14 02 2025 wieczorne Marian – I wyśmiali Go - i wpadli w wielkie osłupienie
14 02 2025 wieczorne Marian – I wyśmiali Go - i wpadli w wielkie osłupienie
Chwała Bogu. Z pomocą Pana będziemy chcieli dzisiaj dalej rozmawiać o naszej podróży do nieba. Już nie tylko gdzieś tam z miasta do miasta, ale z ziemi do nieba i to na zawsze do nieba. Nie tylko odwiedzić dom Ojca, a potem z powrotem, tylko już na zawsze w doskonałym miejscu wiecznej chwały, na nowej ziemi, w nowym niebie. Jesteśmy więc w podroży, musimy nauczyć się co jest nam potrzebne w tej podroży, a co niepotrzebne, żeby nie obciążać się niepotrzebnie czymś, co by odciągnęło nas od celu tej podróży. Od chwili kiedy staliśmy się wierzącymi, musimy cały czas rozsądzać czy ta rzecz będzie mi potrzebna, czy niepotrzebna. Nieraz może szukamy czegoś i ileś rzeczy będziemy musieli wyrzucić, bo okaże się, że nabyliśmy coś, co jest niepotrzebne. Nie będziemy tego liczyć, bo wydaliśmy jakieś pieniądze, no to szkoda. Po prostu usuniemy to, bo szkoda jest większa gdy coś jest nieprawdziwe i to nieprawdziwe zrobi komuś krzywdę na wieczność. Lepiej stracić coś co tu na tej ziemi ma jakieś znaczenie, jakąś wartość.
Obserwując dzieje ludzkości, widzimy pewnych ludzi, którzy uwierzyli Bogu; o tych ludziach powiedziane jest, że oni chodzili z Bogiem. I widzimy ludzi, którzy nie uwierzyli Bogu i chodzili bez Boga na tym świecie. Widzimy olbrzymią różnicę między jednymi i drugimi. Ci, którzy chodzili z Bogiem, wierzyli w Boga i wierzyli Bogu, prowadzili inne życie niż ci, którzy żyli bez Boga na świecie. Ich życie różniło się, ich życie rozwijało się, było coraz bardziej jasne, przejrzyste, było coraz wyraźniej widać, że ten człowiek nie należy do tego świata. A cały problem ludzkości polegał na tym, że ludzie nie wierzyli Bogu, że tak może być jak Bóg powiedział. Stale podważali czy to w ogóle jest możliwe. Mieli wyjść z Egiptu. Chwila naprężenia. Faraon stawia opór i już zaczęli narzekać, mówić: Czyż nie mówiliśmy ci, że lepiej jest nam tu, niż mielibyśmy gdzieś wyruszać. Mojżesz też już stanął przed Bogiem i mówi: Dlaczego Tyś mnie tu posłał, bo zamiast lepiej, jest gorzej.
Ale my wiemy, że gdy uwierzyliśmy, to w naszym życiu wokół stało się gorzej ale w nas stało się lepiej. I to samo było wtedy w Egipcie. Wokół stało się gorzej ale w nich było lepiej, bo oni mogli słyszeć, co Bóg ma im do powiedzenia. A jednakże Bóg musiał wyprowadzić ich stamtąd mocarną prawicą, bo inaczej by stale opierali się i opierali. I kiedy stanęli przed Morzem Czerwonym a z tyłu faraon ze swoimi wojskami, znowuż było słychać ten sam głos: Czy nie lepiej było nam zostać, niż tutaj mamy zginąć? I widzieli znowu swoje możliwości i myśleli o sobie, a nie myśleli o Bogu, który pokazał już w Egipcie jak może okazać Swoją moc i Swoje działanie na najpotężniejszym władcy tutaj na ziemi. Jakby cały czas było za mało i za mało. Człowiek doświadczał czegoś wspaniałego i cały czas było za mało. Mojżesz też padł przed Bogiem i Bóg mówi: Wstawaj, módl się. I Bóg rozdzielił Morze Czerwone na części, i ludzie przeszli suchą stopą przez morze. Kiedy słyszeli szum wody, narzekali, jęczeli. Kiedy zobaczyli przejście, byli pod wrażeniem i pewnie tylko to, że z tyłu był faraon i wojska, i rychła śmierć, podjęli decyzję, żeby wejść w te wody i iść na drugi brzeg. Gdy przeszli na drugi brzeg, radowali się, cieszyli się. Morze zamknęło się, wróg przestał być niebezpieczny. Ale za chwilę pojawiła się kolejna przeszkoda i znowuż narzekali.
