22-03-2025 Marian - Co wnoszę do zboru i czego nie powinienem wnosić do zboru... część 1
Co wnoszę do zboru i czego nie powinienem wnosić do zboru...
część 1; 22-03-2025 Marian
Będziemy mieli takie trzy punkty do omówienia i od nas zależy jak długo to będzie trwało.
1. Co ja wnoszę do zboru
2. Czego nie powinienem wnosić do zboru
3. Co powinienem wnosić do zboru
Pierwszy, każdy z was zna. Co ja wnoszę do zboru? Każdy z nas to wie, a na te dwa kolejne, musimy się trochę podszkolić, ale to już wiesz - co ty wnosisz do tego zboru.
List do Hebrajczyków, 3 rozdział, od 4 wiersza.
"Albowiem każdy dom jest przez kogoś budowany, lecz Tym, który wszystko zbudował jest Bóg, wszak i Mojżesz był wierny jako sługa w całym domu Jego, aby świadczyć o tym, co miło być powiedziane, lecz Chrystus jako Syn był ponad domem Jego, a domem Jego my jesteśmy jeśli tylko aż do końca zachowamy niewzruszenie ufność i chwalebną nadzieję".
Jeżeli chcemy wnosić do zboru coś pożytecznego, to musimy zachować ufność w Panu i pokładaną w Nim nadzieję, że On przyszedł po to, abym ja umarł na krzyżu wraz z Nim i żebym wraz z Nim powstał do nowego życia i stał się częścią zboru Pańskiego. Do końca będę częścią zboru Pańskiego i będę wiedział co wnoszę do zboru Pańskiego jeżeli będę trwał w Chrystusie Jezusie, ponieważ On powoduje to, że wszystkie cząstki Jego Ciała budowane są przez Niego według woli Ojca na podobieństwo Syna. On chce, żebyśmy do tego zboru przynosili coraz więcej z tego, co On nam daje, kiedy jesteśmy poza tym zborem.
Jest więc taka konieczność, żeby wiedzieć z czym ja przychodzę do zgromadzenia. Co jest powodem, że przychodzę do zgromadzenia. Czy mam w ogóle powód, żeby przyjść do zgromadzenia? Czy mam to, co jest potrzebne, bo Słowo Boże bardzo wyraźnie uczy, że wszyscy mamy być ku wspólnemu zbudowaniu.
Każdy przychodzi z tym, co dostał, dostała od Pana. Zbór musi być żywy, bo jeżeli zbór martwieje, to wszystko obumiera i zaczyna zanikać, a później ludzie przychodzą, odbędą akt religijny, jedni mówią, drudzy słuchają i nic z tego nie ma, żadnego pożytku z tego nie ma. To wszystko jest tylko akt religijny, żeby się odbył, żeby człowiek powiedział "Panie Boże jestem wierzący, nie jestem jak bezbożnik, nie jestem jak bezbożnica, nie żyję w świecie, przychodzę do Ciebie raz na tydzień, czy dwa, modlę się, śpiewam, czytam Biblię, Boże, jestem wierny Tobie, należę do Ciebie". A wystarczy, że za przyjście do zgromadzenia będzie groziła kara śmierci i od razu będzie wiadomo, kto przychodzi tutaj z powodu Pana, a kto przychodzi tylko, aby odbyć akt religijny. Człowiek, który odbywa akt religijny, nie ma potrzeby umierać za to, w co tak na prawdę nie wierzy. Ale ci, którzy należą do Niego, kiedy do Niego należą i trwają w Nim, mają ufność i pewną nadzieję, że skoro On założył zgromadzenie, to On zadecyduje o tym do kiedy mam być częścią, która na tej ziemi bierze udział w Jego zgromadzeniu, kiedy mam zakończyć życie, wtedy mam spokój, bo On decyduje o tym. Ale człowiek, który nie trwa w Nim - dlaczego miałby umierać taki człowiek, skoro nie umiera codziennie z powodu Chrystusa, bo woli żyć łatwiej i wygodniej po swojemu, to dlaczego miałby umierać później. To nie jest tak, że człowiek wykrzesze z siebie siłę i wtedy poświęci swoje życie. Nie da rady, tak jak Piotr spotkał się z diabłem i od razu wiedział, że nie da rady, ucieknie.
Twoja obecność z zgromadzeniu i przynoszenie do tego zgromadzenia coraz więcej z Chrystusa, da ci siłę potrzebną do tego, żeby wytrwać w tym zgromadzeniu, kiedy przyjdą jeszcze mocniejsze doświadczenia na to zgromadzenie. Twoje przychodzenie, przynoszenie tego, co dostajesz z Chrystusa, powoduje, że ty coraz bardziej łączysz się w Chrystusie z innymi braćmi i siostrami i stajesz się świadomym, świadomą, że jesteś częścią tworzonego ciała Chrystusa Jezusa, które się coraz bardziej przemienia na podobieństwo Jezusa Chrystusa. On jest budowniczym.
Co przynosisz, musisz wiedzieć co ty tu przynosisz. To nie jest miejsce schadzek, to nie jest miejsce prywatnej zabawy. To nie jest miejsce szkoły publicznej, to nie jest miejsce jakiegoś kościelnictwa. To jest miejsce, gdzie Chrystus ma swoje ciało. Co przynosisz? To jest bardzo ważne. Z czym tutaj przychodzisz, bo przychodzisz z powodu Chrystusa, a jeżeli nie, to jest olbrzymi błąd. Wtedy człowiek robi co chce, żyje jak chce i wnosi do zboru to co chce. Jak jest zadowolony to się śmieje, jak niezadowolony to jest obrażony na tych, czy na tamtych. Co uważa to robi, a nie to co chciałby Pan. Nie musi umartwiać siebie, może postępować inaczej.
