemy teraz mówić, o czym też zaczęliśmy mówić wczoraj i mówiliśmy wczoraj. O czym to wczoraj mówiliśmy? To był taki centralny punkt – co to znaczy być dzieckiem Boga. Patrzyliśmy na Pierworodnego Syna Bożego jak On żył, w jaki sposób przechodził przez doświadczenia, że żył w chwale i żył we wzgardzie, i był cały czas posłuszny Swemu Ojcu. I On jest dla nas wzorem. Nie jesteśmy więc bez wzoru, tylko mamy wzór do naśladowania i wszyscy razem mamy ten sam wzór, tego samego Pierworodnego Syna, bo dzisiaj wszyscy na Jego wzór jesteśmy przekształcani. Czy zdajesz sobie sprawę, że Bóg zajął się tobą w specjalnej sprawie, żeby uczynić z ciebie kogoś takiego jak Jego Pierworodny Syn? Myślę, że gdyby każdy to rozumiał, to część by uciekła. Część by została i prosiła Boga: ‘Boże, miej cierpliwość, ale nie przestań. To jest piękny cel, który postanowiłeś ze mną uczynić i zdaję sobie sprawę, że będzie mnie to wiele kosztowało, ale, Panie, to jest naprawdę wzniosłe. Jest to coś, co nikt inny nigdy nawet by mi nie obiecał, że będzie chciał mnie tak wysoko wprowadzić, jak Ty. Mógłbym tutaj osiągać stanowiska królów, nie wiadomo kogo i to byłyby w ogóle nieporównywalne stanowiska, jak to, że jestem wezwany przez Ciebie do tego, aby stać się takim jakim, jest Twój Pierworodny Syn; Jego decyzje, wybory, stanowisko’. Mamy więc do czynienia z czymś naprawdę wzniosłym, niesamowicie wzniosłym. To nie jest takie sobie powołanie. To jest powołanie, które ma w sobie pieczęć wieczności z Bogiem, z Tym, który stworzył niebo i ziemię, rzeczy widzialne i niewidzialne. To jest dla nas olbrzymia lekcja.
My już byliśmy w rodzinach, gdzie jako dzieci mieliśmy swoje kombinacje, pomysły, oszukiwaliśmy swoich rodziców, w różny sposób próbowaliśmy tak czy inaczej coś osiągnąć po swojemu. A tu raptem mamy do czynienia z Kimś, Kto jest doskonale czysty, jak było dzisiaj mówione. On wszystko wie co było, co jest i co będzie. Mamy do czynienia z kimś, kto wie wszystko, kogo nie można w żaden sposób oszukać. Można kombinować, a On i tak będzie wiedział czy to jest prawda, czy kłamstwo. Może być to diabeł, ojciec kłamstwa, Bóg i tak rozpoznaje, że diabeł kłamie. Skoro ludzie potrafią tak kłamać, mówiąc tak, jakby to było prawdą, że sam byś zwątpił, czy może tobie coś w głowie się nie pokręciło, bo ten człowiek jest tak pewny tego, co mówi, to Boga nie idzie tak zwieść ani oszukać. Bóg doskonale wie, czy to jest prawda, czy to jest kłamstwo. Czy naprawdę chcesz mieć z tym Bogiem do czynienia, bo On posłał Syna w tej sprawie i też Ducha Świętego, aby Jezus Chrystus był uwielbiony w tobie i we mnie? Czy ty chcesz mieć w ogóle z tym Bogiem do czynienia? Modlisz się do Niego i czy ty naprawdę chcesz, żeby ciebie wysłuchał, żeby On zrobił to, co powiedział, że zrobi, bo On tylko wtedy wysłucha nas, kiedy my jak prosimy? Zgodnie z Jego wolą. Wtedy wysłucha nas, inaczej nie wysłucha nas. Resztę zostawił diabłu; wtedy diabeł może wysłuchiwać i może czynić różne rzeczy, i potwierdzać ludziom, że no, to jest dobrze, zobacz, Bóg działa. A to nie Bóg tylko wróg.
Mamy więc do czynienia z czymś bardzo wzniosłym, niesamowicie chwalebnym i to powinno nam pomóc łatwiej porzucić nasze stare sposoby, nasze stare zachowania, nasze stare sentymenty, marzenia, plany, cokolwiek. Jezus mówi, że to wszystko powinno być przez nas znienawidzone. To nie nadaje się do tego, do czego zostaliśmy wezwani. To jest Boża rodzina. Ale to nie jest taka rodzina jak te ziemskie rodziny, naprawdę, ona nie ma nic wspólnego z tym. Tam nikt nie ma prawa wywyższać się nad drugiego, ani wykorzystywać niewiedzy kogoś. Wszyscy mają być prawdziwi, bo Ojciec powiedział, że pomści się na każdym, kto będzie kłamać w Jego rodzinie, wśród Jego dzieci. Jeżeli ktokolwiek oszuka w jakiejkolwiek sprawie brata swego, mścicielem tego jest Ojciec. On pomści to. To nie tak, że nikt nie wie, ale Ojciec wie. Chyba nie chciałbyś, nie chciałabyś, żeby przekleństwo spadło na ciebie, zamiast dobra, i będzie tobie wszystko inaczej wydarzało się. Dlatego my już nie możemy być tacy sami jacy byliśmy. Dlatego Słowo Boże tak mówi, że jeśli chcesz zostać takim samym, czy taką samą, to nie nadasz się do tej rodziny. A jeżeli rozumiesz, że musisz stać się kimś tak cennym jak Chrystus, który życie położył i powiedział, że przyjaciółmi nazywa tych, którzy też zrozumieli, żeby też kłaść życie jedni za drugich, wtedy zdajesz sobie sprawę, że ty ze starym ja nie nadajesz się. Musi to umrzeć. Zdajesz sobie sprawę, że to w ogóle nie ma racji bytu w tym domu, w tej rodzinie. To nie ma racji bytu – chytrość, przebiegłość, spryciarstwo, próba wykorzystywania czegokolwiek nie ma sensu w ogóle, bo tam każda taka sprawa skazuje cię na wyrzucenie z domu Ojca. Jezus do wszystkich tych, którzy mówili, że w Twoim Imieniu robiliśmy te wszystkie rzeczy, mówi: „Nigdy was nie znałem, idźcie precz ode Mnie wy, którzy czynicie bezprawie.” Do każdego, kto czyni bezprawie Pierworodny mówi: Ja ciebie nie znam, ty nie masz uznania ani u Mnie ani u Ojca. Jeżeli my próbujemy osiągnąć coś dla siebie między wierzącymi ludźmi, jakieś swoje zyski, jakieś swoje wzniosłe pomysły, żeby ludzie nie wiadomo co by wokół nas czynili, to jesteśmy skazani na porażkę co do wieczności. U Pana liczy się to: Jeżeli chcesz mieć większe uznanie, tym więcej służ, więcej noś ciężarów, znoś więcej przeciwności i wtedy będziesz mieć większe uznanie. Ale jeśli tylko chcesz siedzieć na krześle i uważać, że wszyscy mają wokół ciebie się kręcić, to nie jest to miejsce. To jest zupełnie inne miejsce. Uczniowie Jezusa tak myśleli, że to będzie jak po staremu, tylko oni teraz będą siedzieć na tych wysokich pozycjach i będą rozsądzać różne rzeczy. A Pan Jezus mówi, że to nie tak. To jest zupełnie inaczej niż bywa to na tej ziemi we wszystkich królestwach.