Czy to jest taka też nasza historia dzisiejszych wierzących ludzi? Czy tylko prehistoryczne dzieje ludzkości, które około cztery czy pięć tysięcy, czy sześć tysięcy lat temu ludzie coś takiego tam przeżywali? Czy to nie ciągnie się tak i z pokolenia w pokolenie dzieje się dokładnie to samo? Z czego to wynika? Człowiek nadal swoimi siłami ocenia możliwości Boga i ustala co Bóg może uczynić, a czego Bóg nie może uczynić. Znowu zaczyna się to samo. Kiedy mieli wejść do ziemi obiecanej, zobaczyli te potężne warownie, tych wielkich ludzi i już ocenili, że nie ma szansy, to jest porażka. Podczas gdy Bóg powiedział: Wchodźcie i wygrywajcie. Bóg więc był gotów wyruszyć pośród nich aby dać im zwycięstwo. Ale oni oceniwszy to, wycofali się. Tylko dwóch z pośród nich twierdziło prawdziwie, że jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam? Kolejna przeszkoda i znowu człowiek powtarza to samo, zaczyna oceniać to cieleśnie i zaczyna chwiać się, zaczyna zastanawiać się a za co, co ja takiego zrobiłem, czy zrobiłam.
To, że wyszliśmy, żeby iść do nieba, już wystawiło nas na doświadczenie. Nie musieliśmy nic złego zrobić, żeby diabeł zaczął nas atakować, musieliśmy zacząć robić coś dobrego. Mamy więc to samo podobieństwo, to samo doświadczenie w dzisiejszych czasach. Różne doświadczenia stają na naszej drodze. Jak my się teraz zachowamy? Czy będziemy mieli w sercu to, co Bóg uczynił z nami już wcześniej, czy znowu ocenimy wydarzenie naszymi zmysłami i powiemy: No, to nie da rady, to niemożliwe, żeby mogło się tak stać. Czy wszystkie twoje grzechy zostały ci przebaczone? Kiedy przyjąłeś czy przyjęłaś Ofiarę Jezusa Chrystusa za swoje grzechy, czy jesteś pewnym, że wszystko zostało ci przebaczone? Czy może wątpisz i nie wiesz czy wszystko zostało ci przebaczone? Ale tutaj raczej nie ma problemów. Większość wierzy, że wszystko zostało przebaczone, bo to takie przyjemne. Ale potem wierzyć, że wszystko przed nami jest możliwe do wykonania według woli Boga, bo Bóg jest z nami, to później już jest inaczej. Tu Bóg mógł przebaczyć nam wszystkie grzechy, takie, które sami zastanawialiśmy się, czy można było nam przebaczyć, a tam niepewność.
Mamy olbrzymi problem, bo jeśli nie wierzymy, że Bóg to, co zaczął, ma moc i dokończyć, to w pewnym momencie życia wierzących ludzi, zaczną się wielkie problemy z posłuszeństwem, z wiernością, z oczekiwaniem i ze zwycięstwem. Coraz częściej będą porażki, przegrane, będzie głoszone niedowiarstwo, obawa, niepewność. Bóg wyprowadził Izraela na pustynię po to, żeby nie bali się. Niesamowite, co? Wyprowadzić tak potężny naród, gdzie nie ma jedzenia ani picia po to, żeby nie bali się. Bóg chciał im okazać to, że On tam zaopiekuje się nimi, tam gdzie niemożliwe jest, żeby tak zaopiekować się tymi ludźmi. Pamiętacie Mojżesza. Bóg mówi do Mojżesza: Będą jedli mięso. A Mojżesz mówi: Boże, a skąd tyle tych jałówek, czy owiec? Tyle ludzi, kto sprowadzi tu tyle mięsa? Mojżesz myślał w ten sposób: Krowa, owca, koza, a Bóg miał przepiórki. I Bóg mówi: Zobaczysz Mojżeszu, że będzie tak jak powiedziałem. Ten potężny Boży sługa był więc też niepewny. Jak to Bóg zrobi? Rozumiecie, przeszli przez Morze Czerwone i raptem ten sam Mojżesz, który podniósł ręce i morze rozstąpiło się, mówi do Boga: Boże, ale jak to może się stać? Mógłby powiedzieć: To jest niemożliwe, Boże. On tylko myślał: Ale jak to może się stać, żeby tyle tego mięsa znaleźć tu na pustyni, gdzie jedynie skorpiony i jaszczurki, czy inne stworzenia żyją, funkcjonują? Później też: Czy z tej skały Bóg może wydobyć wam wodę?