Pierwszy List do Koryntian, 3 rozdział od 10 wiersza.
"Według łaski Bożej, która jest mi dana jako mądry budowniczy założyłem fundament, a inny na nim buduje, każdy zaś niechaj baczy jak na nim buduje. Albowiem fundamentu innego nikt nie może założyć oprócz tego, który jest założony, a którym jest Chrystus Jezus. A czy ktoś na tym fundamencie wznosi budowlę ze złota, srebra, drogich kamieni, z drzewa, siana, słomy, to wyjdzie na jaw w jego dziele, dzień sądny bowiem to pokaże, gdyż w ogniu się objawi, a jakie jest dzieło każdego, wypróbuje ogień. Jeśli czyjeś dzieło budowane na tym fundamencie się ostoi, ten zapłatę odbierze. Jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie tak jednak jak przez ogień".
Tu nie ma słowa o grzechu, bo niektórzy myślą, że ktoś może prowadzić święte życie, a ktoś grzeszyć, ale ważne że wierzy w Jezusa i jeżeli grzeszył, to to wszystko spłonie, a jeśli nie grzeszył, to wejdzie do wieczności. Tu nie ma mowy o grzechu, tu jest tylko mowa o działaniu według świadomości tego, kim jest Chrystus. Niektórzy są pewni Chrystusa, że On wszędzie jest doskonały, a niektórzy wątpią i są niepewni i pewne rzeczy czynią niepewnie, a więc to jest słoma, siano, to jest drewno, to się spali, to się nie nadaje. To musi być doskonałe, musi być czyste. Do wieczności nie może przejść coś niesprawdzone, musi być wypróbowane. Tu nie chodzi o grzeszenie, tu jest - jak ty widzisz Chrystusa, czy to co robisz, robisz z powodu Chrystusa. Twoja wiara może być taka, zbudowana na tym, czy na tym. Wielu mówi - no ja mam takie przekonanie. Ale z czego twoje przekonanie wynika? No, bo ja tak czuje w sercu. A z czego to twoje serce czuje? Ale ja mam takie przeczucie. Ale skąd masz to przeczucie? To wszystko to jest albo Słowo Boże, albo nie. Ludzie myślą sobie, że ich myślenie, czy mniemanie, czy przeczucia, mogą decydować o tym. To jest nawet sianem nie jest, to się w ogóle nie nadaje. Sianem jest to, kiedy człowiek na przykład boi się coś zrobić, bo boi się, że może to być grzech, nie jest pewny i gdy robi to nawet, to nie jest to działanie pewne, jest to takie niepewne, a w sumie jest to dobre, tylko niepewne, więc nie może to być dobrem takim jak Chrystus. Chrystus wszystko czynił pewnie i zdecydowanie.
To co niepewne, niezdecydowane, nie oparte na pewności wiary, to jest to co się musi spalić, to się nie ostoi, i lepiej, niech się nie ostoi, po co mielibyśmy pchać się do nieba z niepewnością, z lękami, obawami, jakąś nieświadomością. To co czynimy, musimy być pewni tego, tak czynić chce Pan w nas. To jest dla mnie i dla ciebie bardzo ważne.
Pierwszy List Piotra, 2 rozdział, 5 wiersz.
"I wy sami jako kamienie żywe, budujcie się w dom duchowy, kapłaństwo święte, aby składać duchowe ofiary przyjemne Bogu, przez Jezusa Chrystusa".
Teraz pomyśl, ilu z nas rozumie, co ja tu wnoszę. Czy ja wnoszę Chrystusowe dobro, żeby budować się nawzajem na dom Boży w jednym Duchu Chrystusowym? Czy ja wnoszę tu sobie co chcę? Musisz wiedzieć, bo to jest bardzo ważne. Powiedziałem, że każdy wie co wnosi. Wiesz co wnosisz, zobacz więc czy Chrystus powie "dobrze sługo wierny, służebnico wierna, do Mojego ciała nie przynosiłeś nic innego jak tylko to, co wziąłeś, wzięłaś ode Mnie. Uczyłeś się bojaźni, uczyłaś się bojaźni, szacunku dla Chrystusa, żeby nie wnosić do ciała Chrystusa zepsucia starego człowieka, żeby nie wnosić jadu diabelskiego, żeby nie wnosić czegoś, co będzie powodem jakichś utrapień dla tych młodych chłopców i dziewczynek, że będę oglądać kogoś kto mieni się wierzącym, wierzącą, a będą słyszeć słowa, których nie godzi się, żeby ten wierzący, wierząca mówili. Będą więc oceniać, że tak widocznie wygląda wiara dorosłych, że na takiej wierze zbudowany jest ten zbór, więc kiedy ja dorosnę, też będę tak mówić jak słyszę, jak mówią wujkowie, ciocie, a może jeszcze i w domu rodzicie tak mówią. Rozumiecie, co wnosisz - czy to jest Chrystus? Czy masz bojaźń i szacunek dla Pana, który umarł za nas na krzyżu i nie chcesz wnosić w Jego zgromadzenie zepsucia. Nie chcesz wnosić zadziorów, nie chcesz wnosić choleryczności, nie chcesz wnosić flegmatyczności. Nie chcesz wnosić nijakości, chcesz żeby to była klasa najważniejsza, ponieważ tak jak słyszeliśmy dzisiaj, On wygrał z diabłem, On pokonał diabła. Wszyscy nie byli w stanie tego zrobić, On to uczynił dla mnie i dla ciebie.