Czy rozumiesz, że twoje powołanie ma na sobie pieczęć zdobyczy przez Jezusa Chrystusa dla jednego celu – aby stać się jak On? On nie umarł bezsensownie. On umarł dokładnie, abyśmy my obumarłszy wszyscy swoim grzechom, zaczęli żyć dla sprawiedliwości. To jest niesamowite, że my nie możemy wejść w Kościół, w ciało Chrystusa, w zbór z myśleniem po staremu. Rozumiecie, jak ludzie szybko urażają się, zrażają, zniechęcają. Coś powiesz; ‘a co, ja jestem taki zły człowiek?’ To przecież jest stare. Nowy człowiek zastanawia się; jeżeli masz rację, to w porządku, muszę to zmienić, a jeżeli nie masz racji, to może ty tak myślisz, ale nie masz racji. Przyjaciele Joba też myśleli, że mają rację, a nie mieli racji, bo wydawało im się, że nie mogłoby takie coś spaść na Bożego człowieka, jeżeli by nie zgrzeszył. W jakimś sensie mogli tak myśleć, że musiał wydarzyć się jakiś grzech, bo według ich ocen, to skoro sprawiedliwemu Bóg błogosławi, obdarza go wszystkim, to musiał wydarzyć się jakiś grzech, skoro to wszystko zostało mu zabrane. Nie rozumieli więcej i na tym oparli się, a więc źle rozumieli już w tym momencie. Dlatego Pan Jezus mówi też, że skoro On cierpiał, to my też cierpieć będziemy. Cierpienie więc nie jest znakiem odrzucenia. Jest raczej znakiem przyjęcia. Skoro Jezus mówi, że skoro On cierpiał, to my też wszyscy cierpieć będziemy, to jest znak przyjęcia. I zdajemy sobie sprawę, że nie cierpimy z powodu tego, że robimy komuś krzywdę, tylko cierpimy z tego powodu, że należymy do Chrystusa. Ludzie mają do nas różne żale, pretensje, nastawienia, tak jak mieli do Pana Jezusa. To nie jest więc taka ziemska rodzina. To jest zupełnie inny standard rodziny - miłość wzajemna, uczciwość, prawość, niesienie sobie pomocy, wspieranie się nawzajem, uczenie się tego, że nie żyjemy dla siebie ale dla Pana.
To jest właśnie teraz ta rodzina. I myślisz teraz, co ty uczynisz w tej rodzinie, jaki pożytek będzie z ciebie w tej rodzinie. Bóg patrzy na ciebie i ocenia czy może dać ci więcej do tego, by w tej rodzinie więcej przez ciebie mogło pojawić się tutaj tego, co jest z Ojca i Syna. Bóg bada ciebie czy może przez ciebie przekazać nam więcej. Jeżeli ty będziesz uniżać się i chętnym sercem będziesz służyć w Bożej sprawie, to Bóg da ci więcej dla nas, a my więcej z tego skorzystamy, że ty masz lepsze relacje z Ojcem od nas. Ale to będzie korzyścią dla nas, że ty masz lepsze relacje, bo ty dostaniesz coś, co przyniesiesz nam. Będziesz więc na zasadzie kogoś, kto więcej dostanie aby przynieść innym, aby innych ubogacić tym, co dostałeś czy dostałaś. To jest więc zawsze ku zbudowaniu i po tym możemy rozeznać kto jest bliżej.
Co dostawali Izraelici od Mojżesza? Zawsze dostawali więcej, on przynosił im więcej. Ale czy brał za to coś od niech? Nie brał nic. On przynosił im to darmo, dostał od Boga; darmo dostałeś, darmo oddasz. Ale jest to niesamowita chwała móc więcej przynieść od Boga. W tej rodzinie to właśnie liczy się – więcej przynieść od Ojca do rodziny, żeby rodzina była bardziej światłą, bardziej rozwinięta, aby bracia i siostry lepiej czuli się, żeby wszyscy byli wdzięczni, szczęśliwi; i ty możesz mieć w tym udział, będąc bliżej w społeczności z Bogiem, więcej cierpiąc, więcej znosząc przeciwności, ale przez to też będąc bardziej wsłuchany w to, co mówi Bóg. To jest właśnie niesamowite. Czy rozumiesz co to jest za rodzina? To nie jest taka stara rodzina. To jest rodzina, która pojawiła się z chwilą Pierworodnego, kiedy On urodził się na tej ziemi. On jest pierwszy w tej rodzinie, inaczej naszywa się Pierworodny, pierwszy Syn urodzony w tej rodzinie, aby z tego Syna nastąpiło urodzenie kolejnych synów i córek.
Zobacz kim ty teraz jesteś. Nie raz już mówiłem to i próbuję wbić to do głowy – nie myśl jak żyłeś, żyłaś kiedyś. Myśl jak masz żyć teraz. Nie myśl jak żyłeś, jak wybierałeś, jakie decyzje, co było dla ciebie ważne; wszystko zmieniło się. Tak jak śmierć kończy wszystko, tak skończyło się na krzyżu wszystko, co my myśleliśmy, że jest dobre. Okazało się, że to nic nie warte. Musieliśmy zacząć uczyć się wszystkiego na nowo, dlatego Słowo Boże mówi o narodzeniu na nowo. Wszystko staje się nowe. Rozpoczynasz znowu od mleka. Możesz mieć sto lat jak się nawróciłeś czy nawróciłaś i zaczniesz od mleka, znowuż jak niemowlę. Zaczniesz od mleka. Możesz mieć trzy razy więcej lat niż ktoś, kto nawrócił się dziesięć lat wcześniej przed tobą i ten ktoś będzie cię wspierał i pomagał ci, żeby być bliżej Boga. Lata więc nie będą miały takiego znaczenia jak to, kiedy ten człowiek urodził się z Boga. To jest innego rodzaju rodzina, inaczej liczy się tam wiek, bo jest wieczna. Nie obchodzi się urodzin, bo ich nie ma. Jak życie wieczne, to nie ma rocznika, bo jest wieczne. Urodził się i tyle, i już więcej nie umrze, będzie żyć wiecznie. Wieczna radość, wieczne szczęście, każdy dzień jest dniem od Pana. Chwała Bogu za Jego łaskę.