Jak my musimy być czujni, uważać, żeby w tym podążaniu do domu Ojca, nie wątpić, nie być ludźmi niepewnymi, tak jakby Bóg zaczął, a my musimy dokończyć to. I wtedy my oceniamy sytuację, mówimy: Nie, to my wycofujemy się, to jest zbyt ryzykowne, można by było nawet życie stracić. A Pan mówi, że kto by stracił życie dla Niego, ten je zyska. Zupełnie inaczej więc mówi Pan niż nasza logika, niż podpowiada nam nasz rozum. Czy zdajesz sobie sprawę, że jesteś w wielkim doświadczeniu? Paweł mówi w Liście do Koryntian, że to przyszło na nich dla nas do pouczenia, abyśmy my dzisiaj nie robili tego samego co oni i nie podważali prawdomówności Boga, tylko byli ludźmi, którzy wierzą Bogu i mówią: Ja mogę nie widzieć możliwości, ale Ty Boże, jesteś Bogiem, który czynisz wszystko, co zechcesz, u Ciebie nie ma niczego niemożliwego. Czy mamy taką pewność w sercu, że skoro przebaczył nam nasze grzechy, to może też napełnić nas życiem Swojego Ukochanego Syna Jezusa Chrystusa? Czy mamy taką samą pewność, że jak zakończył nasze grzeszne życie, tak samo mógł rozpocząć nasze czyste, święte życie? I czy On może utrzymać je w takim stanie, w jakim ono powinno być, żeby ono mogło wejść do Jego domu? Wiecie, po jakimś czasie Bóg przestaje być atrakcyjny, przestaje być ciekawy. Ludzie tracą ciekawość Boga i zaczynają kręcić się koło innych rzeczy, bo one są ciekawe. Człowiek ogólnie jest ciekawym, ciekawskim i chce wiele rzeczy wiedzieć. I Bóg chce, żeby tą ciekawość wykorzystać w poznawaniu Boga i Jego Syna Jezusa Chrystusa. To jest zbawienie, to jest uratowanie. Żeby być ciekawym Boga, poznając Boga, żeby nauczyć się chodzić z Bogiem w taki sposób, żeby można było widzieć jak On wszystko wspaniale czyni. Człowiek, który nie widzi cały czas Boga w działaniu, ten człowiek szybko będzie wracać do starej natury, bo tam umie być ostrożny, przebiegły, przebiegła, umie wyprzedzać pewne rzeczy, żeby nie wpaść w jakiś kłopocik, czy coś; tam człowiek umie poruszać się. Jeżeli człowiek straci tą radość należenia do Boga, szybko wraca do swego ziemskiego sposobu rozsądzania i według tego sposobu rozsądza swoje życie. Wiecie, że ci ludzie są jak ci Izraelici, którzy idąc na pustyni, zwątpili w Boga? I oni przestali już wierzyć, że Bóg może wszystko uczynić. Zaczęli kombinować po swojemu i wtedy z tego chrześcijaństwa tworzy się taka karykatura. Nie ma tam ani świętości, ani radości, ani pokoju. To wszystko jest zagubione. Człowiek próbuje sam stworzyć taki obraz, że to jakieś życie chrześcijańskie funkcjonuje.
Kiedy czytamy Biblię, to nie jest to Słowo do filozofowania, to nie tak, że iluś filozofów spotyka się i oni podchodzą filozoficznie. To jest Słowo do życia. To jest niesamowite, że Biblia dlatego jest tak trudna, bo jest Słowem do życia. Wszystkie te książki, bajki, opowieści są zbieraniną różnych fantazji. A tu jest proste Słowo do życia i dlatego ludzie nie rozumieją tego Słowa, bo chodzi o życie. A jak może chodzić o życie? ‘Chcę poczytać sobie coś ciekawego’, a tutaj Księga, która mówi mi jak mam żyć i mówi jak to jest możliwe. Jeśli będę wierzyć, że to Bóg kazał napisać to Słowo i będę wierzyć, że skoro On kazał napisać, to też i On to uczyni, to ja będę chciał tak żyć. Dlatego Jezus mówił: „Kto zachowa Słowo Moje, śmierci nie ujrzy na wieki”. Zachować, to znaczy korzystać z tych Słów. Czy rozumiesz? My też jesteśmy w wędrówce. Mamy o wiele trudniej niż ci na pustyni. Więcej jest różnych ataków, kombinacji, prób przejęcia władzy z powrotem przez diabła, czy przez logikę, rozum, cokolwiek. I my musimy temu wszystkiemu dać odpór. Musimy uznać, że jeżeli my znowu weźmiemy swoje zbawienie w swoje ręce, to my szybko przepuścimy je za coś tam. Ale jeśli nadal będzie to Jezus Chrystus i On będzie naszym zbawieniem i Jego życie będzie naszą drogą zbawienia, to my nie będziemy chcieli przejąć tego naszego zbawienia w swoje własne ręce. Będziemy uważali: Panie, Ty działaj, Ty pracuj. Czy będę szedł przez ciemną dolinę, czy będę szedł przez jakieś niebotycznie wysokie góry, jakkolwiek, Panie, Ty jesteś ponad tym wszystkim. Niesamowita chwała jest dla wierzącego człowieka. Tak chodził Noe. Noe dowiedział się, że będzie potop. Noe nie chodził po wszystkich filozofach tamtych czasów, nie pytał się: Słuchajcie, czy wy wiecie co to jest potop? Każdy filozof wymyślałby wtedy co to jest potop; a może potop to jest to, albo tamto. Ale Noe wiedział, że to jest to, co powiedział Bóg, że wody zaleją całą ziemię. I Noe posłusznie budował arkę, nie widząc żadnego potopu. Kiedy zbudował arkę, wszedł, Bóg zamknął arkę i zaczął padać deszcz. Ludzie mogli widzieć; co ten Noe robi w tej arce; może śmiali się, drwili. Noe wiedział, że będzie potop, on nie miał wątpliwości.