Jesteśmy tymi, którzy muszą zdawać sobie sprawę co my teraz tu wnosimy, albo co przestajemy tu wnosić, bo wiemy że nie powinniśmy tego więcej wnosić , bo to jest złe, to psuje, a nie buduje. Nie przyszliśmy tu po to, żeby coś popsuć, ale usunąć to, co złe, aby przyjąć to co dobre. Paweł apostoł mówi - przez długie używanie nabywamy władz poznawczych, aby wybierać dobro, a odrzucać zło, ale wy - mówi do pewnych ludzi - nie wykorzystaliście czasu nawiedzenia i do dzisiaj nie rozumiecie co jest dobre, a co złe, przychodzicie na zgromadzenie, mienicie się, że jesteście już wieloletnimi chrześcijanami, a wy nie wiecie nawet co jest dobre, a co złe do końca i znowu - mówi - potrzebujecie mleka a nie dojrzałego pokarmu, bo nie będziecie w stanie go zjeść. Zaraz się więc człowiek obrazi, zaraz się zniechęci, zaraz pokaże swoją niezależność, kto będzie mi tu coś mówić. Tak nie działa ciało Chrystusowe, bo tam jest pokora i uniżenie, taki jest Chrystus.
Rozumiesz, pierwsze - wiesz co wnosisz. Czy Chrystus może powiedzieć dobrze, sługo wierny i posłuszny, służebnico wierna i posłuszna, o to właśnie mi chodziło, żebyś to wnosił w miejsce, gdzie Ja chcę z Ojcem się przechadzać. Możesz teraz to weryfikować i wiedząc, że coś jeszcze jest złe, że wnosisz tu na przykład niedowiarstwo, nie wnosisz radości wierzącego człowieka, który cieszy się zbawieniem, cieszy się z pojednania z Ojcem, cieszy się z oczyszczenia krwią Chrystusa, cieszy się, że może służyć w czystości Panu, a wnosisz jakieś zniechęcenie, zagubienie - to nie jest dobre w ciele Jezusa Chrystusa. Mogliśmy to wnosić tam, w świecie, a nawet i w świecie to nie było dobrze widziane, a cóż dopiero w ciele Chrystusa.
Musisz mieć tą pewna odpowiedź, jeżeli będziesz mieć pewną odpowiedź i świadomość, że odpowiadam przed Panem za te różne rzeczy, które wnoszę do tego zboru i ten zbór przez to cierpi, to wtedy jest szansa, że będziesz chcieć to usunąć na krzyżu, zniszczyć to tam, gdzie zostało to zniszczone, zaprowadzić to do miejsca, gdzie to już zostało zniszczone w śmierci Chrystusa, bo wtedy będziesz szanować Pana Jezusa, miłować Go i będziesz chciał, chciała aby zbór doznawał od ciebie chwały Chrystusa, a nie starego człowieka, bo będziesz kochać Jezusa bardziej niż siebie i nie będziesz chciał, chciała czynić zła w Jego ciele. To jest ważne, ty odpowiadasz za to. Słuchajcie, Pan będzie sądził wszystkich swoich, a Jego sąd jest sprawiedliwy, przed Nim każdy z nas musi stanąć i odpowiedzieć za to co robiłeś, co ja robiłem w tym zborze. Czy to, co robimy jest Chrystusem czy to dalej jest belial, dalej "ja", dalej dla mnie, po swojemu, czy dla Jego chwały. Czy jestem wykupiony przez Chrystusa, czy ja sobie Jezusa kupiłem? Dałem mu trochę życia i mam teraz Go na własność? On musi mi służyć i gwarantować mi wszystko co ja tylko zechcę, bo ja poświęciłem się, przychodzę na zgromadzenia, czytam Biblię, modlę się. Poświęciłem się dla Niego, a więc On musi teraz coś mi też dać. Wiecie, że to jest stary człowiek, handlarz, diabeł, coś za coś.
Pan Jezus mówi - wszystko za wszystko, nie ma handlu, wartość jest określona. Musimy zdawać sobie sprawę. To jest poważna, naprawdę poważna sprawa. Ja nie drżałbym przed nikim, tak jak stojąc przed Chrystusem będąc bałaganiarzem, i wiedząc że On nie zniesie, nie przyjmie, że wyrzuci mnie po prostu. Nie chciałbym stanąć kiedyś przed Nim i usłyszeć: coś ty zrobił człowieku w Moim zgromadzeniu?! Coś ty tam wnosił? Czym się tam w ogóle zajmowałeś? Czy ktokolwiek z ciebie miał jakiś pożytek w tym miejscu?
To tak, jakby - rozumiecie - mieć raka w sobie, on ci pożytku nie przynosi, on ci raczej zabiera siły. Tak samo jest, kiedy człowiek nie wie po co jest z zgromadzeniu świętych. Odbiera siły swoim "ja", swoim niezadowoleniem, swoim dziwnym działaniem, wszystkimi różnymi rzeczami. Jest to bardzo ważne, świadomość z czym tu przychodzę, z kim tu przychodzę, kto jest moim panem, kto jest moim władcą, kto zarządza moim życiem, kiedy jestem poza zborem. Czy to jest Pan Jezus Chrystus, czy to jest belial? Kto rządzi, kto mnie uczy? Kto mnie uczy chytrości, albo kto mnie uczy szczerości. Kto mnie uczy jak zwieść, a kto mnie uczy jak wyprostować. Musimy mieć tą świadomość, odpowiadamy przed Panem. Niedługo On wróci i będzie sądził żywych i umarłych, a Królestwo Jego nie ma końca.