W Ewangelii Jana 3,3-8 czytamy: „Odpowiadając Jezus, rzekł mu: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego. Rzekł mu Nikodem: Jakże się może człowiek narodzić, gdy jest stary? Czyż może powtórnie wejść do łona matki swojej i urodzić się? Odpowiedział Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego. Co się narodziło z ciała, ciałem jest, a co się narodziło z Ducha, duchem jest. Nie dziw się, że ci powiedziałem: Musicie się na nowo narodzić. Wiatr wieje, dokąd chce, i szum jego słyszysz, ale nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd idzie; tak jest z każdym, kto się narodził z Ducha.”
I to jest niesamowite, że wtedy przestajesz myśleć, co ten świat o tobie myśli, bo zdajesz sobie sprawę, że świat jest zdeprawowany przez władztwo diabła nad tym światem ciemności. A ty myślisz teraz, jak poznając Chrystusa coraz bardziej być jak On. To jest twoje i moje całe zadanie. Uczeń ma być jak Mistrz. Syn i córka mają być jak Jezus, a to jest ten sam. Mistrz Jezus to jest ten sam, mamy więc wszyscy być jak On. I pomyśl sobie, że wszelka praca, wszystko, co robimy wszyscy razem, musi mieć w sobie tą pieczęć ewangelii, bo wszystko, co robimy, mamy robić dla Pana w Jego Duchu. I nie ma już rozróżnienia, co robimy. Wszystko co robimy, czy jemy czy pijemy, czy pracujemy, czy zgromadzamy się, wszędzie jesteśmy dla Niego. Pańscy jesteśmy. I to jest ta rodzina. Niesamowita rodzina, która wzrasta, rozwija się, w której pewne członki dobiegają swego kresu, ale po nich pozostają kolejne członki, które rozumieją co się tutaj dzieje i oni znowuż uczą kolejnych tego samego, żeby oni też zrozumieli co tu się dzieje, i żeby zrozumieli, że to nie jest religia, to jest nowe człowieczeństwo. Wszystko stało się nowe, stare przeminęło, stare przeminęło. Jeżeli akceptujesz to, wtedy nie myślisz już co przeżyłeś czy przeżyłaś wcześniej. To nie ma znaczenia, w tej rodzinie to nie ma żadnego znaczenia. To nie znaczy, że jak byłeś powiedzmy kierowcą, to już nie możesz być kierowcą; dalej będziesz kierowcą, ale będziesz kierował już dla Pana. Będziesz prawdziwie uczciwym kierowcą. Nikogo nie będziesz oszukiwać, nikogo zwodzić, na nikogo trąbić, złościć się ani cokolwiek. Będziesz normalnie jeździć po drodze dla Pana, dla Jego chwały, aby inni zobaczyli jak wysiadasz z tego swego samochodu i powiedzieli: No, człowiek godny jazdy, prawdziwie widać po obliczu, że szczęśliwy człowiek.
My musimy przygotować się na różnego rodzaju doświadczenia, którymi diabeł będzie chciał wyprowadzić nas z Bożej rodziny. Dlatego potrzebujemy mieć zawsze spokój, spokój, który przewyższa wszelki rozum. Nigdy nie możemy spieszyć się. Pośpiech też jest złym doradcą, i tak po kolei, po kolei. W tej rodzinie my wiemy, że nigdy nie będziemy spóźnieni, jeżeli będziemy postępować zgodnie z wolą Boga. Już nie jedna osoba mówiła, że nawet jeśli gdzieś trochę później wyjechała, to przez całą drogę miała zielone światła, co nigdy nie zdarzało się. Kiedyś i mnie się tak przydarzyło, cała droga zielone światło. Może na ten dzień robił ktoś sygnalizację i tak ustawiał sobie, żeby to działało. Nie wiem, ale tak się dzieje. I też na pewno miałeś czy miałaś takie doświadczenie, że Bóg wtedy otwiera ci przestrzeń i daje ci swobodny przejazd, żebyś nie spóźnił się. To samo, co inni opowiadali jak była jakaś mgła, czy inaczej. Bóg jest Bogiem tej rodziny. On jest Tym, który może uczynić wszystko, co jest potrzebne, aby Jego dzieci nauczyły się, że On cały czas ogarnia cały temat Swojej rodziny, chociaż ma tylu synów i córek. Niesamowita ilość a jednakże o każdym wie wszystko i nikt nie umyka Jego uwagi. Pan Jezus mówił więc o tym, że trzeba narodzić się na nowo i być w Królestwie Bożym, tak jak Pierworodny Syn jest Królem tego Królestwa.