I na tym polega wiara, że ona zwycięża wszystkie wątpliwości, które diabeł chciałby podstawić, żeby człowiek zaczął się szamotać. Czy rozumiesz, że wyszedłeś, czy wyszłaś w wędrówkę do nieba, a tam musimy trafić jako święci, czyści i nieskalani. Tu na ziemi jedynie jest czas na to, żeby oczyszczać się poprzez te doświadczenia, na które napotykamy, uświęcać się, nie brudzić się. Oczyszczać się od tego, co my byśmy zrobili bez Boga. My byśmy to zrobili, ale my tego nie zrobimy dlatego, że wiemy po co my tu żyjemy. Wybierzemy dobro, a odrzucimy zło. Przez długie używanie tym bardziej człowiek uczy się jak wybierać dobre a odrzucać złe. Idziemy w ważnym kierunku. To nie jest jakiś tam kierunek: A pójdziemy sobie, może kiedyś będzie jakieś inne lepsze miejsce. Nie ma lepszego miejsca jak dom Ojca. Niech to będzie w sercu naszym jako coś najbardziej godnego powołania, że Bóg wezwał nas do Swego domu w Swoim Synu. I żeby tam dotrzeć, my potrzebujemy uwierzyć temu, co powiedział do nas Jezus Chrystus, w jaki sposób można tam dotrzeć. Jak powinniśmy żyć między sobą, idąc w tym kierunku. Wszystko zostało tu powiedziane, w tej Księdze to wszystko jest zapisane. Kiedy Jezus chodził po ziemi, dokładnie wykładał wędrówkę Swojego ludu, Swojego Ciała tu na ziemi w drodze do wieczności. Dokładnie wykładał jak będą szli, w jaki sposób mają ze sobą funkcjonować i uczył ich tego wszystkiego. I dobrze by było gdyby ta instrukcja, której udzielał Jezus Chrystus, apostołowie i prorocy napełniała nasze codzienne myślenie, żebyśmy rozsądzali nie poprzez stare sposoby, tylko poprzez to, co powiedział do nas Pana Jezus. Ażeby tak było, to zgromadzenia muszą spotykać się po to, żeby czytać Biblię, łamać chleb, budować się nawzajem chwaląc Boga za Jego łaskę. I wtedy jest prawidłowość, bo wtedy my wiemy po co przyszliśmy; nie żeby odbyć akt religijny, tylko dać dalej pouczyć się w tych sprawach, które są ważne.
Podoba mi się postawa tych Bożych ludzi. Jednym z nich jest właśnie Erazm z Rotterdamu, który będąc uznany za jednego z bardziej światłych ludzi tu na ziemi, mówił, że on siebie tak nie uważa. Jeżeli ktoś chciałby i miałby podstawę, żeby go pouczyć, on z chęcią posłucha tego kogoś. On nie będzie walczyć, jeżeli ktoś lepiej wie od niego jak to ma być. Niesamowity spokój, bez walki, bez niczego; jeżeli wiesz lepiej, powiedz mi, ja z chęcią posłucham. I całą wojnę o to kto lepszy masz totalnie rozbitą; jeżeli wiesz lepiej ode mnie, powiedz mi, ja z chęcią to przyjmę. Niesamowite zwycięstwo nad puszeniem się; ja jestem największy, najlepszy, tylko moje zdanie się liczy, itd. I tak dzieje się w ludziach, w których działa Duch Boży, bo wtedy widać, że ten człowiek nie tyle myśli o sukcesie, tylko o tym, żeby znać prawdę i według tej prawdy poruszać się, żeby nie zgubić drogi. Jest to więc bardzo ważne. I tak mówiła spora większość – Hus, nie wiem czy to też Wiklif, czy nie; jeżeli udowodnicie mi ze Słowa Bożego, że jest inaczej, to ja zostawię to, co mówię i będę wierzyć tak jak jest w Słowie Bożym. A jeśli nie możecie udowodnić, to nadal będę wierzyć tak jak ja to czytam. Takie proste rzeczy tych Bożych dzieci, że one nie były ambitne, honorowe, tylko udowodnij mi ze Słowa Bożego, że tak jest. Jeżeli udowodnisz mi ze Słowa Bożego, że tak jest, w porządku, ja to przyjmę. Ale jeżeli nie możesz mi udowodnić, a każesz mi wierzyć tak jak mówisz, to ja nie będę żyć tak jak ty mówisz, bo dla mnie Słowo Boże jest wyznacznikiem wiary, a nie autorytet ludzi, którzy uznaliby, że oni lepiej wiedzą od Słowa, co ma być. Jeżeli uznajemy więc, że to Słowo Boże jest wyznacznikiem tego jak powinniśmy żyć, to nasze spotkania powinny charakteryzować się uczeniem się Słowa Bożego i sprawdzaniem czy ja tak dzisiaj żyję. Ten który mówi, musi mieć świadomość tego, że wie o czym mówi, a ci którzy słuchają, muszą mieć świadomość tego czy słuchają i są gotowi uczynić to, co mówi Słowo Boże. Wtedy jest to prawidłowe, bo inaczej to zamienia się w coś takiego, że ktoś mówi a i tak nie czyni tego, ludzie słuchają a i tak tego nie czynią. Wszystko stało się tylko takim rytuałem, który odbywa się, odbywa się, ale każdy i tak żyje po swojemu.