Pamiętaj, że twoją odpowiedzialnością jest przygotować się na to spotkanie, a to przygotowanie nie ma nigdzie takiego sprawdzenia jak w zborze. Nie ma nigdzie takiego sprawdzenia jak w zborze. Nigdzie nie ma tyle doświadczeń co między wierzącymi ludźmi, nigdzie. Świat jest w stanie nawet docenić to, co zrobił tobie Chrystus, a tu między wierzącymi są tylko wojny, zmagania, nastawienia, kombinacje, oskarżenia, pomówienia, różne rzeczy. Zwróćcie uwagę w internecie ile zła się wylewa. Wierzący ludzie to wylewają jedni na drugich szkalują się, od diabłów wyzywają. Jeżeli człowiek w świecie coś takiego poczyta, to myśli sobie - to są szaleńcy, do kogo tu miałbym się nawrócić. I oni odpowiedzą, każdy odpowie za te wpisy w internecie. Każdy odpowie za każde słowo, za każde działanie, za każde wniesienie między wierzących ludzi wypaczenia diabelskiego. Każdy!! jeszcze gorzej- Słowo Boże mówi - poniesie odpowiedzialność mieniąc się wierzącym.
Co jest wnoszone w ciało Jezusa Chrystusa?
List do Rzymian, 15 rozdział, 5 wiersz.
"A Bóg, który jest źródłem pociechy niech sprawi, abyście byli jednomyślni między sobą na wzór Jezusa Chrystusa".
To jest prośba apostoła, modlitwa aby Bóg sprawił w nas, abyśmy byli jednomyślni na wzór Jezusa Chrystusa. Tak jak Jezus jest jednomyślny z Ojcem. To jest poważna rzecz. Już wiele razy mówiłem, ta religia zrobiła nam wiele krzywdy. To jest oddanie życia na całość Jezusowi. Nie oddawaj Mu trochę, a potem ty, bo tak zginiesz, to ci w ogóle nie pomoże, musisz Mu oddać całe życie, bo On jest godzien, aby oddać Mu życie. On jest godzien, Ojciec uznał Go za godnego i powiedział - oto Mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie, On jedynie was może uratować, w Nim jest wasze zbawienie. Nie ma innego imienia danego wam ludziom, jak tylko to jedno, Syna Bożego Jezusa Chrystusa, Syna Człowieczego, abyśmy mogli być uratowani, zbawieni.
Mamy poważny problem do rozwiązania. Mamy coraz więcej cielesności, coraz więcej diabła pojawia się w ludziach, a my musimy walczyć o Chrystusa, aby nie ustąpić. Coraz większa presja jest, żeby grzeszyć i czuć się swobodnie, a my mamy walczyć o świętość. Wyobrażasz sobie miłość bez świętości? A świętość bez miłości? Jedno bez drugiego nie może istnieć. Bóg jest święty i jest miłością. To jest połączone, a więc jest to święta miłość, miłość doskonała, Boża miłość, w której Syn musiał być ukarany za mnie i za ciebie na krzyżu Golgoty, żeby nas uratować. To jest święta miłość. Potrzebne było uregulowanie naszej sprawy, a nie wzięcie dłużników do wieczności. Zostało więc spłacone wszystko co myśmy zaciągnęli, żyjąc z diabłem razem w kominitywie, zadowoleni, że możemy sobie żyć swawolnie po swojemu. To zostało zaniesione na krzyż w Chrystusie Jezusie, abyśmy dzisiaj nowe życie prowadzili.
Co wnosisz między wierzących ludzi? Czy to jesteś ty, czy to coraz więcej jest Chrystus? Jeżeli kochasz Jezusa, to chcesz, żeby coraz więcej było Jego, żebyś coraz więcej przyszedł, przyszła z Nim, w Nim, należąc do Niego. Umartwiasz więc starego człowieka, nie ma cię w zborze, ale ty walczysz o tego Chrystusa, aby kiedy jesteś już między wierzącymi ludźmi, żeby diabeł nie mógł cię zniewolić i skrępować i przez ciebie niszczyć to, co jest prawdziwe, co jest wieczne, co jest Boże. To jest dla mnie i dla ciebie coś bardzo ważnego. Wszystko mi wolno - było ostatnio mówione - lecz nie wszystko jest pożyteczne. Wszystko mi wolno, lecz ja nie dam się niczym zniewolić.
Weź się naprawdę za to. Nie jesteś cząstką, która tylko przychodzi. Ja wierzę, że wielu z was walczy o Chrystusa poza zborem, ale musimy jeszcze więcej wziąć się za to, żeby Tego Chrystusa bardziej było widać, kiedy się spotykamy, kiedy jesteśmy razem, kiedy oddajemy Mu chwałę, kiedy rozmawiamy ze sobą, kiedy działamy, cokolwiek czynimy w tym miejscu. Musi to być Chrystus. Apostoł mówi - już nie żyję ja, ale żyje we mnie Chrystus. To wnoszę do zboru, już nie wchodzę ja, Saul z Tarsu, wchodzi Chrystus, naśladujcie mnie, bo ja naśladuję Chrystusa.
Kiedy widzisz apostoła Pawła, widzisz w nim wzór do naśladowania, bo on nigdy nie przynosił między wierzących Saula z Tarsu. On go umartwiał codziennie, krzyżował go codziennie, żeby Saul z Tarsu nigdy nie pomagał nikomu należeć do Chrystusa, żeby Saul z Tarsu nigdy nikogo nie napominał za coś, czego nie robił, żeby Saul z Tarsu nigdy nie próbował uczyć innych jak mają żyć z Bogiem. On wyeliminował Saula z Tarsu na krzyżu, aby Chrystus pouczał, Chrystus napominał, Chrystus wskazywał, aby Chrystus czynił to, co potrzebne. On mówi - nic innego między wami nie znam, jak tylko Chrystusa i to ukrzyżowanego.
