05.06.2010 Marian - Wiara patrząca przez Słowo Boże

Kazanie 05.06.2010 „Wiara patrząca przez Słowo Boże” Marian

 

         W poprzednią sobotę mogliśmy patrzeć na naszego Pana i zastanawiać się dlaczego Chrystus przyszedł na tą ziemię i dlaczego to wszystko musiał uczynić dla mnie i dla ciebie? Dlaczego my tak bardzo tego potrzebowaliśmy? Wiemy, że bardzo potrzebujemy Jezusa Chrystusa i Jego przyjście ma ogromne znaczenie dla nas ludzi, ponieważ urodziwszy się pośród grzechów nie mieliśmy po prostu żadnej innej możliwości jak tylko zginąć w grzechach. I gdyby On nie przyszedł to zostalibyśmy w tych swoich strasznych rzeczach bez żadnej nadziei. Tak jak Paweł napisał, że jeśli Chrystus nie zmartwychwstał to wtedy mizerna jest nasza wiara, nic ona nam nie da, zginęliśmy w grzechach swoich. Dobrze, jeśli człowiek w ciągu całego swojego życia o tym pamięta, gdyż po to przyszedł Duch Święty, aby to też zapisać na naszym sercu, aby Boży Syn był uwielbiony za to, co dla mnie i dla ciebie uczynił, gdyż przez to uwielbił i Swojego Ojca, Który chciał mieć ze mną i z tobą społeczność.

         Czasami dziwimy się, dlaczego na tej ziemi ludzie tak nieumiejętnie reagują na dobro. Dziwne, prawda? Dlaczego ludzie tak dziwnie reagują na Boże dobro? Mogę powiedzieć wam, że znam tylko jedną odpowiedź – bo nie wierzą. Gdy człowiek wierzy w Boże dobro, to jego reakcje są prawdziwe. Można się czasami dziwić, dlaczego ludzie tak dziwnie się zachowują wobec Boga – bo nie wierzą. Nie mówię, że oni nie mówią o Bogu, że nie mówią, że Jezus był na ziemi, nie, oni mówią o tym, lecz nie wierzą. Wierzący człowiek, który czerpie już z tego, co Chrystus uczynił na ziemi, jest pojednany z Ojcem, jego relacje są zupełnie inne, prawda? To jest relacja uzyskana przez Jezusa Chrystusa, to jest zupełnie inne podejście. Tu nie chodzi o to, co masz w głowie, tu chodzi o to, czy masz to wierząc. Czy to wziąłeś i to masz? Można mieć umysł napakowany różnymi rzeczami, można wiedzieć co i gdzie jest napisane w Biblii, ale czy to masz? Jezus nie przyszedł po to, żeby powiedzieć nam tylko pewne rzeczy, ale przyszedł nam to dać, jak mówiliśmy ostatnio, ponieważ gdybyśmy tego nie otrzymali, to wiedza nic by nam nie dała.

         Będziemy mówić dalej o tym, o czym mówiliśmy w poprzednią sobotę. Wydawałoby się, że w dzisiejszym kraju i w dzisiejszym czasie mówić na ten temat, to już się nie powinno, ponieważ ten temat powinien być już sprawą, o której każdy wie. Możemy jednak tylko spojrzeć na owoc i powiedzieć, że sama ta wiedza jeszcze nie sprawiła, że człowiek to już posiadł. I to nie jest od strony szydercy, ale to jest od strony doświadczenia Boga, Któremu zależy, żeby każdy był zbawiony. Zależy Mu na tym, żeby każdy to posiadł, a nie tylko o tym wiedział. Jezus mówi, że nie tylko chodzi o to, żebyś wiedział, że umarłem na krzyżu, ale abyś codziennie wziął ten krzyż i poszedł za Mną. To znaczy, żebyś wiedział, że twoje życie bez Mojego krzyża jest skazane na wieczne zatracenie, żebyś go wziął codziennie, wiedząc, że bez tego krzyża jesteś po prostu skazany na śmierć. Rozumiecie, to nie chodzi o to, żeby komuś to tylko mówić w kazaniach, ten ktoś musi dowiedzieć się, że jeśli tego nie zrobi, to zginie i że gdyby dzisiejszego dnia skończyło się jego życie, to idzie na wieczne zatracenie. Człowiek musi osobiście wiedzieć, że jeśli nie zrobi tego, co wie, to zginie. Jezus mówił o tych, którzy wiedzą i czynią jako o mądrych budowniczych. Całe więc doświadczenie moje i twoje jest takie, żeby dowiedzieć się, przyjąć i działać. To tak, jak mama ugotuje obiad, dowiedziałeś się, że jest obiad, przyjąłeś to, co jest na talerzu przed swoje oblicze i zaczynasz jeść. Czy wystarczy tylko, że dowiedziałeś się, że mama ugotowała obiad i postawiono to przed twoim obliczem? Wystarczy? Czy musisz to zjeść, żeby żyć? I tak samo jest ze Słowem Bożym. Zostało przed nami postawione, Bóg dla nas to przygotował, a my musimy się tym karmić. Tak powiedział Jezus: „Jeśli ktoś nie będzie się karmił moim ciałem i krwią, nie ma życia w sobie.”

         List do Hebrajczyków, 2 rozdział, od 14 do 15 wiersza: „Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli.” Jezus po to miał udział w ciele i krwi, aby przez śmierć zniszczyć tego. Zobacz, w tym urywku jest napisane tak potężne objawienie. Kto jest twoim najgorszym wrogiem? Kto jest moim najgorszym wrogiem? Ten, któremu udało się nastawić człowieka przeciwko Bogu i spowodować, że człowiek zbuntował się i zaczął prowadzić własne, indywidualne, nieposłuszne Bogu życie. Napisane jest, że właśnie tego wroga Jezus zniszczył przez śmierć. To, co mówiliśmy w poprzednią sobotę – odebrał mu ciebie jako niewolnika i uczynił Swoim niewolnikiem. Czy to jest cudowne wywyższenie? Dlaczego tylu z nas po iluś latach chrześcijaństwa nie ma w sercu wdzięczności do Chrystusa za to, że zabrał nas z niewoli diabła i uczynił Swoimi niewolnikami? Widzimy tylko nieustannie ludzi, którzy sprzeczają się z Panem w różnych sprawach. Co to ma znaczyć, że niewolnik idzie i sprzecza się ze swoim Panem: „to mi się nie podoba, tego nie będę robił, tak nie chcę, to mi nie pasuje, z tymi nie będę, tak nie będę”? Co to za niewolnik? To tak Izrael szedł za Bogiem, tak? Narzekał, szemrał, to mu się nie podobało, tamto, pytali: „a dlaczego nas wyprowadziłeś, czy na śmierć nas wyprowadziłeś?” To nie byli niewolnicy, którzy byli szczęśliwi, że Bóg ich  wyprowadził. I do dzisiaj widzimy człowieka z Biblią, który zna te fakty, bez zadowolenia w swoim sercu, że teraz już nie jest niewolnikiem diabła, który go niszczył, ale niewolnikiem Chrystusa, który daje mu życie. Skąd jest problem w ludziach? Ludzie skończyli na wiedzy – to jest problem. Nie sięgnęli z tą wiedzą dalej, żeby to posiąść. Stąd tyle dziwnych rzeczy widzimy między ludźmi z Biblią, dziwnych zachowań, słów, wyrażeń i działań, prawda? Widzimy niewielki procent posłuszeństwa Bogu według tego, co On mówi. Widzimy raczej olbrzymi potencjał dziwnego zachowania wobec Boga, tak jakby człowiek działał: „kiedy mam humor, to będę Ci służył, a jak nie mam humoru, to nie będę ci służył. Od mojego humoru zależy czy będę Twoim niewolnikiem, czy nie. Jeśli nie mam pieniędzy, nie mam humoru, nie będę Ci służył. Będę miał pieniądze, mam humor, będę Ci służył. Dasz mi pieniądze, będę Twoim niewolnikiem, nie dasz, to nie będę.” Nie jest to więc niewolnik, to jest, tak jak dzisiejsze pokolenie dzieci: „nie dostanę, nie będę robić.” Przecież to nie są posłuszne dzieci.