A my nie dość, że mamy wrócić do domu Ojca, mieć czyste szaty, oczyszczać się, uświęcać się, bo mamy wrócić tam czyści, święci, nieskalani, to jeszcze mamy wroga, który stale chciałby napaskudzić nam między nami. Mamy więc różne doświadczenia tak jak oni mieli na pustyni; my jeszcze bardziej, ale oni też tak mieli. Mieli kusiciela, narzekaczy – ‘a ten Mojżesz, on sam nas prowadzi, on nie wie, nie zna drogi, to nie Bóg nas prowadzi, to on. Mojżeszu, gdzieś ty nas zaprowadził, zobacz, nic nie ma’. A potem: ‘O, jak dobrze, że jest ten Mojżesz’, kiedy była gorzka woda i raptem jest słodka woda; już mogli się napić. Mojżesz wtedy przydał się. Ale do narzekania, to Mojżesz, do korzystania, to Mojżesz. Taki obiekt po prostu, że można na nim coś powiesić i skorzystać jakoś z tego, a sami potrafili albo narzekać, albo cieszyć się, różnie to wyglądało.
Jesteśmy więc w wędrówce i bardzo wiele zależy od tego czy my wierzymy temu, co mówi Pan Jezus Chrystus. Czy zgodnie z tym chcemy żyć, postępować. Bo jeśli nie, to niestety miniemy się i kiedy przyjdzie wejść do nieba, nas tam nie będzie. Tak samo jak przyszedł czas kiedy doszli do Jordanu, trzeba było wejść do ziemi obiecanej i okazało się, że oni nie wierzyli Bogu. Bóg mówi: Ile razy ten lud będzie Mnie jeszcze doświadczać? Ile razy jeszcze będą postępować wbrew temu, co do nich mówię? Tłumaczył im: Sześć dni będziecie zbierać mannę, siódmego dnia odpoczniecie, nie będzie manny. No to nazbierali więcej, to zalęgły się im robaki, poszli szukać manny. Stale więc zwątpienie, takie słuchanie Boga i podważanie Jego prawdomówności.
Czy zdajesz sobie sprawę, czy ja czy ty, że mamy to już wygrane. Czy my już jesteśmy wierzącymi Bogu we wszystkim? Pamiętacie jak było z tym opętanym chłopakiem, jak ten ojciec mówił: A czy Ty możesz? Wszystko jest możliwe dla wierzącego. Przydaj mi wiary. Rozumiecie, czy my wyglądamy na ludzi, którzy wierzą w Boga? Czy nasze decyzje wyglądają na decyzje ludzi, którzy wierzą w Boga? Czy nasza mowa wygląda na mowę ludzi, którzy wierzą w Boga, którzy są pewni, że co On powiedział, to też tak się stanie? Czy nasza mowa przypadkiem nie zamieniła się w mowę niepewną, zwątpiałą, podważającą Jego autorytet? A potem jak się podważa autorytet Boga, to potem podważa się po kolei autorytet wszystkich, i Pana Jezusa i apostołów, i proroków, i ludzi, którzy by mówili prawdę. Później jest już łatwo: A, on tam mówi, a każdy i tak żyje po swojemu. No i cóż? Czy rozumiesz, że to jest wojna o twoje wieczne szczęście? Niech nigdy nie opuści nas ta myśl. Jezus przyszedł aby dać nam świadomość wiecznego szczęścia, wiecznego życia z Bogiem i On chce, żebyśmy mieli to w sercu, żebyśmy zgodnie z tą instrukcją zbawienia postępowali, którą On nam udzielił i abyśmy nauczyli się być razem. Dzięki Bogu, że Duch Święty jest dalej i rozjaśnia sposób myślenia, ale my zdajemy sobie sprawę, że to ciało potrzebuje krzyża. Jak nie dasz mu krzyża, to ono będzie jak taki piskorz, próbując ci się wymsknąć i zrobić ci coś złego, żeby spaskudzić ci ten dzień. A jeśli będzie ukrzyżowane, wtedy nie wyskoczy już, wtedy nie będzie już wtrącać się w te czyste sprawy. To czego my musimy nauczyć się, to poważnego traktowania Boga. Ja mogę nie umieć tego zrobić w tej chwili, ale nie mogę wątpić, że Bóg umie to zrobić. I wiele może modlitwa sprawiedliwego, człowieka, który nie w sobie znajduje siły, ale w Bogu znajduje siły do wszystkiego, w Panu Jezusie Chrystusie.