Zobaczcie więc jakie to jest bardzo ważne, żeby o tym pamiętać, Apostoł mówi też, że na krzyżu Chrystusowym on umarł dla świata, a świat umarł dla niego. On nie przynosił świata między wierzących i on w ogóle nie myślał jak myśli świat. On nie myślał zarabiać na wierzących, on nie myślał dorabiać się na wierzących. On nie myślał, żeby znaleźć iluś ludzi, którzy finansowaliby jego życie, żeby mu się wygodnie żyło. On w ogóle o tym nie myślał. On nie był jak świat, który sobie znajduje iluś ludzi, którzy sprawialiby, że temu człowiekowi żyje się wygodnie, łatwo i przyjemnie. On wykonywał pracę. Często był ścigany, kamienowany, tonął w morzu, był biczowany i nigdy nie zrezygnował. Nie szukał poklasku, on wiedział po co jest między wierzącymi ludźmi - aby Chrystus był zwiastowany i to na prawdę w całej pełni, żeby nie było opowiastek o Nim, ale prawda Chrystusa, aby była widoczna w tym, który mówi tą prawdę, aby ludzie mogli wiedzieć - to jest prawda.
Apostoł mógł powiedzieć: widzieliście moje życie, sprawdziliście jak żyję, doświadczyliście jak żyję, kiedy przebywałem pośród was i nigdy nie znaleźliście niczego, co byłoby zwiastunem, że apostoł żyje jak świat. Wszędzie znajdowali Chrystusa, w jego myśleniu, mówieniu i działaniu.
On niczego nie przyniósł między wierzących, co niszczyłoby. Zawsze przynosił to co buduje, to co ratuje. Cierpiał wiele. Kiedy tylko w Galacji spowodowali, że oni porzucili Chrystusa na konto zakonu, apostoł od razu im mówi: zaczęliście w Duchu a teraz na ciele kończycie? I co on mówi? Znów muszę was rodzić w bólach, aż Chrystus nie będzie ukształtowany w was. A więc o co mu chodziło? Aby Chrystus był ukształtowywany w każdym, kto jest w zborze Bożym, żeby ludzie wiedzieli po co są w zgromadzeniu świętych, żeby Chrystus był coraz bardziej widoczny, żeby ludzie nie bujali się między sobą, a bo ten mi tak, a tamten tak. Nie powinno być tego, ale jeśli to się zdarza, to wcale mnie nie usprawiedliwia, kiedy ja rezygnuję z Chrystusa, bo komuś się nie chce żyć w ten sposób, komuś się nie chce tego robić, czy tamtego. Ja nie żyję dlatego, bo ludzie może tak by żyli, tylko dlatego, że Chrystus tak żył. To jest najważniejsze.
Każdy z nas musi patrząc na Chrystusa, sprawcę i dokończyciela wiary, biec za Panem i służyć.
Pierwszy List do Koryntian, 2 rozdział, 2 wiersz.
"Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego".
On umarł - i ja umarłem. Drugi List do Koryntian, 1 rozdział, 12 wiersz.
"To bowiem jest chlubą naszą, świadectwo sumienia naszego, że wiedliśmy życie na tym świecie, zwłaszcza zaś między wami, w świątobliwości i czystości Bożej, nie w cielesnej mądrości, lecz w łasce Bożej".
Takie życie, nie zepsute. Rozumiecie, apostoł mógłby być hołubiony i różne rzeczy. Ci Galacjanie, jakby mogli, to oczy by oddali. Ludzie naprawdę miłowali go, a on nigdy nie wykorzystał, żeby sobie ułatwić życie. Nawet kiedy Filipianie mu wysłali to powiedział , będzie to wam przypisane u Boga, że wsparliście sprawę Bożą. On mówi - jesteście jednymi z nielicznych, którym pozwoliłem wziąć udział w tej sprawie. Koryntianie nigdy nie dostali tego przywileju, żeby mogli wziąć udział w sprawie, którą zajmował się apostoł.
Widzimy, że apostoł był honorowym uczniem Chrystusa i wiedział, że Chrystus nie potrzebuje dawców, którzy mają zepsute serca. Pan potrzebuje tych, którzy chcą czynić to, bo kochają Jezusa. Organizował to wszystko dzięki Chrystusowi, a nie dzięki zasobności ludzi, którym głosił Ewangelię. Zawsze było to oparte na prawdzie, a nie za zakłamaniu. Niczego nie robił dlatego, żeby ludziom się podobać, ale dlatego żeby Panu się podobać. Do czego przyłożył rękę, to po to, żeby Chrystus był uwielbiony. I wygrał, biegu dokonał, wiarę zachował, dobry bój bojował i czeka go wieniec sprawiedliwości. Zaleca nam, abyśmy też tak czynili.
Pamiętaj więc z czym tu przychodzisz, to jest bardzo ważne dla Pana, a także dla nas, dla mnie. Dla ciebie jest ważne z czym ja tu przychodzę. Czy my mamy szczere serca, czy mamy prawe serca. Czy my chcemy nawzajem się budować, czy chcemy się rujnować? Czy chcemy pokazywać swoją niezależność, czy zależność w Chrystusie Jezusie? Czy chcemy pokazać, że możemy robić co chcemy, czy my chcemy pokazać, że nie możemy robić co chcemy, bo nie należymy już do siebie, ale do Chrystusa. Dajemy wyraźne sygnały braciom i siostrom, że Chrystus zdobył nasze serca i nasze życie, nasze myślenie i nasze działanie dla swojej chwały i wszystko co czynimy, czynimy w Jego imieniu. To są dobre sygnały, kiedy przychodzimy, by wspólnie razem być przed Obliczem Pana. Nie to, że komuś już się nudzi, komuś to, komuś tamto. Ktoś otworzy usta i jak powie, to nie wiadomo gdzie się schować. Nasze rozmowy muszą być budujące, muszą wnosić to, co Chrystus przyniósłby, gdyby tutaj był osobiście.