         Zobaczmy, że Chrystus przez Swego apostoła mówi, że przyszedł mnie i ciebie wyzwolić, dać ci wolność, dać ci zwycięstwo nad diabłem, dać ci do ręki oręż dzięki któremu możesz pokonać swego wroga, który został rozbrojony. Masz zwycięstwo przez krew Swojego Pana, ponieważ ta krew jest silniejsza, ona zniszczyła diabła, twojego wroga, abyś dzisiaj mógł radować się ze swojego Chrystusa! Żebyś nie żył, tak jakbyś siedział pomiędzy dwoma dziwnymi miejscami, ani tu nie pasujesz, ani tam. Umoralniony człowiek, ale ani do diabła jakby nie pasował, ani do Boga. I tak jesteś własnością diabła. Nie ma pośrodku. Nie ma tak, że ktoś odszedł trzy kroki od świata. Musisz poprzez krzyż umrzeć dla świata. Każdy z nas musi doświadczyć w swoim sercu co znaczą słowa Chrystusa, ale żeby je głębiej doświadczyć, trzeba umrzeć, bo jeśli nie umrę, to ich nie doświadczę. Jezus powiedział, że jeśli nie będę miał swojej śmierci na sobie, to nie będę mógł być Jego uczniem, a więc Jego Słowa nie będą do mnie trafiać. Słowa z listu do Hebrajczyków do wielu ludzi nie trafiają, gdyż ci ludzie nie wzięli swojej śmierci i do dzisiaj nie są niewolnikami Chrystusa. Potrafią żyć sami. To nie prowadzi do wieczności. Dopóki nie są posłuszni Chrystusowi, to władcą ich jest diabeł. Orężem jest zwycięstwo na krzyżu, posłuszeństwo do końca i przez ten oręż Jezus pokonał diabła. Był posłuszny do końca. Naszemu Panu zależy, żebyśmy wszyscy przyjęli to zwycięstwo. Człowiek robi wiele rzeczy, bo boi się diabła, a nie boi się Boga. Boi się, że zabraknie mu jutro pieniędzy, ale nie boi się Boga, który mówi: „nie martw się o to, martw się o to, żebyś należał do Mnie.

         Jak ważne jest to, żeby Słowo Boże docierało do mnie i do ciebie, abyśmy mogli naprawdę skosztować tego: „zwyciężyłem dzięki Jezusowi, jestem zwycięzcą dzięki Niemu, nie muszę słuchać się tych diabelskich, podstępnych rzeczy, które zwodzą mnie do grzechu, do nieposłuszeństwa, do niekarności i do postępowania według własnego widzimisię. Mogę słuchać już Jezusa.” Chciałbym żeby wszyscy uważnie słuchali.

         Jeszcze żaden z nas nigdy w swoim życiu nie miał utarczki z diabłem. Z reguły jeśli nacierają na nas, to nacierają jego demony, ale żaden z nas nie miał jeszcze osobistego starcia z diabłem. Gdyby przyszedł osobiście, to duże prawdopodobieństwo, że żadnego z nas by tu nie było. Ale przyjdzie, bo jego czas przyjścia tu na ziemię nadchodzi, żeby osobiście uderzyć w każdego człowieka i wtedy kto się ostoi? Tylko ten, kto zna Prawdę i zna Jezusa, żyje w Prawdzie i ją umiłował. Tu nie chodzi o to, żeby ktoś na siłę był chrześcijaninem. Musisz być chrześcijaninem z upodobania serca swego. To musi sprawiać ci zadowolenie i satysfakcję, to musi być dla ciebie wywyższeniem, że jesteś chrześcijaninem. Musisz chlubić się Tym, który cię nim uczynił, nie wstydzić się Go. Chlubić się Tym, który uczynił cię Swoim niewolnikiem. To jest dopiero zwycięstwo nad diabłem. To jest pokonany wróg. Wierzysz w to już teraz i to masz, posiadłeś już to, że Chrystus zwyciężył diabła nie dla siebie, tylko dla ciebie, dla mnie, żebyśmy to my mogli wygrać dzisiaj i jutro, jeśli będziemy jeszcze na tej ziemi. Abyśmy każdego dnia okazali się zwycięzcami, a Biblia nawet mówi, że więcej niż zwycięzcami, bo idącymi do wieczności. Ktoś zwyciężył, pokonał jakiegoś wroga, ale być z Bogiem, to jest zwycięstwo na całą wieczność. Ilu ludzi boi się śmierci z głodu, z chłodu, z rożnych rzeczy i gotowi są zgrzeszyć, żeby tylko się ratować przed tym. A Jezus mówi: „nie bój się, gdyż Ja jestem twoim życiem.” Czy wierzysz w to, że masz już życie wieczne? Wiara w to, jest potrzebna, żeby to życie wieczne w tobie mieszkało. Przez wiarę Chrystus mieszka w nas. Jak wygląda życie wieczne? Zna to ten, w którym to wieczne życie mieszka. Nie można poznać życia wiecznego poprzez majaki ludzi, którzy wymyślają różne rzeczy na temat Biblii poprzez fałszywe nauczania czy inne rzeczy. Życie wieczne musi się pokazać jako krzew winny, w którym jesteś jako ta latorośl, jesteś jako ta gałązka, przez którą przepływa to, co jest w tym krzewie winnym i ty jesteś napełniony tym życiem, ono nie jest wymiarem ludzkich sposobów pojmowania czy funkcjonowania, to jest życie, które płynie prosto z Boga i napełnia tą gałązkę i ona jest napęczniała dla Niego, jest gotowa owocować dla Niego, jest otwarta dla Niego, jest wdzięczna Jemu za to, co On czyni w niej. To jest życie wieczne. Takie życie reprezentuje apostoł Paweł, gdyż on jest właśnie bardzo mocnym wyrażeniem jak wygląda życie wieczne. Przy Pawle było wielu ludzi, którzy myśleli, że mają życie, a o których on później z płaczem mówił, że oni zostawili Jezusa i poszli w świat. Myśleli, że mają życie ale równie dobrze mogli żyć i w świecie. Apostoł Paweł jednak nie mógł żyć w świecie, nie mógł pójść do świata, nie mógł znaleźć nic w świecie, ponieważ to życie, które było w nim nie było z tego świata, a skąd? Z nieba – pierwszy człowiek ziemski, a drugi z nieba. Więc to życie było z nieba i w tych ziemskich rzeczach nie można by go było znaleźć. Więc dlaczego Jezus zniszczył diabła?

         Zobacz, my wierzący ludzie możemy chodzić po tej ziemi stale ze strachem, niepewnością, z lękami i obawami, ponieważ to jest spuścizna naszego nieposłuszeństwa Bogu, albo możemy przyjąć to, jak Chrystus chodził na ziemi -  odważnie, ufając, pewny tego, gdzie zmierza i na kim się oparł i to jest właśnie to, co dostaliśmy w Chrystusie. Musimy to przyjąć. Ani ty za mnie tego nie przyjmiesz, ani ja za ciebie, każdy musi osobiście to przyjąć. Wielu ludzi przychodzi na zgromadzenia i myślą, że ktoś za nich to załatwi. Siedzą i myślą sobie: „dzisiaj mi się nie za bardzo podobało, jakoś nic do mnie nie trafiło.” To ty jesteś winien, że nic  nie trafiło, bo jeśli słyszysz Boże Słowo i ono do ciebie nie trafiło, to kto jest winien?

         Kiedy Pan Jezus mówił o faryzeuszach, którzy cytowali Biblię, to mówił tak: „słuchajcie, co mówią, ponieważ oni cytowali Biblię, i tak postępujcie, ale według ich życia nie żyjcie”. Każdy z nas jest więc odpowiedzialny, Słowo Boże mówi: „nastaw się na słuchanie” Po co nastaw się na słuchanie? Kiedy słuchasz jakieś rzeczy w świecie, to słuchasz co taniej, co drożej, co lepiej kupić, czy inne rzeczy, człowiek się nastawia, bo chciałby coś zaoszczędzić. A tu masz nastawić się na słuchanie, żebyś miał to, co jest wieczne, cenne i prawdziwe, żebyś mógł usłyszeć, co Bóg mówi do ciebie i żebyś mógł to przyjąć i posiąść to dla siebie na własność. Rozumiesz, Bóg chce, żebyśmy przyjmowali na własność to, co On nam daje, gdyż to jest dziedzictwo na teraz i na zawsze. Musisz posiąść to, tak, jak Izrael miał wejść do tej ziemi i ją posiąść. Niektórzy posiedli ją w sercu nie wchodząc tam, prawda? Kaleb i Jozue posiedli tą ziemię jeszcze tam nie wchodząc. Wiedzieli, że skoro Bóg im ją daje, to ona już jest dla nich, ale inni tej ziemi nie posiedli i zanim tam weszli, to już ją stracili, zrezygnowali z niej. Ilu widzisz zrezygnowanych chrześcijan? To są ludzie, którzy nie posiedli tej ziemi, którzy nie wzięli tego od Boga, nie zachowują w sercu swoim tego, żeby na tym terenie wygrać. Czy mogą to zacząć robić? Dopóki trwa Boża łaska człowiek może przeprosić Boga, ale jeśli „jeśli” zostanie? Z czym stawi się przed Bogiem? Bóg pyta się o jedno: „Gdzie w tobie jest mój Syn z całym Moim skarbem, sercem i miłością do ciebie, gdzie jest mój Syn?” Czy jest w tobie? Tu jest właśnie najważniejsza sprawa dla mnie i dla ciebie: posiąść. Posiąść miłość, prawda? Bóg rozlewa miłość. Ilu ludzi doświadczyło jej w sercu swoim? Ale czy ten skarb jest dla nich skarbem i dzisiaj? Jezus mówi: „porzuciliście pierwszą miłość, tą którą Ojciec rozlał w waszych sercach, miłość do Syna, gdzieś ją zostawiliście. Wróćcie do niej, bo ona czyni was bogatymi.” W pewnym momencie człowiek przestał ją cenić: „no to się normalnie tak dzieje, to znaczy, że to zawsze tak będzie, nie muszę czuwać i pilnować”. Jezus mówi, że chodzi złodziej, który chce cię okraść. On może przyjść pod postacią wyuczonego brata, siostry uduchowionej, kogokolwiek, którzy wiedzą pewne rzeczy, mówią, lecz nie czynią, nie mają. To tak samo jakbym ci powiedział: „wejdź na ten wysoki drąg”, a ty byś się mnie zapytał: „a ty wszedłeś kiedyś” – „nie”, „a skąd wiesz, że można wejść?” – „no tak myślę, wejdź”. „Przyjdź do Boga, zobaczysz jak będzie” – „a byłeś kiedyś tam? To powiedz jak jest u tego Boga, jak jest po dziesięciu latach, po dwudziestu, po trzydziestu, po pięćdziesięciu latach pielgrzymki z Nim? Powiedz, jak jest u tego Boga?”