Ewangelia Marka 5, 38-43: „I przyszli do domu przełożonego synagogi, gdzie ujrzał zamieszanie i płaczących, i wielce zawodzących. A wszedłszy, rzekł im: Czemu czynicie zgiełk i płaczecie? Dziecię nie umarło, ale śpi. I wyśmiali go. Ale On, usunąwszy wszystkich, wziął z sobą ojca i matkę dziecięcia i tych, którzy z nim byli, i wszedł tam, gdzie leżało dziecię. I ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł jej: Talita kumi! Co znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań. I zaraz dziewczynka wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I wpadli w wielkie osłupienie i zachwyt.” Śmiali się, za chwilę wpadli w osłupienie; jak wariaci, raz się śmieje, raz zachwycony. Nigdy nie wiesz co będzie mieć w tej głowie. Najpierw śmiali się a potem byli zachwyceni. Myślę, że niewiele zmieniło się ich życie. „I przykazał im usilnie, aby się o tym nikt nie dowiedział. I powiedział, aby jej dano jeść.”
Taki więc jest człowiek. Kiedy Jezus mówi, człowiek śmieje się. Pamiętacie jak Sara dowiedziała się, że będzie miała potomka. Co ona miała takiego? Śmiała się. A kiedy zostało jej to ujawnione, to co powiedziała? Nie śmiałam się. A przecież wiedziała, że się śmiała, dla niej było to śmieszne. Kiedy weźmiesz Abrama: A, to już niech będzie chociaż z tego pierwszego syna, może to już wystarczy. Bóg mówi: Nie, Sara urodzi ci syna. Abram patrząc, w pierwszym momencie też myślał: Nie, to niemożliwe. Zawsze gdy Bóg coś mówi do nas, wydaje się niemożliwe. Kiedy Pan Jezus powiedział do Piotra: Wyjdź z łodzi i chodź, wydawało się niemożliwe. A jednakże Piotr wyszedł i chodził. Dopóki wierzył patrząc na Chrystusa, szedł.
Co my więc chcemy osiągnąć? Nasza droga prowadzi do Boga. Bez wiary nie można podobać się Bogu, a wiara jest ze słuchania tego, co mówi Bóg. I teraz my – czy my zdążymy nauczyć się instrukcji? Nad tym może należałoby bardziej pomyśleć, przemyśleć. Czy my mamy wystarczającą ilość czasu, żeby zmarnować go tu i tam, nie ucząc się instrukcji codziennego życia? Żeby wiedzieć w jaki sposób postąpić, jak Pan Jezus chce abyśmy postępowali. I potem biegną lata, widzisz chrześcijan i ci chrześcijanie zamiast wzrastać, oni karłowacieją. Powodem jest nieposłuszeństwo Słowu Bożemu. Niech dobry Bóg ma pieczę nad nami i niech Jego Duch prowadzi nas nieustannie w uwielbieniu Jezusa, abyśmy wygrali, abyśmy przeszli przez te wszystkie wydarzenia i okazali się zwycięzcami. Sami zresztą znacie mnóstwo faktów, które opisane są w Biblii czy ze swojego własnego życia, kiedy wierząc wytrwaliście i byliście tak szczęśliwi, wdzięczni Bogu; kiedy jeszcze wcale nie było widać zwycięstwa, już mieliście radość. Czy kiedy człowiek zwątpił, przestraszył się i zaczął szukać zabezpieczenia po ludzku.