Coraz więcej Chrystusa, coraz więcej Chrystusa potrzebujemy, żeby wygrać z diabłem, wrogiem naszej duszy, wrogiem który chce te dzieci i tych młodych ludzi ograbiać z uczciwego należenia do Boga. Chce ich uczyć religii, a nie życia. A gdyby się nauczyli religii, to później dorosną i to będzie dalej to samo. Będą przychodzić i będą wyświadczać Bogu łaskę, że w ogóle przyszli. A jak już byłoby za dużo, to powiedzą - myśmy już byli, wystarczy na dzisiaj, już Bóg dostał swoje. Potrafią tak ludzie mówić, sam słyszałem na własne uszy, jak wierzący ludzie potrafią takie rzeczy mówić. To są ludzie, którzy dają coś Bogu i spodziewają się, że On jest już zadowolony, a więc niech da im spokój. Oni mają fajne rzeczy dzisiaj do zrobienia, dostał co dostał. Ale tak nie działa, u Pana tak nie działa.
Pomyśl, czy chcesz takich ludzi naśladować? Czy chcesz naśladować takich jak apostoł, którzy nic innego nie wnosili jak tylko Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.
Pierwszy List do Tesaloniczan, 2 rozdział i 10 wiersz.
"Wy jesteście świadkami i Bóg, jak świątobliwe i sprawiedliwe i nienaganne było postępowanie nasze między wami wierzącymi. Wszak wiecie, że każdego z was niczym ojciec dzieci swoje, napominaliśmy i zachęcali i zaklinali, abyście prowadzili życie godne Boga, Który was powołuje do swego Królestwa i chwały".
Nie chodzi o to, żeby zorganizować zgromadzenie, żeby ludzie tak czy inaczej byli na tym zgromadzeniu. Chodzi o to, by uczcić Tego, Który dał Swojego Syna za mnie i za ciebie. Skończyć z lekceważeniem Ojca w Niebie. Już dosyć! Dosyć, mieniąc się synem albo córką Boga, lekceważyć Tego, Który jest Ojcem świętych dzieci.
Trzeba zrozumieć, że jeśli mam zamiar być z Nim w Jego domu, to ja muszę być domem dla Niego tutaj, na tej ziemi. O tym mówiliśmy ostatnio we środę. On chce mieszkać w tych, którzy są posłuszni i wykonują Jego rozkazy. Pilnuj tego, to jest najważniejsze. Wtedy będziesz przynosić do zboru to, co cenne, co wieczne. Jeden usłuży psalmem, drugi hymnem, trzeci proroctwem, czwarty objawieniem, ktoś inny pieśnią. No niesamowite rzeczy wtedy Pan ma przygotowane, bo to jest duchowy lud. Zgromadzenie nie jest cielesne, ale duchowe i członki nawzajem budują się, napełnione tym samym Duchem, jednym życiem Chrystusowym. To jest czystość, musisz o tym wiedzieć, że Duch Święty spoczywa na czystym naczyniu, na brudnym nie siądzie Duch Święty. Nie spocznie Duch Święty na brudnym naczyniu, tylko na czystym. Jeżeli zabrudzisz się, Duch Święty jest odpychany od ciebie. Jeżeli oczyszczasz się, uświęcasz się, Duch Święty z powrotem napełnia ciebie tym, co potrzebne. Oczyszczenie - to jest bardzo ważne. Brudzenie się odpycha Ducha Świętego.
Trzeci rozdział, 7 wiersz.
"Stąd doznaliśmy przez was bracia w wielkiej potrzebie i ucisku naszym pociechy, dzięki waszej wierze, bo żyjemy teraz, skoro wy trwacie w Panu".
Niesamowite, prawda? A więc oni byli w stanie pocieszyć apostoła swoim poddanym życiem Chrystusowi. Jego cieszyło to, gdy widział w zborach, że ci którzy się tam spotykają, coraz bardziej ulegają władzy Chrystusa w swoim codziennym życiu. On się nie cieszył, że zbory rosną, że zbory się rozrastają. On się cieszył, kiedy widział coraz więcej ludzi, którzy wiedzą po co są w tym zborze. To jest niesamowite! Osiągnąć zrozumienie i zdobyć człowieka, żeby ten człowiek zaczął żyć dla Pana! To było dla niego osiągnięcie. Jeżeli udało mu się w zborze odnajdywać kolejnych, którzy by tak żyli, on wiedział - ten zbór ma szansę przetrwania. Pojawili się tam bohaterowie, którzy nie żyją już dlatego, że inni tak żyją , ale żyją dlatego, że Chrystus tak żył. Oni są nadzieją dla tego zboru. Oni są jak światło, które przenika ciemności i oni są pośród tych, którzy muszą czynić co chce diabeł, jako świadectwo, że można nie być w niewoli diabła, ale można być na wolności dzięki Chrystusowi Jezusowi.
Co wnosisz do tego zboru? Musisz sobie zapisać to i sprawdzać co wnosisz. Kiedyś były na granicach ustanowione prawa - to wolno wnieść, tego nie wolno wnieść. Jak wnosiłeś coś, czego nie było wolno, to był przemyt. Jeżeli cię złapali na tym, to mogli cię ukarać więzieniem. To był przemyt i tak samo jest w spawie duchowej. Człowiek też może przemycać coś, co nie jest godne tego, żeby znaleźć to między wierzącymi ludźmi.
Ewangelia Mateusza, 21 rozdział, przejdziemy do drugiego, od 37 wiersza.
"A w końcu posłał do nich syna swego mówiąc: uszanują syna mego. Ale gdy wieśniacy ujrzeli syna, mówili między sobą: to jest dziedzic, nuże zabijmy go, a posiądziemy dziedzictwo jego".