         Gdybym spytał się na przykład Henocha: „Henochu opowiedz mi jak jest u tego Boga?” co bym usłyszał? – „Chodzę z tym Bogiem cały czas i z każdym dniem coraz ochotniej chcę z Nim chodzić”. Usłyszałbyś te cenne słowa: „z każdym dniem Bóg jest mi bliższy.”

         Gdybyś przy końcu czasu spytał się Pawła: „Pawle, przeszedłeś przez tyle bólów, sponiewierano cię, opluto, pobito cię, ukamienowano cię, oskarżano cię, że masz w sobie diabła, Pawle tyle przeżyłeś udręki na tej ziemi, jak ci się chodziło z tym Jezusem?” Co byś usłyszał? „Poczytuję to sobie za najwyższy zaszczyt, że On mi dał za sobą chodzić, i te rzeczy są niczym w porównaniu z tym, kim On jest dla mnie.” Wiecie, to właśnie jest dojść, osiągnąć cel, to jest wygrać z diabłem. To właśnie Jezus mówi w tej części Biblii: „Wygrałem dla ciebie, żebyś do końca swej pielgrzymki doznawał kim jestem”, i żeby diabeł cię nie okradł z żadnego dnia poznawania swego Pana, żeby cię nie przytłumił jakimiś myślami, które pożądają rzeczy tego świata, biegają  wokół nich, a nie wokół Pana.

         Zobaczcie, człowiek jest bezpieczny tylko wtedy, kiedy wszystko to, co ma służy Panu. I my też jesteśmy tylko wtedy bezpieczni. Wszystko od grosza do stu milionów służy Panu, od krzesła po najlepszy samochód służy Panu, od mieszkania po najlepszy domek, wtedy jesteś bezpieczny. Jeśli jednak jakakolwiek rzecz nie służy Panu to ona cię zadusi i zniszczy twoje chrześcijaństwo. Tak powiedział Jezus. Komu bardziej wierzymy? Własnym pomysłom, że sobie poradzimy z tymi rzeczami czy Jezusowi? Jeśli wierzymy Jezusowi, to nim doświadczymy tego na własnej skórze to już będziemy tego unikać. Na początku chrześcijanin jest wszystko gotowy rozdać, a później jest zupełnie inaczej, dlaczego? Dlatego, że nie chodzi ze swoim Panem, a diabeł odrestaurowuje z każdym dniem stare pożądliwości. Jak strasznie wtedy wgląda człowiek z Biblią, który żyje wbrew Biblii, prawda? Otwiera Biblię, mówi coś, zamyka, a żyje wbrew niej. To jest straszny obraz, raczej destrukcja, a nie pozytywne doświadczenie. Ktoś  może pomyśleć, że strach w ogóle jest otwierać Biblię, jeśli po jakimś czasie człowiek jest bardziej pyszny, niż był przed jej otwarciem. Otwiera, mówi, zamyka i żyje po swojemu. Może lepiej w ogóle nie otwierać tej Księgi? Nie jest to dobry obraz, prawda? Kiedy Jezus Chrystus, Boży Syn otworzył Biblię i czytał, i mówił, oni wiedzieli, że tak jest i poświadczyli to, prawda? Później diabeł ich skusił, żeby uderzyć, ale w tym momencie powiedzieli: „tak jest, my wiemy, że Ty żyjesz każdym Słowem, które mówisz.” Piękne słowa, dobrze by było je usłyszeć nie raz od ludzi: „my wiemy, że żyjesz każdym Słowem Pana. Myśmy nie raz próbowali cię skusić, wciągnąć w naszą pułapkę, namówić do czegoś złego, nie udało się”.

         A więc widzimy potężne Słowa Jezusa. Nie przechodźmy obojętnie obok tych Słów, bo jest prawda, rozumiecie? Czy widzisz diabła? Powiedz mi bracie i siostro czy widzisz diabła? A czy on jest? Po czym rozpoznajesz, że jest? Bóg nikogo nie kusi. Po czym rozpoznajesz, że jest diabeł? Po tym, że jesteś kuszony żeby uczynić coś złego, żeby się zachować w zły sposób, odpowiedzieć w zły sposób, zrobić coś wbrew Bogu. Jezus przychodzi i daje ci zwycięstwo. Czyż nie jest to cudowne? Zobaczcie, że najgorszą rzeczą w chrześcijaństwie jest to, kiedy Jezus jest obojętny chrześcijanom. Nie ma gorszego grzechu uczynionego przez człowieka jak to, kiedy chrześcijanin jest obojętny wobec Chrystusa. To jest najgorszy grzech. Człowiek mieni się chrześcijaninem, a jest obojętny wobec Chrystusa. To jest obrzydliwość. Diabeł lubi takich chrześcijan. Chrześcijanin, który zdaje sobie sprawę dzięki komu wygrywa z pokuszeniem dla tego Chrystus nie jest obojętnym. Nie mówię o stanach uczuciowych, ale o stanie wiary. Kiedy zgrzeszyłbym, a Chrystus jest mi cenny, to wiem, że Jemu zależy na natychmiastowym oczyszczeniu. Jemu nie zależy, żeby diabeł się pastwił nade mną, Jemu zależy, żeby natychmiast oczyścić ten teren i nie chodzić w swoich grzechach. Ale gdy przychodzi diabeł i mówi: „zobacz, zrobiłeś coś, a mówisz, że Go kochasz, zobacz, co zrobiłeś, ty się w ogóle nie nadajesz do bycia chrześcijaninem.” To są właśnie diabelskie sposoby, żeby zniszczyć w tobie i we mnie zwycięstwo Chrystusa uczynione nad diabłem na krzyżu. Dlatego Słowo Boże mówi: „patrząc na Chrystusa, patrząc na ofiarę krzyża zwyciężamy przeciwnika”. To nie jest tak, że możemy sobie grzeszyć. Zwyciężamy go i w tym, gdybyśmy coś złego uczynili w swoje głupocie. Ale straszną rzeczą jest żyć w grzechach, chodzić w nich codziennie, nie doświadczać zwycięstwa. To jest coś strasznego dla człowieka, który wie, że zwycięzcy odziedziczą to wszystko. Człowiek potrzebuje Pana i szuka Go, mówi: „Panie, Ty powiedziałeś, że każde Słowo osądzi. Nie mogę chodzić w obojętnym nastawieniu wobec Ciebie, z sercem niewiary, ale muszę być zwyciężony przez Ciebie, aby zwyciężyć diabła. Muszę być Twoim niewolnikiem, aby nie być niewolnikiem diabła.” Chrystus powinien być centrum wszystkiego, co się we mnie i w tobie dzieje, a my widzimy chrześcijaństwo, które jakby stale marudzi, narzeka, biadoli, oskarża, obmawia i potępia. Gdzie są szczęśliwi i zadowoleni  w Panu chrześcijanie, zwyciężający złego i nie służący mu? Są, ale Jezus mówi: „Czy znajdę wiarę na ziemi, kiedy wrócę? Ilu ich jest? Ilu ludzi mniema o sobie, że są w porządku, kiedy prawie cała Biblia mówi przeciwko nim? Tak diabeł zwodzi ludzi. Czytają Biblię, ale ona nie jest już sędzią. Człowiek nauczył się już czytać Biblię tak, żeby to Słowo go nie osądzało. Chcę ci powiedzieć, dzięki Bogu, że takie czytanie nic ci nie da. Jedynie czytanie w sposób, że to Słowo osądza dzisiaj moje życie ma sens. Prawda? Jeśli ono mnie dzisiaj nie osądza, to osądzi mnie kiedyś, kiedy nie będę już mógł nic zmienić. Jeśli jednak dziś osądza moje życie i napomina mnie, to po to, żebym przyszedł do Chrystusa, do mojego Zwycięzcy i szukał u Niego tego, co w Nim mam, aby nie czynić zła, rozumiecie? To mamy w Chrystusie. Dlatego, kiedy człowiek doświadcza właśnie tego wszystkiego, przychodzi do Chrystusa osobiście, nie chce już innego pośrednika, nie chce już żadnego człowieka. Musi mieć bezpośredni dostęp do Jezusa. Wcześniej mógł słuchać człowieka, mógł doświadczać pewnych rzeczy ze strony drugiego człowieka, ale później musi mieć osobiste zwycięstwo od Pana, nie może już czerpać zwycięstwa od człowieka, rozumiecie? Kiedy małe dziecko trzyma się ojca, ono czerpie z tego silnego ojca to, co jest mu potrzebne, ale potem dorasta i musi się puścić tej ręki i musi zacząć osobiste życie. Każdy z nas musi mieć osobiste życie i do niego dojść. Nie ma takiego czegoś jak nieustanne niemowlęctwo w chrześcijaństwie. Główne prowadzenie Ewangelii jest takie, żebyś miał osobiście społeczność ze Zwycięzcą, którym jest Jezus Chrystus. Żadnemu bratu, ani siostrze, którzy kochają Pana, nie zależy żebyś się trzymał człowieka, chodzi o to żebyś w odpowiednim czasie uchwycił się Jezusa. Paweł mówi: „gdybym był zwiedziony i przyszedł do was, i mówiłbym coś innego, niż to co mówiłem wcześniej to nie wierzcie mi już, ja was przyczepiłem do Chrystusa, nie do siebie.” I to jest potęga tego Słowa, które odcina wszystkie cielesne związki. Nasze więzi mają być tylko duchowe, jeśli mają być teraz i na wieczność. Nie oparte na mocy ani sile żadnego ciała, ale na Bogu.