Ewangelia Jana 2, 18-22: „Wtedy odezwali się Żydzi, mówiąc do niego: Jaki znak okażesz nam na dowód, że ci to wolno czynić? Jezus, odpowiadając, rzekł im: Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni ją odbuduję. Na to rzekli Żydzi: Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty w trzy dni chcesz ją odbudować? Ale On mówił o świątyni ciała swego. Gdy więc został wzbudzony z martwych, przypomnieli sobie uczniowie jego, że to mówił, i uwierzyli Pismu i słowu, które wyrzekł Jezus.” Wiecie, to wyglądało tak troszeczkę inaczej. Musiało jeszcze co nieco wydarzyć się, żeby oni uwierzyli, że to rzeczywiście jest prawda. Kiedy Pan Jezus zmartwychwstał, niewiasty przyszły od grobu i mówią: Niemożliwe. Później przychodzą kolejni: Nie, niemożliwe, pomyliło wam się. To nie było tak, że oni od razu uwierzyli. Ale kiedy w końcu mogli Go widzieć, dotknąć, zjeść z Nim, wtedy uwierzyli. Musiało więc co nie co wydarzyć się, żeby to, co tu jest napisane, było wykonane. Wtedy przypomnieli sobie, że On to powiedział i uwierzyli temu Słowu. Kiedy? Kiedy zmartwychwstał. A kiedy powinni uwierzyć? Kiedy powiedział. Bo to jest zwycięstwo. Pan Jezus mówi: Szczęśliwi bardziej ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli, bo ty dotknąłeś, zobaczyłeś i uwierzyłeś, a oni nie widzieli i uwierzyli. Niesamowity triumf.
I tego brakuje nam. Mamy tendencję do płytkiego chrześcijaństwa, do spłycanego chrześcijaństwa, do chrześcijaństwa, w którym nasze ciało da sobie radę. I takie chrześcijaństwo my chcemy wytwarzać i walczymy o takie chrześcijaństwo. Sprzeciwiamy się duchowemu chrześcijaństwu, które zwycięża, idzie służąc Panu według Słów jakie Pan powiedział, kiedy chodził po tej ziemi, potem przez apostołów, proroków. Tendencja jest do spłycania. Mało jest ludzi, którzy ciągną w górę. Kiedy ciągną w górę, wydaje się, że kiedy w końcu będziesz zadowolony, człowieku? Będę wtedy zadowolony, kiedy ty będziesz taki jak chce Bóg. ‘Ale kto będzie taki jak chce Bóg? Przestań, przecież to jest niemożliwe. Dobrze, że jakoś tam żyjemy i będzie dobrze’. A co powiedział Pan Jezus? Abyście byli doskonali jak Ojciec wasz w niebie doskonały jest. Pan Jezus nie mówi pustych słów. On jest tą naszą doskonałością. Zobaczcie więc ile my mamy spraw do zrobienia w czasie tego ziemskiego życia, których nie robimy, bo zgubiliśmy sens wyprowadzenia nas z niewoli ciemności, sens prowadzenia w światłości dnia. Ci, którzy chodzą za dnia, nigdy nie potykają się. Wróg chce, żebyśmy znowu weszli w cień cielesnych możliwości i znowuż chodzili macając ściany, stwierdzając, że tak to nie da rady, tak nie da rady.
Czy wierzycie, że możemy wszyscy być święci? I możemy spotykać się jak święty lud, który rozmawia ze sobą świętym językiem, świętymi Słowami i ma to zapieczętowane świętymi czynami. Czy wierzycie, że jest to możliwe? Czy oblubienica Jezusa Chrystusa to my także? A Jezus powiedział, że On czyni ją sobie czystą, świętą i nieskalaną. Czy On dzisiaj troszczy się o mnie, o ciebie? Czy On widzi we mnie człowieka, który chce, aby On o mnie troszczył się? Chce, żeby mnie uświęcał, oczyszczał, czynił doskonałym? Czy potrzebuję Jezusa tylko po to, żeby pomodlić się, pośpiewać, pójść dalej i robić swoje? Czy potrzebuję Go, żeby On zmieniał moje życie według upodobania woli Ojca w niebie? To wszystko więc, jak doznaliśmy nawrócenia, uwierzyliśmy, staliśmy się świadomi, że ktoś spłacił nasze grzechy, że nie będziemy musieli odpowiadać i trafić do gehenny, to jest wspaniały początek. Ale potem dalej ta wspaniałość podążania w tej chwale zwycięzców, gdzie Słowo Boże mówi, że dzieci Boga nie grzeszą, nie mogą grzeszyć, gdyż posiew Boży jest w nich. Czy my chcemy utrzymać standard, czy chcemy go po prostu spuścić? Czy chcemy aby Chrystus był nadal widoczny na tej ziemi, czy chcemy zostawić Chrystusa, żeby tylko nam, ludziom, było w miarę dobrze? Ogólnie tendencja jest do spłycenia, do zostawienia Chrystusa. I większość ludzi miałoby już fajne miejsce, gdyby zostawić Chrystusa i nie zajmować się tym pięknym życiem Chrystusowym. Tylko mieć takie nauczania, że będzie dobrze, Bóg nas kocha, weźmie nas do wieczności; takie co ucho łechce i człowiek może dalej grzeszyć.