Ewangelia Łukasza 8, 19-21: „I przyszła do niego matka z braćmi jego, ale nie mogli dotrzeć do niego z powodu tłumu. I doniesiono mu: Matka twoja i bracia twoi stoją na dworze i chcą widzieć się z tobą. On zaś odpowiedział im: Matką moją i braćmi moimi są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je.” Jezus mówi, że Jego rodziną są ci, którzy pełnią wolę Ojca, którzy słuchają Słowa Bożego i wypełniają je. To my jesteśmy tymi, którzy tego właśnie uczymy się. To jest najlepsza lekcja, jaką możemy na tej ziemi doświadczać, że słuchamy, co mówi Bóg, rozumiemy co do nas mówi i dokładnie czynimy to, co do nas mówi. Wszędzie, gdziekolwiek jakiekolwiek dzieło dokonuje się, ono musi mieć swój porządek. O wszystkim decyduje Ojciec. Jego rozkazy są przenikające przez wszystkich i docierając do nas, mają ten sam charakter Ojca od chwili, kiedy On wypowiedział te Słowa. Mamy oczywiste przykazania Pana Jezusa, abyśmy nawzajem miłowali się. Czyńmy to, miłujmy się nawzajem. Troszczmy się o to, by nikomu z nas nie było tutaj nie po drodze, żeby każdy doznawał, że to jest miejsce, w którym może budować się według wzoru, który jest w Chrystusie Jezusie, że nikt tutaj nikt nie stawia się wobec pozycji Chrystusa i nie próbuje przekierować innych na swoją stronę, że to jest Chrystus i tylko Chrystus. W tej rodzinie wszyscy synowie i córki wiedzą, że mamy być na wzór Jezusa Chrystusa. Jeżeli ktoś nie byłby na wzór Chrystusa, to nie jest dla nas żadnym wzorem. Czy apostoł Paweł mówi: Naśladujcie mnie, bo teraz ja jestem dla was Chrystusem? Nie. Mówi: „Naśladujcie mnie, bo ja naśladuję Chrystusa”. Chrystus nadal jest tym pierwszym, na którego zostały zwrócone wszystkie oczy i wszyscy mamy tą samą potrzebę, by naśladować Jego. Ale jest już apostoł, człowiek, który naśladuje Jezusa i może powiedzieć: Widzicie mnie, tak właśnie macie naśladować Chrystusa, bo w rzeczywistości taki jest Chrystus. Jeżeli więc człowiek, apostoł Paweł mówi o naśladowaniu siebie, to znaczy, że to jest możliwe. Bo gdyby tylko była mowa: ‘Nie patrz na mnie, patrz na Chrystusa, nie patrz w ogóle na nikogo, nie patrz na ludzi, patrz tylko na Chrystusa’, to by znaczyło, że żaden z ludzi nie może tak naprawdę naśladować Pana Jezusa Chrystusa, że to są tylko słowa. Ale apostoł mówi: „Naśladujcie mnie, bo ja naśladuję Chrystusa Jezusa”. Patrzcie na wodzów waszych i naśladujcie ich wiarę, bo oni wierzyli w Jezusa Chrystusa. Mamy więc ludzi, którzy przyjęli tą pozycję i w tej pozycji żyli. Chwała Bogu za to! I na ziemi muszą być kolejni, którzy będą żyli w tej pozycji, którzy będą wiedzieli, dlaczego są wierzącymi ludźmi. Mamy więc rozkazy, mamy konkretne powołanie. Nie bądźmy ludźmi, którzy myślą, że ukryjemy się gdzieś i jakoś nam się uda. Musimy chodzić w światłości, chodzić według rozkazów, uniżać się.
Ewangelia Jana 15,17.18: „To przykazuję wam, abyście się wzajemnie miłowali. Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził.” I teraz jeśli weźmiemy moment ujęcia Pana Jezusa Chrystusa. Piłat zrozumiał, że Jezus nie jest winien tego, o co Go oskarżają. Lecz arcykapłani, przywódcy religijni chcieli, żeby Jezus zginął i szukali wszelkich możliwości, żeby skazano Go na śmierć. Piłat zdaje sobie sprawę, że Chrystus nie jest winien, że On nie uczynił nic złego. A skoro nie uczynił nic złego, to znaczy, że czynił samo dobro. Czy tak to rozumiemy? Piłat zrozumiał, że Jezus nie uczynił nic złego, za co można by Go skazać. Wtedy Piłat wpadł na pomysł, że przecież ci ludzie tyle korzystali z tego Jezusa – wypędzał demony, ilu z nich uzdrowił, nakarmił ich, widzieli różne znaki i cuda, które działy się, słyszeli dobre Słowa od Niego, na pewno wybiorą Jezusa. I postawił przed nimi wybór – Barabasz czy Jezus. Piłat był pewnym, że ci ludzie, którzy doznali tyle dobra od Jezusa, wybiorą Jezusa. On wiedział, że ci religijni ludzie są przeciwko Jezusowi, ale że ten lud korzystał tyle z pomocy Pana Jezusa, a więc Piłat był pewnym, że ci ludzie powiedzą: Nie Barabasz, Jezus, bo Jezus tyle dobra nam uczynił i jeśli Jezus zostanie, to będzie dalej nam czynił dobro. Co uczynił nam Barabasz? Nic dobrego, zabił kogoś, pokazywał swoje. Ale co dobrego zrobił? Czy kogoś uzdrowił, czy wypędził jakieś demony, czy nakarmił kogoś tak jak Pan Jezus? I co się okazało? Że ci sami ludzie, którzy doznali tyle dobra, krzyczeli za tymi religijnymi przywódcami: Ukrzyżuj Go, nie chcemy Jezusa, nie chcemy takiego życia! Zabierzcie Go ze zboru, niech Jezus tutaj w ogóle nie przychodzi, my chcemy żyć po swojemu, usuńcie Go. My chcemy Barabasza. Barabasz jest dla nas przyjemniejszy, on powalczy o nasze cielesne udogodnienia, czy inne rzeczy, a jeżeli trzeba to nawet zabije kogoś, jeżeli będziemy w zagrożeniu. I tak w wielu miejscach wybrano Barabasza, wybrano cielesność, a nie Chrystusa, mimo całego uczynionego dobra.
Pomyśl, ile dobra tobie Jezus uczynił? I co robisz dzisiaj? Czy wybierasz Jezusa czy Barabasza? Czy wybierasz życie Jezusa, które kosztuje cię porzucenie wszelkiego zła, kosztuje cię uniżenie się i przyjęcie służby. On umył nogi i ty też jesteś gotowy, gotowa umywać nogi innym, służyć innym mimo tego, że cię nie docenią. I mogą, tak jak przeciwko Jezusowi, za twoje dobro krzyczeć: Ukrzyżuj go, ukrzyżuj, nie chcemy mieć nic wspólnego z tym człowiekiem, nie potrzebujemy jego dobra, wywyższa się nad nas, czuje się lepszy od nas, bo czyni zawsze dobro, ukrzyżuj go, mamy już dość męczenia naszego sumienia patrzeniem na tego dobrego człowieka. Wolimy patrzeć na takiego Barabasza, który uczynił zło, ale przynajmniej jest taki normalny jak my. Ilu wierzących ludzi dzisiaj tak odrzuciło Jezusa, chociaż uczynił tyle dobra?