         Ewangelia Jana, 17 rozdział, 20 wiersz: „A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie.” Zobaczcie przez co uwierzą? Czy przez cuda i znaki? Przez ich słowo uwierzą we Mnie. A to jest Słowo, którego musieli się nauczyć u Pana. On jest jedynym nauczycielem. To nie jest Słowo wymyślone przez człowieka, takie słowo nie działa. Jezus mówi, że potwierdzi czyje słowa? Tych, którzy należą do Niego, tych, w których te Słowa umieścił. Zobacz, jak cenne jest to, co uczynił Jezus na krzyżu. Nasz umysł, serce, nasze całe jestestwo  musi być tym pochłonięte, bo tam nasz wróg diabeł został zniszczony. Nieraz na siłę robimy z siebie świętych ludzi i wtedy diabeł nie jest pokonany. Musimy być świętymi z upodobania. Musisz być święty dlatego, że podoba ci się to, kiedy jesteś oddzielony dla Boga, że wcale nie myślisz, że coś tracisz, bo nie jesteś w tym momencie w świecie. Ludzie sobie chodzą po świecie, oglądają głupie rzeczy, w głupich rzeczach się babrają i w ogóle nie myślisz, że coś tracisz. Myślisz jedno, że zyskujesz cały czas, bo jesteś z Bogiem. Jesteś z Nim z upodobania i szczęśliwego serca. Dla tych, którzy miłują Pana Jego przykazania nie są uciążliwe, oni mają upodobanie w tym, żeby czynić to, co On chce. Zobacz jak człowiek musi być zdobyty, żeby to posiąść, żeby to nie było ciągnięcie, ale żeby to było biegnięcie za Panem. Czasami ktoś się opiera i różne rzeczy robi po zgromadzeniu, bo mu się ktoś taki czy inny nie podoba. A co to ma do rzeczy? Chrystus kiedy przyjdzie, to tylko o jedno będzie chodziło: Czy przyjąłeś Jego Słowo? To, że tu jesteśmy ma sens tylko wtedy, gdy przyjmujemy Jego Słowo. Zobaczcie, że ludzie obrócili zgromadzenia w akt zaspokojenia samego siebie, ale zgromadzenia są po to, żeby Bóg był zaspokojony, tak? On mówi: „Kiedy się zgromadzicie w Moje imię, przyjdę do was”. Ojciec chce się przechadzać między nami jak pisze apostoł w liście do Koryntian. On chce żebyśmy się oczyszczali od wszelkiej zmazy i skazy, bo On chce między nami chodzić. Jesteśmy tu z powodu Boga, bo On chce być tutaj. To jest cudowne, żeby On tutaj mógł być, przychodzić, żeby Duch Boże mógł tu być. A w Duchu Bożym patrzymy na siebie jak na ludzi, którzy mają szansę na wieczność. Nie szukamy w sobie grzechu, ale szukamy, żeby każdy słuchał Słowa Pańskiego i się go uchwycił. Uchwyciwszy się go, kosztował, co ono dla niego znaczy. W Księdze Izajasza jest napisane, że gdy Bóg posyła Swoje Słowo, to ono idzie i czyni to, z czym zostało posłane. Kiedy ono wnika w twoje wnętrze, to w twoim i moim wnętrzu zaczyna się Boża, święta praca. Diabeł został pokonany. Dzisiaj bardzo często żyjemy zupełnie przeciwko tej prawdzie, brakuje świętej śmiałości, która stoi w chwale zwycięskiego Bożego Syna, bo ma    tą ofiarę również jako swoją. W Nim i ja umarłem – wiara to musi wziąć jako własność. Paweł pisze: „miejcie tą wiarę, która jest pewna tego, że skoro On umarł, to wszyscyśmy umarli”. Piękne, prawda? Miej to! Człowiek nieraz gromadzi w domu różne rzeczy, bo by mu się to, czy tamto przydało, człowiek bez wiary jest jak dom bez mebli, bez niczego. Ani nie ma gdzie usiąść, ani gdzie odpocząć, jest pusto. Dopiero przez wiarę czerpiemy to wszystko. Bez wiary nie można się podobać Bogu. A wiara to wyimaginowany sposób myślenia człowieka? Czyli: „myślę, że wierzę”. Wiara to jest posiadanie.

         Powiem wam to, co mi dzisiaj przyszło do serca – wiara ma lornetkę, a lornetką jest Słowo Boże. Wiara przez Słowo Boże patrzy na Odwiecznego Boga. Jeśli nie ma wiary to Słowo Boże dla człowieka jest niczym i nie widzi Boga. Czy masz wiarę, żeby ona mogła wziąć lornetkę? Patrzeć na Boga, patrzeć na dzieło Chrystusa na krzyżu, patrzeć jak On zmartwychwstał. Przez wiarę przez to Słowo patrzeć jak On wstaje z grobu, jak aniołowie to oznajmiają, jak później odchodzi od uczniów, jak idzie do Nieba i jak wróci. Czy masz tą wiarę, która sięga tą lornetką aż tam? Syn Człowieczy siedzi tam na obłoku i czeka na głos trąby Bożej kiedy zabrzmi, aby przyjść tutaj na ziemię. Czy widzisz to bracie i siostro? Jeśli nie, to twoja wiara nie korzysta ze Słowa Bożego. Jeśli nie możesz patrzeć na to wszystko i oglądać to przez Słowo Boże, to jak to zobaczysz? Przecież wiara nie ma innego punktu odniesienia niż Słowo Boże. Wiara jest ze słuchania, a słuchanie przez Boże Słowo. Czy używasz tej lornetki i patrzysz przez nią? Patrzysz z podziwem jak diabeł został rozbrojony, gdzie to czytasz? Znowu ta dostrojona lornetka pokazuje ci co Bóg uczynił w Chrystusie na krzyżu, diabeł jest rozbrojony, twój list dłużny został przybity do krzyża bracie, siostro. Jak się teraz czujesz? Twój list dłużny został przybity do krzyża, widzisz to? Jak chcesz to zobaczyć? Przez wymyśloną ludzką wiarę? Przecież ona nic z tego nie weźmie. Czyta to w Biblii, ale tego nie ma. Rozumiecie na czym polega różnica między tą wiarą, a tą wiarą? Kiedy człowiek wierzący czyta Biblię, on przez nią patrzy. Patrzy na to wszystko i wie, że tak jest. Nie domyśla się i nie kombinuje, on wie, że jest tak, jak jest napisane. Ludzie bez wiary wymyślają jak tu wygładzić Słowo Chrystusowe, jak tu wygładzić 3 rozdział Ewangelii Jana, że dzieci Boże nie grzeszą, jak to zmienić, żeby to nie było takie ostre, żeby ta lornetka była trochę przyciemniona, żeby ludzie nie widzieli tego tak zdecydowanie, że diabeł przegrał. Jednak żeby ten diabeł nie przegrał, żeby ludzie nadal myśleli, że ma nad nimi siłę i moc, i może zmuszać ich kiedy chce do grzeszenia, a oni nic nie mogą zrobić, tylko jęczeć i narzekać. Jeśli jednak chcesz patrzeć prawdziwie to musisz patrzeć przez Boże Słowo. Jeśli tu jest to napisane, to twoja lornetka pokazuje dobrze. Jeśli pokazywałaby źle, to co pokazuje dobrze?