To, co wam opowiem, to jest to, co się dzieje między wierzącymi ludźmi. To jest dokładnie to, co Jezus powiedział - zabijmy Go, usuńmy Go spośród nas i posiądźmy wieczność z Bogiem bez Jezusa. Weźmy dziedzictwo bez Jezusa. To się dokładnie dzieje! Zabijany jest Jezus codziennie przez wierzących ludzi, żeby nimi nie władał i nie rządził, gdyż oni chcą rządzić sami sobą, ale nie zrezygnują z wieczności. Nie mówią - to ja rezygnuję z Chrystusa i wieczności. Nie! Rezygnują z Chrystusa, ale nie z wieczności. Mówią - ja mam dalej wieczność, ja jestem wierzącym, wierzącą, do mnie należy Niebo, bo Bóg powiedział, kto wierzy będzie ze Mną, ja wierzę, będę z Bogiem! A gdzie Jezus?! Czy nie jest zabity, żeby nic nie mówił, że by nie zwracał uwagi, żeby człowiek mógł sobie żyć po swojemu? Ilu wierzących codziennie zabija Jezusa, żeby żyć dla siebie?! A ilu zabija siebie na krzyżu, żeby żyć dla Jezusa? Zwróciliście uwagę jak to odeszło daleko od prawdy. Ludzie nawet nie myślą o tym, że ich charakter nie pasuje w ogóle do zboru? Wieloletni chrześcijanie mają dalej swój charakter! Nieukrzyżowany charakter! To nie pasuje! A powinno to być już ukrzyżowane, Chrystus powinien być uwielbiony, a nie zabity Chrystus, bo ja mam charakter. Charakter mieli ci, którzy stali pod krzyżem i krzyżowali Bożego Syna. Ukrzyżuj Go! Krew Jego na nas i na nasze dzieci! Mieli charakter? Mieli charakter, ale co to był za charakter? A co powiedział Jezus? Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią.
Gdy wierzący ludzie zabijają Chrystusa zamiast ukrzyżować siebie, zaprawdę nie wiedzą co czynią, bo tak naprawdę sami spychają siebie do gehenny i będzie to tragedia, kiedy wróci Chrystus i wtedy On powie nigdy was nie znałem, nie chcieliście bym nad wami władał. To właśnie jest to tutaj, nie będzie władał nad nami, zabijmy Go, a dziedzictwo będzie nasze.
Nie radzę ci to robić, bo jak zabijesz Jezusa, nikt cię nie uratuje. Najlepszy zbór cię nie uratuje, nikt cię nie uratuje. Tylko Jezus może cię zbawić. Jeżeli będziesz Go zabijać codziennie, żeby żyć po swojemu, to zginiesz w gehennie, ale jeśli będziesz krzyżować siebie, zabijać siebie, żeby Jezus żył w tobie, będziesz w domu Ojca. Jezus jest cenniejszy i ważniejszy.
Gdy przychodzisz do zboru, musisz pamiętać - nie zabijaj Chrystusa w swojej codzienności. Nie usuwaj Go ze swojego życia, nie wnoś tu siebie. Można to zrozumieć, gdy człowiek się nawraca. Można to zrozumieć, gdy człowiek się nawraca i nie rozumie. Ale kiedy się chrzci, już nie można tego zrozumieć. Po to się ochrzcił, żeby nowe życie prowadzić, a nie po to, żeby dalej prowadzić stare. Nie można już tego zrozumieć, bo człowiek dostał prawo bycia dzieckiem Bożym, dostęp do stołu Pańskiego i dalej odpychać Chrystusa? To po co korzystał ze śmierci Chrystusa, skoro dalej chce żyć dla siebie. To jest bez sensu. To jest oszukane.
Usuńmy więc siebie, nie Chrystusa. Niech żyje Chrystus, nie my. Nie przynośmy tu siebie, przychodźmy tu dzięki Jezusowi. To jest niesamowita chwała zwycięstwa. Wtedy mamy jedność, bo Jezus łączy nas i możemy wygrywać.
Dwudziesty rozdział Ewangelii Mateusza, od 24 wiersza.
"A gdy to usłyszało owych dziesięciu, oburzyli się na dwóch braci, ale Jezus przywoławszy ich rzekł: wiecie, iż książęta narodów nadużywają swojej władzy nad nimi, a ich możni rządzą nimi samowolnie. Nie tak ma być między wami" - nie tak ma być między wami, nie wnoście tego do zboru - "ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym i ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym" - a nawet wszystkich, w innym miejscu - "podobnie jak Syn Człowieczy nie przyszedł aby Mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu".
Nie przynoś tutaj swoich rządów, Nie przynoś swojej władzy. Władza, to znaczy że ty możesz żyć jak chcesz. To jest twoja władza. Ta władza jest nierozsądna i nie rozumie, że za to będzie skazana na gehennę. To jest władza, która pozwala sobie na czynienie tego, czego Bóg nie pozwala, ponieważ ma władzę, ale ta władza trwa do sądu i koniec, i gehenna. Władza Pana Jezusa Chrystusa trwa wiecznie. Wszyscy, którzy Jemu ulegną, żeby On władał, wygrają.
Pamiętacie, Juda pisze - wypierają się władzy Jezusa nad sobą. Chodzi o to, żeby pamiętać - nie żyjesz samowolnie, bo masz władzę nad sobą. Nie jesteś władzą, ale masz władzę nad sobą. Tą władzą na tobą i nade mną jest Chrystus Jezus. On jest Głową całego swojego Ciała, a ty jesteś cząstką Jego Ciała, a On włada każdą swoją cząstką. Amen, czy nie? Czy my jesteśmy świadomi, że taka jest prawda? Jeżeli my sobą władamy, nierozumni jesteśmy, bo nasza władza jest głupia! Uzurpujemy sobie prawo do robienia głupot i myślimy, że nie będziemy za to odpowiadać. Lekceważymy czas nawiedzenia i wydaje nam się, że nie będzie źle. Rozumiecie jaka to jest głupia władza? Żyję dla siebie, a nie dla Chrystusa, bo mam władzę żyć dla siebie. No mam władzę, mogę iść, mogę w świecie żyć, grzeszyć, mam władzę! Ale ta władza zaprowadzi mnie do gehenny i nie chcę takiej władzy! Chcę władzy Jezusa, która pozwoli mi żyć według woli Ojca i wprowadzi mnie do wieczności. Dlatego wielu grzeszników pośród wierzących ludzi nie chce władzy Chrystusa, bo On nie zgadza się na grzeszenie. Nawet do tej kobiety, którą złapano na jawnym cudzołóstwie powiedział Ja cię nie potępiam, ale idź i więcej nie grzesz! Nie rób tego już więcej! To jest władza! Ona jeśli się poddała władzy Jezusa, wygrała. Ale jeśli znowu przejęła władzę, to poszła dalej robić to i zginęła! Oby nie było tak, oby zrozumiała, że władza Jezusa jest niesamowita - mogę ci przebaczyć, mogę cię nie potępić i daję ci prawo - idź i więcej tego nie rób. To jest niesamowita władza! On ma moc uczynić to.