I teraz Jezus mówi do mnie i do ciebie, jako do synów i córek Boga: To co Mnie uczynili, to i wam uczynią. Jeżeli czynisz dobro i spodziewasz się, że wierzący ludzie odpłacą ci dobrem za to dobro, to nie licz za mocno na to, bo może spotkać cię wielkie zawiedzenie i w chwili kryzysu oni raczej porzucą cię, i będą ratować własne ja. Ale czy to dobro zniknęło dlatego, że oni je odrzucili? Czy dobro Chrystusowe zniknęło dlatego, że oni je zlekceważyli i za nic poczytali? Nie. My dzisiaj z niego korzystamy. To dobro jest wieczne. To co dobrego więc czynisz, jest wieczne, bo dobre uczynki idą za nami. Gdy więc nawet za te dobre uczynki usłyszysz: Zabić go, to ty wiesz, że tak samo znienawidzili Pana Jezusa za lepsze uczynki niż twoje. I nie odpowiesz wtedy złem. Bo co Jezus powiedział z krzyża? „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” I obyśmy dorastali do wymiarów tego właśnie zrozumienia, że czyniąc dobro, nie spodziewamy się, że za to ludzie będą stawali za nami. Wcale nie. Czynimy dobro dlatego, że Pan chce, abyśmy czynili dobro, bo w Chrystusie Jezusie zostaliśmy przeznaczeni do dobrych uczynków. A kto umie dobrze czynić, a nie czyni, dopuszcza się grzechu.
Jeżeli złość ludzka zatrzyma cię przed czynieniem dobra, to zło wygrało. Ale jeżeli złość ludzka nie zatrzyma cię przed czynieniem dobra, to zło przegrało. My mamy dobrem zwyciężać zło, a nie przegrać ze złem, ulegając złemu. Rozumiecie? I to jest cierpienie, o którym Jezus mówi: I wy będziecie cierpieć, i wy będziecie znieważani za dobro, i wy będziecie oskarżani i skazywani za dobre uczynki. To co najbardziej boli człowieka; bo jeżeli ktoś czynił zło i za zło odpłacano mu złem, w porządku, to rozumiem. Ale za dobro odpłacać złem? To jest nieludzkie, a jednakże. Czy jesteś gotowy, gotowa na to, że diabeł zaatakuje właśnie twoje dobro złem, tak jak zaatakował Jezusa. I ludzie, którym Jezus czynił dobro, głośno krzyczeli: Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go, wypuść nam Barabasza. Wołali nawet: Krew Jego na nas i na nasze dzieci! Bierzemy na siebie to wszystko. A Jezus powiedział: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią.” To jest ta rodzina i to nie są cierpiętnicy. Jezus nie chodził jak cierpiętnik. On chodził jak prawdziwy Zwycięzca, deptał po wężach i skorpionach i nic nie było w stanie zaszkodzić Mu. To jest ta rodzina. Czy chcesz być częścią tej rodziny? Będziesz musiał, musiała wiele cierpieć. Będziesz musiał przyjąć wiele zniewag na siebie i nie odpowiedzieć tym samym, bo to jest cena tego synostwa, bo to jest cena bycia córką Boga. Wtedy nie odpowiadaj złem na zło, ale módl się, idź do Ojca tak jak Syn. Co powiedział Syn? Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią. Idź do Ojca. To jest ta rodzina. I chcemy być w tej rodzinie, chcemy wypełniać te rozkazy.
Ewangelia Jana 15,20-25: „Wspomnijcie na słowo, które do was powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu; lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego. Kto mnie nienawidzi, i Ojca mego nienawidzi. Gdybym wśród nich nie pełnił uczynków, których nikt inny nie czynił, nie mieliby grzechu, lecz teraz i widzieli, i znienawidzili zarówno mnie, jak i Ojca mego.” Za co? Za to dobro. Odrzucili Tego, który tyle pomocy udzielił im. Lubili oglądać Go, kiedy pokonuje, ale nie umieli zobaczyć pobitego, znieważonego, wykpionego. Nie chcieli już z takim trzymać. To był dla nich słabeusz, ktoś słaby. Nie rozumieli, że w słabości okazuje się moc, że Jego słabością zostaliśmy uratowani. „Jednakże słowo, które jest w zakonie ich napisane, wypełniło się: Bez przyczyny mnie znienawidzili.” Jeżeli więc ciebie ktoś nienawidzi bez przyczyny, dziękuj Bogu, że nie z tego powodu, że komuś zrobiłeś czy zrobiłaś coś złego, ale z tego powodu, że jesteś w Bożej rodzinie. Jezus mówi, że jeśli ktoś ciebie nienawidzi, ktoś źle mówi o tobie, to przeżywasz to z powodu Mnie. Ale należ dalej do Mnie, wytrwaj do końca, a będziesz uratowany, będziesz uratowana. Musisz być pewnym tego, że teraz masz nowy charakter, nowe plany, wszystko stało się nowe. Nie potrzebujesz swojego starego człowieczeństwa, ono tylko przeszkadza nowemu człowiekowi prawidłowo funkcjonować.
2Koryntian 6,14-7,1: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący; mając tedy te obietnice, umiłowani, oczyśćmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha, dopełniając świątobliwości swojej w bojaźni Bożej.”
Ciesz się z nowych warunków swojego życia. Ciesz się i ucz się z każdego poznanego Słowa prawdy, z każdego czynu, który będziesz mógł dzisiaj przyjąć do swojego codziennego działania, które przyjmujesz w Chrystusie. Ciesz się z tego. Spotykajmy się jako Jego dzieci. Spotykajmy się jako ci, którzy wracają do domu Ojca. Nie urażaj się, nie zrażaj, ani nie zachowuj się jak ty byłbyś nie wiadomo kim. To jest stare. Jakub pisze, że mądrość z góry jest przede wszystkim czysta. Co jeszcze? Miłująca pokój, dążąca do pokoju. To jest mądrość, która przychodzi z góry. A wszystko, co jest kłótnią, waśnią, to jest jeszcze cielesność, to jest stary człowiek, który uparcie szuka w chrześcijaństwie własnej chwały, gdzie nigdzie nie znajdzie własnej chwały. Niesamowite, co? Szukać w Królestwie Jezusa chwały starego człowieczeństwa i być zdziwionym, że nie ma go tam, bo tam wszyscy miłują się. Nie tylko ciebie będą miłować, nie tylko, że ty stworzysz kolejną grupę adoratorów, tylko wszyscy jesteśmy adoratorami jednego Pana Jezusa Chrystusa. Adorujemy, jeżeli użyjemy tego słowa; uwielbiamy wszyscy Chrystusa Jezusa, cieszymy się, że mamy doskonały wzór postawiony przed nami. Czy tego chcesz?