         Słowo Boże jest następnie przyrównane do lustra. Stajesz przed lustrem Słowa Bożego i jeśli masz wiarę patrzysz na siebie, odchodzisz i szukasz Pana, aby to wszystko było tak, jak jest w Bożym Słowie. Jeśli jednak nie masz wiary to popatrzyłeś i odchodzisz, i zapominasz, co zobaczyłeś. Wiara nie pozwoli mi ani tobie zapomnieć cośmy zobaczyli w Biblii, ona będzie z nami szła i będzie drążyła, aż ta sprawa będzie uregulowana. Po tym się poznaje wiarę. Po pewnym czasie można stwierdzić, że olbrzymia większość ludzi z Biblią to są ludzie niewierzący. Lepiej, żeby człowiek zaczął naprawdę szukać Pana, żeby to Słowo wnikało do wnętrza, żeby każde Słowo doświadczyć i według tego Słowa czekać na Pana. To jest dla mnie i dla ciebie bardzo ważne, gdyż bój toczymy nie z krwią i ciałem, lecz z władzami ciemności. Żeby wygrać to Chrystus musiał uczynić to, co uczynił, ale żebym ja wygrał, to muszę to mieć. Nie mogę stanąć do bitwy jeżeli nie mam tego z Chrystusa, nie mam wtedy jak wygrać. Wielu ludzi wychodzi do jakiejś bitwy, ale bardzo szybko uciekają i mówią, że nie warto nawet się tam wybierać, bo tam jest koniec i porażka, i tam się nie uda nic z tego, co jest w Biblii napisane. Jednak to jest nieprawda. Pewien człowiek ciekawie powiedział, że gdyby nie było Pawła, to wielu ludziom wiele by uszło na sucho, ale był taki Paweł. Taki człowiek, który się tak uparł i wszędzie był posłuszny Chrystusowi i wygrał. Można było powiedzieć: „Pan Jezus mógł, ale my ludzie nie możemy”. Tu jednak ten Paweł, ta zakała cielesności nie pozwala odpocząć cielesności, tylko mówi: „Widziałeś, przeszedłem, wiarę zachowałem, biegu dokonałem, dobry bój bojowałem a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości, który da mi Pan w dniu, w którym przyjdzie, a także tym, którzy umiłowali dzień Jego powrotu. Dobiegłem drogi bracie, a jestem z tego samego rodzaju ojca i matki jak i ty. Te same grzechy czyniłem i nawet jeszcze gorsze od ciebie.” Widzimy, że to Chrystusowe zwycięstwo trzeba posiąść. On je po prostu posiadł i w nim trwał. Bardzo ważne jest, żebyś nie słuchał bezmyślnie tego, co słyszysz, żebyś chciał to mieć. Nieraz jest tak, że jakaś niewiasta zobaczy piękną suknię i sobie myśli: „chciałabym ją mieć” i zastanawia się jak to zrobić. Myśli sobie: „kupię materiał, pójdę do Marzeny, ona mi uszyje i będę miała taką suknię”. Ciekawie to wymyśliła. Jeśli słyszysz teraz takie piękne słowa, to sobie pomyśl: „Pójdę do Jezusa, nie będę spał i siedział, pójdę do Jezusa, a On mi to da. Jezus wie jak to zrobić.” -i to jest właśnie to, że zrozumiałeś i usłyszałeś coś pięknego, a twoja wiara mówi ci: „musisz to mieć”. Jeśli w moich słowach, które dziś mówię, dzięki łasce Bożej zobaczyłeś coś pięknego, to musisz to mieć bracie i siostro. Nie może to być, że może będę to miał, ale musisz to mieć. Mamy być przyobleczeni w Chrystusa, musisz to mieć. Musisz się uchwycić Jezusa, żeby to mieć. Musisz mieć zwycięstwo nad diabłem i pewność, że nawet śmierć cię nie oddzieli od Pana. Musisz mieć pewność, że nie musisz grzeszyć i że możesz żyć w inny sposób na ziemi. Musisz z tym wstać i się z tym położyć. Jezus więc mówi: „Kto to słyszy, niech to zrobi, ponieważ jest to coś bardzo potrzebnego.” Niektórzy taką lekcję preferują: „a to jest dla innych, dla mnie nie, dla mnie są zupełnie inne rzeczy.” To nie jest prawda. Spróbuj tak mówić w sprawach tego świata. Kiedy są dzielone rzeczy tego świata to powiedz: „nie, nie, to dla innych”. Odwróć to i zobacz jak twoje serce zupełnie inaczej zacznie reagować. Tym bardziej w duchowych sprawach musi reagować jeszcze bardziej zdecydowanie: „i dla mnie też”.

         Ewangelia Jana, 20 rozdział, od 24 do 25: „A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Bliźniakiem, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. Powiedzieli mu tedy inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. On zaś im rzekł: Jeśli nie ujrzę na rękach jego znaku gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę.” Możemy powiedzieć: „Rozsądny człowiek - jeśli nie dotknę, nie zobaczę to nie uwierzę.” Moglibyśmy o nim powiedzieć, że jest rozsądny, gdyby raptem się zjawił w tym miejscu i przez ponad trzy lata nie chodził z Jezusem. Ten człowiek jednak chodził z Jezusem trzy i pół roku, widział cuda, znaki, widział Łazarza wzbudzonego z martwych, słyszał słowa Jezusa, który mówił, że będzie ukrzyżowany i trzeciego dnia powstanie. On o tym wszystkim słyszał, widział wiele rzeczy, a więc jeśli ten człowiek takie słowa wypowiada, to dziwne słowa wypowiada. Jeśli chrześcijanin, człowiek wierzący wypowiada pewne słowa i nie brzmią one w rzeczywistości jako słowa oparcia się na Chrystusie, to one brzmią dziwnie. „Ja tam nie jestem przekonany, nie wiem, może to tylko dla ciebie, dla mnie nie” a człowiek ten jest już pięć lub dziesięć lat wierzący, czyta Biblię i  opowiada innym o Bogu, a kiedy przychodzi do zwyciężania, do przyjęcia tego, co powiedział Jezus, to mówi, że nie wie czy tak naprawdę, może być i czy może się powieść. To jest taka niezbyt przyjemna rzecz w życiu człowieka, który słyszał tyle słów.

         Zobaczcie jednak co się dzieje, jak cudowny jest Pan: „A po ośmiu dniach znowu byli w domu uczniowie jego i Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, i stanął pośród nich, i rzekł: Pokój wam! Potem rzekł do Tomasza: Daj tu palec swój i oglądaj ręce moje, i daj tu rękę swoją, i włóż w bok mój, a nie bądź bez wiary, lecz wierz.” Jan 20,26.27 Przykre słowa wypowiedziane do ucznia, prawda? „Nie bądź bez wiary lecz wierz, nie bądź jak ci ludzie, którzy zginęli na pustyni, ale wierz, trwaj i żyj. „Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój. Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” Jan 20,28.29. To jest wiara. „Że mnie zobaczyłeś, uwierzyłeś Tomaszu?” Zwycięska, prawdziwa wiara jest wtedy, gdy nie widzieli, a to przyjęli i stało się to ich własnością i wyznali: „Pan mój i Bóg mój” na podstawie wiary, która patrzy przez lornetkę Słowa Bożego na Jego triumf na krzyżu i na otwarty grób. Wiecie jak to jest mnie i tobie potrzebne, żeby tak chodzić i żyć na tej ziemi jak człowiek, który widzi te wszystkie sprawy, jako byś tam był, jakbyś był świadkiem tych wszystkich doświadczeń, jakbyś był z uczniami, którzy żegnają się z Panem Jezusem i aniołowie mówią: „tak jak odszedł, tak wróci”. To jest człowiek wierzący. Chociaż żyję dzisiaj to jakobym był w tamtym czasie, ponieważ patrzę poprzez Biblię na te wszystkie wydarzenia, jestem z Samuelem, kiedy słyszy Boży głos, jestem z Mojżeszem na górze, kiedy przyjmuje przykazania od Boga, chodzę z Noe, jestem z Henochem i widzę jak Kain zabija Abla. Czy mógłbyś powiedzieć, że Kain na pewno zabił Abla? Wielu powie, ale co ci to da? Wielu naprawdę powie, że Kain zabił Abla, ale co to da jeśli Chrystus nie usunął ciebie? Co ci to da jeśli nadal żyjesz ty, a nie Chrystus? Nie mówimy tu o wielkiej wielkości człowieka, ale mówimy, że Chrystus żyjący w człowieku stabilnie rozwija nowego człowieka. To jest piękno Bożej obecności. Patrzysz, podziwiasz, rozkoszujesz się, przyjmujesz, to działa w tobie i czyni cię zwycięzcą. Tego potrzebujemy. Nie potrzebujemy żadnych religijnych czy innych pomysłów, nie potrzebujemy żadnych duchowych przywódców. Potrzebujemy jednego – Jezusa. Potrzebujemy mieć braci i siostry w Chrystusie, którzy czerpią z tego samego Chrystusa łaskę za łaską. Nie potrzebujemy duchowych przywódców, pamiętajcie, nikogo nie potrzebujemy między sobą a Chrystusem. Nie znaczy to, że nie ma być starszych zboru, nie ma być kościoła, czy ulegania jeden drugiemu. Mówimy o czymś innym, o duchowym przywództwie, to musi być Chrystus. On będzie ciebie kształtował i będzie dawał ci to, co potrzebne, żebyś mógł dorastać. Może będziesz starszym, apostołem, może będziesz prorokiem, możesz być nauczycielem, ewangelistą, pasterzem. Możesz być kimś, kto usługuje, kimś kto gości kogoś, kto otwiera swój dom, możesz być tym, co On chce. Ale będziesz tym, kim On chce i to będzie dla ciebie błogosławieństwem. Kimś w tym Królestwie musisz być, ale to duchowy przywódca, Jezus Chrystus, On decyduje o tym, kim będziesz. Ponieważ wtedy będziesz czynił czy czyniła dokładnie to, co On chce, a wszystko ku wspólnemu zbudowaniu. Po tym, czy jest to ku zbudowaniu na Dom Boga można rozpoznać czy tobą posługuje się Chrystus. W tym nie ma indywidualizmu, to jest współpraca, współdziałanie.     Widzimy więc, że Pan Jezus mówi do Tomasza: „Nie bądź niewierzący, ale wierzący.” Usłyszysz jeszcze wiele rzeczy, Duch Święty powie jeszcze wiele rzeczy, bądź wierzący. Nie bądź członkiem zboru, ale bądź wierzący. Gdy się spotka trzech członków zboru to przyjdzie tam Pan – tak nie jest napisane. Gdy się spotkają tam z powodu imienia Pana Jezusa to On tam przyjdzie. To znaczy, że to są ludzie wierzący. Oni przyszli z powodu Pana i przyprowadził ich tam Pan, prawda? Nie religijne obrzędy. Oni są skruszonego serca, podziwiającego Pana, są serca, które jest zakochane w Chrystusie, które kosztuje jak dobry jest Pan i Pan ich tam zgromadził. W taki sposób być zgromadzanym to jest coś cudownego. Sam Chrystus tu nas przyprowadził, abyśmy mogli być przed Bożym obliczem. Nie muszę dotknąć Noego: „Noe, jak przyjdziesz to cię dotknę, tak Noe wyglądasz mi na tego, który to zrobił” to wtedy uwierzę, że Noe był. Powiedziałbyś wtedy, że Marian chyba zwariował, jak Noe ma przyjść teraz do ciebie? Paweł pisze, że tego, Którego nie widzieliście, umiłowaliście i to jest cenność wiary.