Nie powinniśmy tutaj wnosić naszej władzy. Nasza władza powoduje to, że nie mamy jedności, bo każdy z nas włada sobą, każdy ma to co chce. To mnie się podoba, a to mnie się nie podoba, rozumiecie? To wszystko nie może się znaleźć w jedności. Ktoś się uraża na tego, ktoś się uraża na tamtego. Ktoś ma takie zdanie o kimś. Władza, władza, władza może decydować, władza może się urazić, władza może odejść, władza może zostać. Co ta władza chce, co tam sobie wymyśli i to sobie zrobi. Kto mi co zrobi, ja jestem panem swojego życia, panią swojego życia. To jest głupia władza, ale jeśli władza Chrystusa jest nad tobą, to wtedy już tu nie przynosisz swojej władzy. Niesamowita chwała wchodzi wtedy przez ciebie do zboru. Przychodzi wolność Chrystusowa, mogę czynić dobro braciom i siostrom, mam władzę. To jest dobry pasterz Jezus Chrystus, Syn Boży i Syn Człowieczy.
Nie wnośmy tutaj naszej władzy. W wielu miejscach mógłbym czytać jak to jest mocno rozbudowane z tą władzą, aby tego tutaj nie wnosić.
Pierwszy List do Koryntian, 3 rozdział i 3 wiersz.
"Jeszcze bowiem cieleśni jesteście, bo skoro między wami jest zazdrość i kłótnia, to czyż cieleśni nie jesteście, i czy na sposób ludzki nie postępujecie".
Nie można tego - cielesności do zboru przynosić. Człowiek musi zacząć uciszać się, uspokajać się, radować się w Panu. Normalna społeczność, normalne bycie razem przed Bożym Obliczem.
Piąty rozdział, 1 wiersz.
"Słyszy się powszechnie o wszeteczeństwie między wami i to takim wszeteczeństwie jakiego nie ma nawet między poganami, mianowicie, że ktoś żyje z żoną ojca swego".
Tak się działo, możliwe że i dzieje się teraz. Różne rzeczy potrafią się dziać. Tego nie wolno wnosić między wierzących ludzi. To jest zakazane.
Drugi List do Tesaloniczan, 3 rozdział, 11 wiersz.
"Albowiem dochodzą nas słuchy, że niektórzy pomiędzy wami postępują nieporządnie, nic nie robią, a zajmują się tylko niepotrzebnymi rzeczami".
Nic nie robią, tylko zajmują się niepotrzebnymi rzeczami, tego też nie wolno wnosić. Zajmuj się tym, co pożyteczne, co dobre, co buduje - tym się zajmuj. Ratuj się póki jest czas. Pamiętaj, że twoja władza pozwala ci postępować jak chcesz, Chrystusowa nie pozwala ci na to, mówi - władcy tego świata władają niesprawiedliwie. Kiedy ja rządzę, nigdy nie będzie to sprawiedliwe, kiedy ty - też nie. Kiedy Chrystus - będzie sprawiedliwie, wtedy wygramy, bo będziemy sprawiedliwi dzięki Chrystusowi. Pan sprawiedliwością naszą.
List Jakuba, 4 rozdział, 1 wiersz.
"Skądże spory i skąd walki między wami? Czy nie pochodzą one z namiętności waszych, które toczą bój w członkach waszych".
Dalej nie ma porządku w człowieku i ten człowiek przynosi ten bałagan do zboru. Nie jest uporządkowany, nie ma pokoju, nie ma łagodności, nie ma cichości. Cały czas jest tam gwar, różne rzeczy się zdarzają w tym człowieku i ten człowiek przychodzi z takim czymś kolejny rok i kolejny rok. A tak być nie powinno.
Nie powinniśmy przynosić różnych rzeczy. Nie powinniśmy przynosić starych nauk, starych sposobów mówienia, starego sposobu rozwiązywania różnych spraw. To wszystko powinno być zakończone. Nie powinniśmy pozwalać nauczać się nieprawdy. Apostoł Paweł mówi, że kto naucza inaczej niż on, jest przeklęty. Jan mówi - wystrzegajcie się tych, którzy uczą, że Jezus nie przyszedł w ciele na tą ziemię, nawet ich nie pozdrawiajcie.
A więc nie wolno tego wnosić między wierzących ludzi - obcych nauk, obcych sposobów, obcych spostrzeżeń, obcych rozwiązań. Pan rozwiązał wszystkie sprawy, On jest władzą naszą. Jeżeli o tym będziemy pamiętać, to nie będziemy się bawić w donosicieli do zboru po kryjomu, tylko będziemy słuchać co mówi Pan i będziemy chcieli porządku Bożego, jaki obowiązuje w zborze. To chroni zgromadzenie.
Pozostał nam punkt - co powinniśmy wnosić i tym punktem zajmiemy się wieczorem.
Amen.