Jaki byłeś wcześniej, w ogóle nie interesuje mnie to, nie obchodzi. Nie musisz mi tego pokazywać, bo ja nie jestem zainteresowany tym, jaki byłeś czy byłaś wcześniej. Naprawdę, nie obchodzi mnie to. Interesuje mnie to kim jesteś dzisiaj w Chrystusie, pokaż to, pokaż więcej Chrystusa. To jest zainteresowaniem tego zgromadzenia. Niech więcej Jego będzie widać w tobie. Paweł też mówi: „Kim byli wcześniej, nie obchodzi mnie to, interesuje mnie kim są teraz.” Są apostołami i tak będę ich traktował. Wcześniej byli rybakami, grzesznikami. Piotr mówi: Odejdź Panie ode mnie, jestem strasznym grzesznikiem. Paweł mówi, że teraz nie interesuje mnie kim był Piotr, interesuje mnie kim jest teraz w Chrystusie Jezusie. I to jest najważniejsze dla mnie i dla ciebie. Uświęcajmy się więc, oczyszczajmy się, bądźmy ze sobą prawdziwie, prawdziwie. Jeszcze raz to powiem: To nie jest rodzina z nazwy, tu nie operuje się takimi słowami – bracie, siostro, bo to jest taki standard operowania – bracie, siostro. Tu się jest bratem i siostrą. Tu się ma jedno dziedzictwo – wszyscy razem i tyle samo w jednym Chrystusie. My nie jesteśmy takimi, bo tu jest napisane: Brat imię, siostra imię. My jesteśmy prawdziwą rodziną i tak się zachowujmy, tak się zachowujmy. Mamy Ojca. Ojciec mówi, że On chce przechadzać się między nami, ale my mamy oczyszczać się, uświęcać, bo On jest Święty. Nie tak, że bracie, siostro, a poza tym to każdy sobie rzepkę skrobie. Tylko bracie, siostro to znaczy, że jesteśmy pod jedną Głową, pod jedną władzą.
1Koryntian 8,6: „Wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec,” Jeden Ojciec wszystkich synów i córek. Jeden standard. Ten Ojciec określił: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty”. Radujmy się w Panu zawsze. To jest ta rodzina. To jest rodzina, w której wszyscy mają życie wieczne. Kto ma Syna, ma życie. Żyjmy w ten sposób. Nie kręćmy się, nie patrzmy, nie rozglądajmy się jak inni na nas spojrzeli. Rób to, co masz zrobić i tyle. To jest twoje i moje zadanie. Mam czynić dobro wszystkim, a najbardziej domownikom wiary, i temat się zamyka. Jakie dobro? Oczywiście Chrystusowe dobro. Nie tak, że ja będę wspierać starego człowieka. Sami widzieliście jak tępię starego człowieka w sobie i w innych. Upominam się o nowe człowieczeństwo, o nowe relacje, o nowe wejrzenie na siebie, o wzajemne niesienie sobie pomocy, o uczciwe wychodzenie wobec siebie nawzajem, bo to jest nasz Ojciec w niebie. On taki jest. Nikt nie zna Ojca tylko Syn i ten komu Syn zechce Ojca objawić. Duch Boży mówi naszemu duchowi, że dziećmi Boga jesteśmy, a On jest Jeden, mój i twój Ojciec. I te same rozkazy Ojciec daje tobie i mnie. Pewne wymagania różne są, bo On wymaga od nas zgodnie z tym, co dał nam w formie służby; to, o czym czytaliśmy i czytamy, że to On ustanowił służby w Ciele Chrystusowym, pośród Swego ludu. Jezus Chrystus ustanawia te wszystkie służby, aby cały Boży lud był zorganizowany, uporządkowany, żeby nie było bałaganiarstwa pośród wierzących ludzi. Paweł mówi, że będę pilnował was, aż porządek wasz będzie całkowity. Nikomu nie dam szansy, dopóki ten człowiek nie zrozumie, że Ojciec jest najważniejszy i wszyscy mamy się Go słuchać. Będę cały czas dążył do tego, żebyście cały czas byli posłuszni Panu. To jest zadanie dla Bożej rodziny. Zadaniem nie jest, żeby zaspokajać, głosić kazania, które zaspokoją filozofię życiową, tylko to Słowo musi przekonać cię, że twoje życie nabrało sensu i ty musisz utrzymać sens tego życia, bo diabeł będzie chciał zmienić sens twojego życia na inny sens.
A ty musisz wiedzieć, że nikt nigdy ciebie tak nie wywyższył, jak Bóg, kiedy posłał ci Syna. Nikt nigdy nie dał ci takiej możliwości abyś mógł żyć wiecznie, jak Bóg, który powiedział: Oto daję Mojego Syna za ciebie, abyś nie zginął, ale miał życie wieczne. Nikt nigdy nie zaoferował ci, że przeprowadzi cię przez śmierć. Każdy mówi: Do śmierci mogę cię ratować, jak umrzesz, już nic więcej nie mogę zrobić. A Bóg mówi: A Ja dalej prowadzę tam poprzez śmierć do Mojego domu. Ten jest naszym Ojcem a my Jego dziećmi. Uczmy się być dziećmi Ojca. Pierworodny Syn uczy nas wszystkich: apostołów, proroków, wszystkich. On jest Głową całej tej nauki. Ale my wszyscy ucząc się, później przekazujemy sobie nawzajem. Starsi synowie pouczają młodszych jaki jest Ojciec. Nie pouczają tak: ‘Ja tam nie będę sprzątać, idź młody posprzątaj’. Oni uczą szacunku, uczą miłości wzajemnej, troski o siebie. To jest zupełnie co innego. Czy jest to dla nas jasne? Po to jesteśmy. Tutaj nie potrzeba wielkich narad. Decyzja zapadła. Mamy żyć jak Chrystus i tyle. Nie będziemy, że a może tak będzie lepiej, a może tak. Mamy żyć jak Chrystus. To zostało już postanowione przez Ojca, Ojciec już określił to.
Ewangelia Mateusza 6,24-32: „Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzić będzie, a drugiego miłować, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi. Nie możecie Bogu służyć i mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się o życie swoje, co będziecie jedli albo co będziecie pili, ani o ciało swoje, czym się przyodziewać będziecie. Czyż życie nie jest czymś więcej niż pokarm, a ciało niż odzienie? Spójrzcie na ptaki niebieskie, że nie sieją ani żną, ani zbierają do gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je; czyż wy nie jesteście daleko zacniejsi niż one? A któż z was, troszcząc się, może dodać do swego wzrostu jeden łokieć? A co do odzienia, czemu się troszczycie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną; nie pracują ani przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całej chwale swojej nie był tak przyodziany, jak jedna z nich. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę polną, która dziś jest, a jutro będzie w piec wrzucona, czyż nie o wiele więcej was, o małowierni? Nie troszczcie się więc i nie mówcie: Co będziemy jeść? albo: Co będziemy pić? albo: Czym się będziemy przyodziewać? Bo tego wszystkiego poganie szukają; albowiem Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie.”