         Wiecie, ze bez wiary nie można umiłować Jezusa? Najpierw musisz usłyszeć, następnie musisz uwierzyć. Można powiedzieć, że najpierw dostajesz wiarę w to, co usłyszysz, że zacznie to do ciebie docierać. Później zaczynasz wierzyć w to, co słyszysz i dopiero zaczynasz patrzeć na Tego, o którym słyszysz i twoje serce napełnia się nadzieją, że On pomoże ci przejść przez twoje życie, a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, które nam jest dany. Musisz więc najpierw mieć wiarę. To jest początek. Nie możesz miłować kogoś, w kogo nie wierzysz. Musisz przez wiarę zobaczyć jak wspaniały jest ten Pan, jak cudowny jest nasz Król.

         Przeczytam drogocenne Słowa dla mnie i dla ciebie, słuchaj je duszo i nabądź otuchy, posil i wzmocnij się w tym Słowie i zobacz, że Król właśnie po to kazał je napisać Swojemu apostołowi, żebyś duszo nabrała ochoty, żebyś się posiliła i nabrała chęci, żebyś porzuciła wszystko, co ci przeszkadza, żebyś spojrzała na swego Umiłowanego Pana i powiedziała: „To jest właśnie to!”

         I List Jana, 5 rozdział, wiersze od 4 do 13: „Bo wszystko, co się narodziło z Boga, zwycięża świat, a zwycięstwo, które zwyciężyło świat, to wiara nasza. A któż może zwyciężyć świat, jeżeli nie ten, który wierzy, że Jezus jest Synem Bożym? On jest tym, który przyszedł przez wodę i krew, Jezus Chrystus; nie w wodzie tylko, ale w wodzie i we krwi, a Duch składa świadectwo, gdyż Duch jest prawdą. Albowiem trzech jest świadków: Duch i woda, i krew, a ci trzej są zgodni. Jeżeli świadectwo ludzkie przyjmujemy, to tym bardziej świadectwo Boże, które jest wiarogodniejsze; a to jest świadectwo Boga, że złożył świadectwo o swoim Synu. Kto wierzy w Syna Bożego, ma świadectwo w sobie. Kto nie wierzy w Boga, uczynił go kłamcą, gdyż nie uwierzył świadectwu, które Bóg złożył o Synu swoim. A takie jest to świadectwo, że żywot wieczny dał nam Bóg, a żywot ten jest w Synu jego. Kto ma Syna, ma żywot; kto nie ma Syna Bożego, nie ma żywota. To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny.” Przypuśćmy, że przygotowaliście piękny prezent dla kogoś, włożyliście w niego całe serce, przynosicie go, a ten ktoś staje nad tym prezentem zażenowany i mówi: „Czy jestem godzien przyjąć od ciebie taki prezent, czy można mnie aż tak miłować?” A ty całe serce włożyłeś, masz miłość, chęć podarowania tego wszystkiego i mówisz: „Człowieku, przestań się wydurniać, bierz ten prezent!” Ten, który przyniósł ci ten prezent włożył całe swoje serce, aby ci go dać. Nie zachowuj się tak, jakby On cię okłamywał, i tak naprawdę nie chciał i jakbyś to ty go zmusił, żeby ci go dał. Bóg ma otwarte serce i daje mi i tobie życie wieczne w Synu Bożym. Nie stój i nie mów, czy mógłbym przyjąć to, czy mnie to nie przerośnie, czy potrafię tym życiem operować? A kto mówi, żebyś nim operował? Kto mówi, żebyś się tym w ogóle posługiwał? Ten dar ogarnie ciebie i tobą się posłuży dla chwały Bożej. A więc: „To napisałem wam, którzy wierzycie w imię Syna Bożego, abyście wiedzieli, że macie żywot wieczny” I Jana 5,13 Wierzysz w Syna Bożego? Masz Syna Bożego w sobie? Masz życie wieczne, więcej otuchy, więcej radości z tego daru. Chodź i ciesz się swoim Chrystusem. To jest podstawa chrześcijaństwa. Wielu chrześcijan nie chodzi, nie cieszy się, nie śpiewa Bogu pieśni, nie jest zadowolona z powodu Chrystusa. Jak wymagać, co wymyślić, żeby oni byli prawdziwymi chrześcijanami? To są przecież iluzje chrześcijaństwa, a nie chrześcijaństwo. Jak oni nie cieszą się tym najcenniejszym Darem, Synem Bożym, który dał Ojciec, to to jest iluzja nie chrześcijaństwo. Po jakimś czasie ten człowiek jest nadal nijaki, nie wiesz co to jest tak naprawdę. Musi być różnica. Ciesz się swoim Chrystusem, kto ci zabrania cieszyć się Panem, który został ci dany za darmo z łaski? Kto ci zabrania śpiewać Mu pieśni pochwalne, należeć do Niego sercem? Często powodem jest ciało, które nie wierzy, że On potrafi zrobić to, co powiedział. Wiecie, albo Biblia będzie w nas, albo będziemy w świecie. Nie ma innej możliwości. Albo Słowo, które stało się ciałem będzie mieszkać w nas, które tyle rzeczy do nas wypowiedziało, albo będziemy mieszkać w świecie. Będziemy moralniejsi od świata, ale nadal duch tego świata będzie naszym Panem, będziemy się cieszyć z rzeczy, z tego, że ktoś nam sprawił przyjemność, bo świat też się z tego cieszy, ale jak cię zobaczę, że cieszysz się Panem, jak w twoim życiu Pan owocuje, jak wydajesz owoc, to powiem: „O, to jest człowiek, który to ma. Jak go posłucham, to powie mi to, co jest naprawdę cenne, bo wie co ma i o czym teraz mówi.” Kiedy słuchamy apostoła Pawła czy innych apostołów to wiemy, że oni wiedzą o kim i o czym mówili; „a my wiemy Kogo się dotykaliśmy i chcemy wam o Nim powiedzieć, aby ta sama radość była w was.”

         Czy patrzysz na Jezusa? Mówiliśmy sobie już o tym, że nawet zgromadzenia mogą służyć ku zwiedzeniu, modlitwa i śpiewanie, czytanie Biblii też może służyć ku zwiedzeniu, jeśli człowiek nie będzie patrzył na Jezusa. Wszystko to mas sens tylko dzięki Jezusowi. Niech On napełnia nasze wnętrzności śmiałością, aby chodzić na tej ziemi i być człowiekiem śmiałości Chrystusa, aby grzechowi mówić „nie”, a dobru „tak”, żeby porzucić swoje złe humory, które mogą napadać tak jak chmura nieraz nachodzi, nie dać przystępu, aby radość zbawienia mogła zawsze być w naszym sercu. To jest bardzo cenne i dla mnie i dla ciebie tak bardzo potrzebne na tej ziemi, bo inaczej dopadnie nas jakiś strach i obawa, jakiś lęk co będzie jutro i człowiek myśli i myśli jakby Pan nie był Panem dziś, jutro i pojutrze i Panem całej wieczności. Człowiek w pewnym momencie pomyśli: „ja się wygłupiam”, ale jak wygrać z tym strachem i lękiem, to są przecież oręże diabelskie? Kto wie? Tylko ten, kto zastosował wiarę. Paweł, który o tym wiedział napisał tak: „A masz tarczę wiary bracie i siostro, na której wszystkie pociski złego się zgaszą?” Tak jak mówiliśmy, to nie jest abstrakcyjna tarcza „ja wierzę”, jeśli tak, to dlaczego jesteś taki zezłoszczony” – „ale ja wierzę” – „ale dlaczego jesteś taki obraźliwy?” – „ale ja wierzę” – „dlaczego nie masz teraz zadowolenia w Panu” – „ale ja na pewno wierzę”. Nie! Jeśli pociski się przedostają, to właśnie nie jest to wiara. To jest moje wymyślenie. Bronię się swoim pomysłem.  Muszę mieć wiarę, którą jest Chrystus, w której wszystkie pociski zgasły na krzyżu, zostały zniszczone. To jest moja i twoja wiara. Krzyż Golgoty – zwycięstwo nad diabłem, to jest nasza wiara. „A oni zwyciężyli go przez krew Baranka i przez Słowo świadectwa życia swego i umiłowali życie wieczne ponad to przemijające.” Rozpoznasz, że człowiek ma wiarę po tym, że pociski zostały zgaszone. Człowiek musi widzieć pełnego Chrystusa. Dlatego Paweł modlił się, pamiętamy z  listu do Efezjan: „aby pełnia Boża, która jest w Chrystusie, zamieszkała w was.”