I teraz masz taką normalną rodzinę; ojciec w rodzinie, który pracuje, zarabia i on wie, co jest potrzebne dzieciom, ma już to przygotowane, zaopatruje ich w to wszystko. To nie jest ich troska. Oni mają wychowywać się, poznawać swojego ojca, i mają robić to, co ojciec od nich wymaga. Ojciec więc troszczy się o to wszystko. To samo mówi Jezus: Nie martwcie się, jesteście dziećmi tego Ojca. Ojciec wziął na Siebie odpowiedzialność za was, żebyście przeszli przez to całe ziemskie życie i mogli wejść do Jego domu. Nie umrzecie ani sekundy wcześniej ani sekundy później. Nawet włos z waszej głowy nie spadnie bez Jego wiedzy; to jest nasz Ojciec w niebie. Chwała Bogu za to. Pierworodny Syn, nasz Nauczyciel mówi do nas: Zobaczcie Mnie, czy widzicie Mnie, że zabiegam o to wszystko; a przecież z głodu nie umarł.
Ewangelia Mateusza 6,33.34: „Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc o dzień jutrzejszy, gdyż dzień jutrzejszy będzie miał własne troski. Dosyć ma dzień swego utrapienia.” To znaczy, że nie mam koło tego chodzić. Moje serce, mój umysł musi pracować na Bożych myślach. Nie mogę myśleć: A jak będzie jutro, a ja nie wiem jak będzie jutro, a jak będzie źle jutro. I tak człowiek chodzi pół dnia i myśli, i okazało się, że nie jest źle, bo wydarzyło się zupełnie inaczej. Człowiek stracił pół dnia na myślenie co to będzie, jak to będzie. Ojciec mówi: Zostaw to Mnie, należ do Mnie, czyń dalej to, co wiesz, że masz czynić; Ja wiem, że tego potrzebujesz i dam ci to.
Dobrze by było mieć taką wiarę jaką miał Miller – talerze postawione, sporo dzieciaków siedzi, wszędzie głód; to dzieci kochane podziękujemy za jedzenie, które Bóg dla nas przygotował. Puste talerze, dzieci wstają i zaczynają dziękować i raptem pukanie do drzwi. A to się mleczarzowi koło urwało, zmarnuje się i co teraz? To lepiej już dzieciom dać to mleko. A to się piekarzowi zwidziało, że musi więcej chleba upiec tej nocy, bo pewno dzieci będą głodne. I już mają chleb i mleko na śniadanie; to jest dopiero śniadanie, jak Bóg zastawia stół. Bóg wie o wszystkim, On wie czego potrzebujemy. „Nie martw się maleńka trzódko, upodobało się Bogu dać wam Królestwo Boże.” Radujcie się w Panu zawsze. Nie bierz na siebie biedaku, biedaczko ciężaru, którego nie jesteś w stanie unieść, oddaj to Ojcu, On jest w stanie to unieść. Było dzisiaj mówione – On jest Wszechmogący, On wszystko może, Jego moc przerasta wszystko. Chwała Bogu! To jest nasz Ojciec w niebie. Jeżeli On przeprowadza cię w ten a nie inny sposób, to znaczy, że On pracuje nad tobą, nad twoim podejściem do Niego, nad uniżeniem, pokorą, stabilnością we wszystkich sprawach. Nie będę za bardzo rozwijał, sami rozumiecie, że jest to coś niesamowicie chwalebnego. I tak musimy myśleć o tym, że to nie jest takie trochę lepsze dzieciństwo niż mieliśmy, kiedy urodziliśmy się z ziemskich rodziców. To nie jest trochę lepsze, to jest całkowicie inne, całkowicie inne. Dlatego zapomnij o swoim domu, jak było powiedziane. Oblubieniec chce twojej miłości, chce abyś był, była z Nim. My się pojawiamy i znikamy, ale warto byśmy nie zniknęli w gehennie, tylko żebyśmy mogli wejść do domu Ojca.
Pamiętajcie więc – jesteśmy dziećmi Boga i to już nie jest tak jak było kiedyś, tu wszystko jest inaczej, tu wszystko jest czyste, doskonałe, chwalebne. Dlatego żyjmy dla chwały naszego Niebiańskiego Ojca. Niech nie będzie między wami sporów, kłótni, nastawień, podziałów, bo to nie jest od Ojca. To jest od diabła. Raczej miłujmy się nawzajem, czyńmy sobie dobro, radujmy się w Panu zawsze. Do tego Ojciec nasz urodził nas, dając nam Swoją naturę, abyśmy takie życie prowadzili. Naprawdę, tak można żyć na tej ziemi, tylko wystarczy zapomnieć o starym. Nowego nie trzeba przypominać, ono funkcjonuje, bo Duch Święty napełnia. Wystarczy zapomnieć o starym, porzucić stare i wszystko będzie już zupełnie inaczej. ‘Bo w starym się zawiodłem, teraz też pewno zawiodę się’. Nie, nie zawiodę się. W starym mogłem zawieść się, ale tutaj nie, bo nie zawiodę się na Panu. On nie pozwoli, żeby Jego Imię było zawstydzeniem dla mnie, że On mnie zawiódł, porzucił, zostawił, czy cokolwiek innego. Nie zostawi, nie porzuci.
List do Efezjan 5,1.2: „Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane, i chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności.” To jest święto Paschy – naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane. Mówię ci, zapomnij o wszystkim, co przeżyłeś, przeżyłaś wcześniej, zapomnij. To jest Królestwo sprawiedliwości, pokoju i radości. Zapomnij. Nigdy nie będziesz umieć żyć w pokoju, sprawiedliwości i radości, jak będziesz stale nosić to swoje stare ja. Ono zawsze ma problem, ono zawsze ma problem, ono nigdy nie żyje bez problemów, ono zawsze ma problem. Nowy człowiek nie ma problemu, wyłączony. Jest „On”, nowy włączony, bezproblemowy. Zawsze ma dostawy z nieba, zawsze wszystko na czas, nic się nie spóźnia, Pan przeprowadza. I to jest właśnie niesamowite u naszego Boga. Bądźmy Jego naśladowcami, odpocznijmy. On odpoczął w Swoim Synu, my też odpocznijmy. Cieszmy się.