         I Piotra, 1 rozdział, 3 wiersz: „Błogosławiony niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.” Czy jesteś odrodzony? Człowiek odrodzony żyje Niebem, jego Niebo interesuje, to jest jego dom, prawda? Człowiek odrodzony jest pielgrzymem na ziemi, wraca do wieczności, tam jest jego miejsce. Poznasz go po tym, gdzie on idzie. Jego nie trzeba ciągnąć, żeby żył dla chwały Jezusa, Jego słowami. „A nie widzi brat czy siostra, dobra, to teraz mogę uczynić coś złego” – nie, ten człowiek nie ma tego w sercu, nie robi tego dla oka, bo ma to w sobie.

          „ku dziedzictwu nieznikomemu i nieskalanemu, i niezwiędłemu, jakie zachowane jest w niebie dla was, którzy mocą Bożą strzeżeni jesteście przez wiarę w zbawienie.” I Pio 1,4,5a Czy mamy wiarę, która jest pewna, że Bóg nigdy się nie spóźnia? Stoisz i mówisz: „Bóg mój jest Bogiem, On się nigdy nie spóźni. Nie ustąpię, nie zgrzeszę, nie zrobię po swojemu, będę stał na tej Skale, żył,  funkcjonował i działał. Mój Bóg jest Bogiem, jestem strzeżony Jego mocą, abym był uratowany w dniu mego doświadczenia”. Chwała Bogu, to jest dopiero widzieć człowieka z takim sercem! To jest tak, jak z człowiekiem na polu, wszyscy uciekli, on został i padło sześciuset, i pole nie zostało zdobyte. Tak mu miecz przyległ do dłoni, że potem jej nie mógł otworzyć. Stanął i koniec! Piękny obraz chrześcijanina, który staje na Skale i mówi: „wszystkie te fale, wszystkie diabelskie natarcia, wszystkie te oskarżania w kierunku Boga, że mnie zostawił, opuścił, że nie pamięta o mnie, że nie będzie ze mną nic chciał zrobić – wszystko to jest odparte, bo Bóg powiedział”. To jest wiara zwyciężająca świat i władcę tego świata. Potrzebujemy właśnie z tą wiarą czekać na Pana, wracać i pielgrzymować. To jest wiara, która daje ci radość zwycięzcy w dniu doświadczenia. Ty już masz to, zanim to się stało, bo twoja wiara nie patrzy na to, co jest tylko słyszy to, co powiedział Bóg. Jakie piękne jest zgromadzenie ludzi, którzy słyszą co mówi Bóg.

         „Weselcie się z tego, mimo że teraz na krótko, gdy trzeba, zasmuceni bywacie różnorodnymi doświadczeniami, ażeby wypróbowana wiara wasza okazała się cenniejsza niż znikome złoto, w ogniu wypróbowane, ku chwale i czci, i sławie, gdy się objawi Jezus Chrystus.” I Pio 1,6.7 Widzisz, stoisz dla Jego chwały. Diabeł mówi, że Jezus Chrystus już cię nie pamięta. Komu bardziej wierzysz? Bardzo niebezpieczne jest, kiedy my poprzez to, co dzieje się w chrześcijaństwie, dołączamy do oskarżyciela i coraz częściej mówimy o złu, które dzieje się w Kościele, wytykamy różne rzeczy, to jest niebezpieczne, bo mamy należeć do Chrystusa. Faktem jest, że dzieje się bardzo źle, że wielu ludzi w ogóle przestaje wiedzieć kim jest Jezus Chrystus, ale nasze zwycięstwo nie polega na tym, że będziemy oskarżycielami, tylko na tym, że będziemy gotowi pomóc, jeśli będzie taka potrzeba. Jeśli topi się tysiąc osób, a ty stoisz jeden na brzegu i masz rękę, to wyciągasz ją. Ktoś się złapie i wyciągniesz go z tej wody. Możesz pomóc.

         „Tego miłujecie, chociaż go nie widzieliście, wierzycie w niego, choć go teraz nie widzicie, i weselicie się radością niewysłowioną i chwalebną, osiągając cel wiary, zbawienie dusz”. I Pio 1,8.9 Ja i ty mamy duszę, ona musi dotrzeć do celu, musi być z Nim. Myślisz o swoim ciele, troszczysz się o nie, w porządku, ale troszcz się jeszcze bardziej o swoją duszę. Wiecie, że na ziemi w tej chwili toczy się totalna wojna. Toczymy bój z władztwami, z początkiem grzechu, toczymy bój z tym, który rozpoczął bunt i on wie, że czasu ma niewiele. Bóg budzi nas i mówi: „nie śpij moje dziecko, tylko czuwaj i pilnuj tego, co dostałeś czy dostałaś w Panu, gdyż diabeł szaleje na tej ziemi.” Bóg mu pozwolił tu jeszcze jakiś czas być, on wie, że to jest krótki czas i szaleje, żeby ciebie pożreć. Walczysz z bratem, z siostrą, zmagasz się o różne rzeczy, a nie patrzysz, czy twoja dusza jest zbawiona. Co z tego? Rację ma tylko ten, który należy do Chrystusa, który jest zbawiony. Diabeł szaleje, nie słyszymy tego, ale tak jest, bo tak mówi Słowo Boże. Szaleje, bo czasu ma niewiele i dlatego masz taką inwazję myśli, modlisz się i różne myśli ci do głowy przychodzą, przeszkadzają ci się modlić i odciągają cię od modlitwy. Szatan szaleje, bo wie, że czasu ma niewiele. Wie, że możesz się uratować, wykorzystuje wszystko tylko, żebyś nie żył z Bogiem, żeby Chrystus nie był uwielbiony, żebyś nie stał na Skale, żebyś nie był zwycięzcą i żebyś nie był pewnym tego, co masz w Chrystusie. Szaleje i próbuje cię zwieść, oszukać i odciągnąć od Chrystusa, aby cię następnie pożreć. Pamiętaj, że to ty musisz się pilnować Pana. Nie pilnować się, czy ktoś cię widzi i wtedy będziesz się pilnował, tylko ty musisz się sam pilnować. Wiemy więc, że toczy się totalna bitwa nie z ciałem i krwią, chociaż ono jest widoczne i wzdryga nami nieraz, ale toczy się bitwa z tym, który się kryje za krwią i ciałem i który niby chce twego dobra.

         Był taki kapłan, Heli, miał synów. Ci synowie nie czynili tego, co dobre. Kapłan ich napomniał: „moi synowie nie czyńcie tego, gdyż jeżeli człowiek grzeszy przeciwko człowiekowi, to rozjemcą może być Bóg, ale jeśli człowiek grzeszy przeciwko Bogu, to kto go uratuje?” On napomniał ich, ale czego nie zrobił? Nie odsunął ich od służby. I Bóg powiedział, że na jego oczach jego synowie zginą, i że nie będzie wielu męskich potomków w jego domu, i że ci, którzy by mogli pełnić posługę kapłańską będą przychodzić do Samuela i prosić go, żeby wydzielił im coś, czym mogliby się najeść. Nie wystarczy tylko powiedzieć: „Słuchaj, zrób z sobą coś”, trzeba odłączyć, jeśli człowiek nie chce zrobić tego, co jest Pańskie. Naprawdę, to jest duża odpowiedzialność. Dlatego czytamy w Biblii o tym, żeby odłączyć tych, którzy nie chcą się uniżyć, nie chcą oczyścić się z grzechów, nie chcą porzucić swojej złej drogi. Wiecie jaka to jest odpowiedzialność? Myślimy sobie, że jako ludzie możemy sobie robić różne rzeczy i Bóg na to: „no tak, może tak będzie dobrze.” Nie jest to przyjemne, ale ten człowiek zapłacił wysoką cenę za to, że nie zrobił tego, co zrobić powinien. Powiedział, że do końca niech będzie jak chce Bóg. On nie miał natury buntownika, on był zbyt lekki, nie miał zdecydowania, żeby odciąć to, co nie chce się oczyścić. Jego litość i miłosierdzie były ograbione z tego, co Pan chce uczynić. Pan Jezus by tak nie postąpił, On by ich oddzielił. Czytamy w Biblii o kapłanach, którzy zrobili rzecz obrzydliwą i Bóg powiedział: „nie będą usługiwać w Moim miejscu, jedynie synowie Sadoka mogą pozostać.” Słuchajcie, w pewnym momencie możemy być ludźmi mieniącymi się chrześcijanami, ale już nie będziemy usługiwać w świątyni Pańskiej, jeśli będziemy sobie lekceważyć Słowo, które powiedział Pan. To nie jest straszenie kogokolwiek, ale to jest naprawdę ostrzeżenie, że jesteśmy odpowiedzialni przed Panem za to, czy będziemy żyć tym Słowem, czy też nie. Wiecie, że człowiek może do końca zostać z zatwardziałym sercem? Ale jest winien tego, gdy Bóg przestrzegał, a człowiek tego nie przyjmował.