Efezjan 5,8.9: „Byliście bowiem niegdyś ciemnością, a teraz jesteście światłością w Panu.” Co ma wspólnego ciemność ze światłością, czytaliśmy tam w Koryntian. „.a teraz jesteście światłością w Panu. Postępujcie jako dzieci światłości, bo owocem światłości jest wszelka dobroć i sprawiedliwość, i prawda. Dochodźcie tego, co jest miłe Panu” Zobaczcie, że Bóg daje to, co jest dobre, co jest potrzebne. Nauczmy się funkcjonowania od naszego Ojca. Nie chodzi o to, że pokaż się, a zastaw się, cokolwiek. Tu nie chodzi o takie rzeczy. Chodzi o moje i twoje serce. Zrób to dla Pana, zrób to z ochotnego serca. Bądź szczęśliwym, szczęśliwą, że to nie ten stary człowieczek, tylko nowy człowiek. Niczego ci nie braknie, niczego ci nie braknie. Bóg kocha właśnie, kiedy Jego dzieci ufają Mu i są szczęśliwe.
Zobaczcie, kiedy przyszedł prorok; wdowa miała tylko trochę mąki, trochę oliwy. Ona myślała że upiecze tylko placek dla siebie i dla syna i umrą już. A on mówi jeszcze do niej: Upiecz, ale najpierw przynieś mi kawałek z tego, co upieczesz. I ona czyni to. I co? Nie zabrakło jej mąki ani oliwy. Najpierw przynieś to Mnie, mówi Pan, oddaj to Mnie, zrób to dla Mnie, uczcij Mnie. Bóg zapłacił najwyższą cenę za mnie i za ciebie, żeby wykupić nas z niewoli tego ciemnego myślenia, tego kombinowania, szukania po swojemu, abyśmy byli swobodni, otwarci, szczerzy. Zobaczcie, że tak naprawdę się dzieje.
Jak nawróciłem się, to moje serce zostało oczyszczone, zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na te wszystkie rzeczy. I dobrze, żeby wytrwać tak do końca, żeby po jakimś czasie z powodu różnych wydarzeń, na jakie napotkasz, stać się też takim starym, chytrym człowieczkiem, bo to jest złe zakończenie tematu. Jak zaczęliśmy w Chrystusie, tak wytrwajmy do końca. Naśladujmy Boga, On darzy hojną ręką. Mówi: Wyłóż hojnie, otwórz serce, zrób to szczerze, nie rób tego pozornie, żeby tylko innym pokazać, że coś robisz, zrób to naprawdę dla Pana, dla Jego chwały. Wtedy będziesz doznawać, że Pan dba o to, by tobie nigdy nie zabrakło. To jest tak ważne w tych wszystkich sprawach. Kiedy więc przychodzimy aby głosić Słowo, chcemy dać dobre Boże Słowo, chcemy by Bóg nakarmił nas, nie chcemy zastawiać stołu byle czym. Chodzi o to, by zrozumieć, że muszę mieć czyste serce, by przyjść do Boga, żeby On dał mi pokarm dla moich braci, dla moich sióstr, nie z promocji; Bóg ma dla ciebie zawsze to, co jest potrzebne. Jemu nigdy nie braknie, Jego stół jest zastawiony tym, co drogocenne, co wieczne. Ten Chleb z nieba, Chrystus Jezus jest wieczny, jest czysty, jest doskonały. W ogniu doświadczeń doskonale wypieczony. Jeden Ojciec nas wszystkich.
Pan Jezus mówi: Nikogo nie nazywajcie ojcem waszym, bo macie jedynego Ojca, jednego Ojca, jedną naturę. Inaczej nie myślmy. Rozumiecie, cały problem jest przez to, że ludzie myślą inaczej. Uwierzyli, ochrzcili się i cały czas myślą inaczej. Myśl już jak Chrystus. To jest myśl jak syn, jak córka, bądź myśli Chrystusowej, to znaczy bądź myśli dziecka Bożego, syna Bożego, córki Bożej. Myśl jak dziecko Boga, masz Ojca w niebie. Wracasz do domu Ojca, wracasz w gromadzie innych Bożych dzieci i chcesz uczcić Ojca przez to, że cię wprowadził w Swoją rodzinę, naśladując Go. To jest właśnie to, o co chodzi Ojcu.
List do Efezjan 4, 6: „Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, który jest ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.” Przez wszystkich Ojciec; przeze mnie i przez ciebie Ojciec chce być widoczny w Bożej rodzinie. Chwała Bogu bracie i siostro! Mamy tego samego Ojca i On chce przez nas uwidaczniać się. I z każdym dniem, z każdym tygodniem, miesiącem widać w tobie rozwój. To co tam jest, pokazuje, co może zrobić Bóg. On nie pieści się z robotą, On wykonuje ją. To nie tak, że ty trzydzieści lat będziesz rósł jako chrześcijanin i urośniesz taki kawałeczek. Przez trzydzieści lat to On zrobi z ciebie wieżowiec jakiego nie ma na ziemi; sięgasz aż do nieba. Ani się gnie, ani nie upada, tak mocny ma fundament. Bóg nie potrzebuje nie wiadomo ile czasu, żeby stworzyć niebo i ziemię. Ludzie tak myślą, że to miliardy. W ciągu sześciu dni nasz Ojciec zrobił to wszystko; rzekł i zaistniało. Takiego Ojca mamy.
Nie przeciągaj czasu. Pamiętaj, że dla Niego dany tobie czas, jest czasem niesamowicie napełnionym. On tak właśnie chce z tobą spędzać czas – czas napełniony obecnością Boga. To nie jest czas pustawy, byle jaki. On cały czas działa. Jezus mówi: Ojciec działa i Ja działam. A to jest jedna budowa; my nią jesteśmy. Budujmy się nawzajem, bądźmy prawi, uczciwi, reagujmy na wszystko, co potrzebne. Mamy to samo miejsce wieczności. A kiedy wejdziemy już do domu Ojca, to wiecie co tam będzie? Ja nie wiem. Ale chcę dowiedzieć się, bo „czego oko nie widziało, ucho nie słyszało, co do ludzkiego serca nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.” Coś z tego daje nam tu poznawać, ale to jest tylko namiastka tego, a tam będziemy widzieć już w pełni.
Wytrwajmy do końca, rozwijajmy się, wzrastajmy, naśladujmy Ojca, naśladujmy Pierworodnego Syna, naśladujmy tych, którzy osiągają już ten poziom Chrystusowy. A wszystko ku uwielbieniu naszego Ojca w niebie. Chwała Ojcu. Amen.