         Jeśli dociera do ciebie to Słowo, to nie narażaj innych przez swój bunt i złe nastawienie do tego, żeby musieli podejmować decyzje, które nie są miłe żadnemu dziecku Bożemu. Żadne dziecko Boże nie ma upodobania w odłączaniu kogokolwiek. Tak, jak rodzic nie ma upodobania w karceniu swojego dziecka, ale karci, kiedy trzeba. Straszne jest to, kiedy rodzice nie karcą swoich dzieci, wychowują je na snobów i egoistów.

         Nie będziemy w stanie powiedzieć wszystkiego, bo jest to niemożliwe, niech w sercu naszym pozostanie to, że Słowo Boże nie jest taką sobie Księgą, tylko jest twoją lornetką. Patrz Tam i ceń sobie to, patrz w to Niebo, o którym powiedział apostoł Jan: „Baranek Boży, który umarł, abyśmy mogli być kapłanami żywego Boga, wywyższony, siedzący po prawicy Ojca.” Kiedy patrzę na to miejsce i moja lornetka mi to pokazuje to chcę się zatrzymać na tym miejscu, prawda? Nie przesuwam sobie ot tak lornetką: „a jakieś liście, o ptaszek”. Patrzę w to miejsce i chcę się zatrzymać. Zatrzymaj się! Jeśli czytasz w Biblii: „On, wywyższony Boży Baranek” – zatrzymaj się, pobądź tam, popatrz jak oni Mu cześć oddawali, uniż się, poddaj się, bo to będzie świadczyło, że wierzysz w to, co czytasz. Dzisiaj wielu ludzi tak lekkomyślnie przebywa przed Bogiem, traktują Go jak równego sobie. Kiedyś staną przed Nim i nie będą się już tak zachowywać, ale czy to jest dobre? Bogu na tym nie zależy, Bóg chce, aby człowiek był z Nim na wieki, ale nie przyjmie nikogo, kto nie jest Mu posłuszny.

         Zwróćcie uwagę, kiedy patrzymy na Jezusa, jak On się zachowywał wobec Ojca? Czy ktoś z nas dorównuje Jezusowi? Czy całe chrześcijaństwo przez wszystkie pokolenia dorównywało Chrystusowi? Gdyby zebrać tych wszystkich mężów i niewiasty opisane w Biblii i wszyscy razem stanęlibyśmy, czy moglibyśmy dorównać Chrystusowi? Nie. A jak On oddawał cześć Ojcu? Wiecie, lepiej patrzeć na Chrystusa niż na dzisiejszych ludzi, którzy nie czczą Boga ani w duchu, ani w prawdzie, ani w swoim cielesnym namiocie. Skoro On, Najwyższy, Jedyny Boży Syn, który został wywyższony, w taki sposób oddawał cześć Ojcu, to jak my śmiemy oddawać inaczej? Rozumiecie, co mówię? Ktoś sobie „tatuśka” wymyślił, ktoś kogoś innego, jak my w ogóle śmiemy stawać przed Bogiem. Kiedy człowiek doświadcza, że staje przed Bogiem, to jak śmiemy sobie frywolnie wpaść przed Jego oblicze, jak śmiemy stanąć przed świętym Bogiem bez krwi Chrystusa. Jak śmiemy mieć w głowie pomysł, że On nas tam przyjmie? To znaczy, że człowiek ani wiary nie ma, ani Słowo Boże do niego nic nie mówi. Jest zwiedziony, oszukany i sam sobie jest bogiem. Dzisiaj takich bogów jest pełno na tej ziemi. Sami sobie są bogami, ale sami siebie nie zbawią. Jeśli patrzymy na Bożego Syna możemy zobaczyć jak się czci Boga w duchu i w prawdzie. I to jest prawdziwe. Paweł napisał: „z nabożnym szacunkiem oddawajmy Bogu chwałę, z drżeniem i z bojaźnią zbawienie swoje sprawujcie.” Zobaczcie jaka nauka płynie z Nowego Testamentu. Co z tego, że ktoś stanie za kazalnicą i będzie mówił jakieś słowo, wzniosłe wielkie rzeczy, dopiero kiedy go zobaczysz jak czci Boga, wtedy zobaczysz czy wie o kim w ogóle mówił. Dlaczego Jezus od razu wiedział, gdy wszedł do świątyni, że tam Bóg nie jest czczony, ale że to jest jaskinia zbójców? Dlaczego Piotr wiedział, że Ananiasz i Safira są kłamcami wobec Ducha Świętego?

         Powiem wam piękne Słowa. Kiedy czytamy je w Biblii niech napełnia nas cudowne zadowolenie w Panu, że takie Słowa zostały wypowiedziane do mnie i do ciebie. W Ewangelii Jana jest napisane: „A tym, którzy Go przyjęli, dał prawo, dał  moc, aby byli dziećmi Boga”. Tym, którzy Go przyjęli, aby byli dziećmi Boga – czyż nie jest to piękne? Przyjąć Go takim jakim jest, z Jego chwałą, zwycięstwem, z Jego czcią wobec Ojca, z posłuszeństwem i wiernością. Każdy, który Go przyjął doświadczył w swoim życiu ogromnej rewolucji, ogromnego przemienienia kierunku życia, prawda? „Tym, którzy Go przyjęli” – nie dzięki swojej mocy ani sile. Szkoda, że człowiek po jakimś czasie zaczyna opierać się na swoich siłach, wtedy to już nie jest to samo. Paweł pisze: „z łaski jesteście zbawieni, przez wiarę, nie z was, Boży to dar.” Trzymaj to. Wiecie, jak my jako zbór i ludzie wierzący potrzebujemy wspólnie razem trzymać się tych Słów. To Słowo czyni nas jednością. Jest jedno Słowo. Jedność Kościoła polega na tym, że opieramy się na tym samym Słowie. Nie kombinujemy z Biblią,  jeśli Bóg tak powiedział to jest „amen”, to jest prawda.

         Takie słowa wam też przeczytam: „Wiara mówi – ja jestem pewien tego, że On wykonał za mnie zakon, tak jestem pewien, że On wykona we mnie wolę Ojca. On ją wykona we mnie doskonale wtedy, gdy ja jestem spokojny ulegając ufnie Jemu, a On może mnie pouczać, posilać, wzmacniać.” To jest cudowne, kiedy my odpoczywamy, a nasz Chrystus jest wywyższony, to jest dopiero chrześcijaństwo! A my ze sobą jesteśmy na cudownych warunkach zbawieni za darmo, z łaski, odkupieni Jego krwią, z prawem zwycięstwa teraz i dotarciem do wieczności.

         Niech Pan będzie z tobą i ze mną. Moglibyśmy dużo więcej patrzeć na Niego, aż nasze serce zaczęłoby się topić z zadowolenia, z wdzięczności, wylewając się na oczach tym jak On jest bardzo cenny. Tak samo jak pewien brat mi opowiadał, że nie wie dlaczego jest taki płaczliwy. Mężczyzna, a taki płaczliwy przy modlitwie. Ale to Duch Święty porusza serce i woda płynie z serca, nie z narzekania, tylko ściska coś serce. I to jest to, że Bóg przybliża się do człowieka. „Czyż serce nasze nie pałało?” Niech Bóg właśnie zmiękcza nasze serca, abyśmy patrząc przez tą lornetkę na Niego, podziwiając Go, dochodzili do momentu, w którym po prostu dzieje się w nas coś pięknego, taka zdrowa, święta uroczystość, obecność Króla Królów,

         Na koniec przeczytamy jeszcze jeden fragment, List do Rzymian, 16 rozdział, od 19 do 20 wiersza: „ Albowiem posłuszeństwo wasze znane jest wszystkim; dlatego raduję się z was i chcę, abyście byli mądrzy w tym, co dobre, a czyści wobec zła. A Bóg pokoju rychło zetrze szatana pod stopami waszymi. Łaska Pana naszego, Jezusa, niechaj będzie z wami.” Jezus już wygrał, zwyciężył, teraz to zwycięstwo zostaje dane tobie i mnie przez posłuszeństwo i poddanie się Bogu. „Słuchaj, słuchaj ludu Mój! Słuchaj, co do ciebie mówię, oprzyj się na tym, co do ciebie mówię”, mówi Pan, „a Ja to wszystko uczynię.” I rychło zobaczysz, że chodzisz jako zwycięzca po ziemi, bo Pan cię takim czyni. Jemu chwała za to w imieniu Jezusa. Amen.

Jan 14:23