Czy potrzebujesz rózgi? Paweł mówi: Czy ma przyjść do was z rózgą, żeby dotknąć się tych spraw, które dalej utrzymują się i nie zostały jeszcze oczyszczone? Przecież nie mówił to człowiek, który nie kochał ich. Kochał ich, dlatego mu na nich zależało. On nie chciał wytworzyć sobie zboru, do którego przyjeżdżałby, a oni by go nosili w lektyce, wachlowali, żeby Pawełkowi nie było za ciepło, czy jakoś tam. On chciał mieć ludzi, którzy należą do Boga i żyją tym Bogiem. My potrzebujemy patrzeć na to, po co staliśmy się chrześcijanami, dlaczego my tu jesteśmy. Czy po to, żeby sprawiać sobie zadowolenie, że nawet były takie fajne, różne, ciekawe opowieści? Czy raczej sprawdzić czy ja żyję tym, co powiedział Pan Jezus, czy ja wierzę Mu nadal? Czy Jego Słowo jest dla mnie wyrocznią? Czy nauka apostołów jest dla mnie skałą, fundamentem, na którym buduje się cały Boży lud, który pochodzi prosto z Chrystusa?
Czy jestem pewnym tego, że Jezus ma zawsze rację? Miał tu rację, ale oni nie rozumieli o czym On mówi, ale On miał rację. Oni często nie rozumieli o czym On mówi, ale On zawsze miał rację. I mogło to brzmieć: Ona śpi. ‘Ha, ha, ha, przecież wszyscy wiedzą, że umarła.’ I za chwilę Jezus wychodzi z nią i oni oniemieli. Rozumiecie o czym dzisiaj mówimy, o takim czystym zaangażowaniu się w uratowaniu. I żeby pośród nas wszyscy byli świadomi, że nie po to Jezus umarł na krzyżu, żebyśmy żyli jak chcemy, tylko po to, żebyśmy wszyscy uczyli się żyć tak jak chce Ojciec. I ta sprawa powinna być dla nas oczywista, że Bóg chce mieć posłusznych synów i córki. Paweł napisał w 2Liście do Koryntian abyśmy oczyszczali się, aby Ojciec mógł przechadzać się między nami. Powinniśmy być wszyscy zainteresowani tym jak to zrobić. Tak jak powiedział Jezus. W twoim własnym domu czytaj instrukcję i żyj tą instrukcją. Przychodź na zgromadzenie, gdzie Bóg będzie dalej wprowadzać w tą instrukcję i przyjmuj tą instrukcję z Biblii, nie z ludzkich pomysłów, nie z wykładni ludzkiej. Słowo Boże jest wystarczająco proste, żeby trafiało do celu. Pan mówi, że kiedy zachowacie Słowo Moje, śmierci nie ujrzycie na wieki. ‘Ale, co On gada? Wszyscy umarli i Abraham umarł, a On tu mówi, że kto zachowa Jego Słowo, śmierci nie ujrzy na wieki.’ Nie rozumieli Go. Dlatego często człowiek myśli sobie: ‘Co ten Pan tu mówi? Ale przecież my nie będziemy tak żyli.’ Rozumiecie, co to jest wtedy? Kto tak mówi?
Jeżeli mężczyzna i kobieta wzięli ślub i ślubowali sobie wierność; ale to tylko taka mowa. A w sumie to nic się nie zmieniło, dalej to jest mężczyzna, to jest kobieta, dalej może ktoś ogląda się, może ktoś patrzy, a może trafi się jakaś okazja. Rozumiecie? Albo słowa miały znaczenie, albo nie miały żadnego znaczenia. Albo to był ślub tylko dla hecy, albo to był ślub, żeby naprawdę spędzić razem to życie na ziemi i wygrać. Ważne jest to, co człowiek myśli, kiedy padają pewne słowa, czy to jest coś ważnego, czy, no jak się nie uda, to weźmiemy rozwód, wezmę sobie drugi ślub. Ale człowiek nie wie, że Bóg nie pozwala na takie zabawy, że człowiek odpowie i będzie problem. A więc czy my poważnie traktujemy to, co mówi do nas Pan? Fajnie jest, kiedy jest przebaczenie grzechów, bo to jest takie dobre; nareszcie spadło ze mnie. I nawet nie tylko myślimy, ale doznajemy, że to spadło naprawdę. I to jest niesamowite, że Bóg naprawdę zdejmuje to. Ale potem chce, żebyśmy pilnowali tych szat, żebyśmy dotarli do celu. On kocha nas, chce mieć nas w Swoim domu na wieczność. Nie chce, żebyśmy zginęli po drodze. A po drodze mamy różne pułapki diabła, kombinacje i nawet wierzący ludzie są w stanie kusić się nawzajem różnymi rzeczami, pomysłami, wydarzeniami. Mamy więc różne sprawy i w nich musimy nauczyć się jak ostoi się człowiek, jeśli nie będzie żyć każdym Słowem, które z ust Bożych pochodzi.
Powiedzcie mi. Czy my jesteśmy w stanie wymyślić sposób życia, który będzie wystarczający dla Ojca? Nie jesteśmy w stanie. Jest tylko jedno życie, to jest życie Jego Syna Jezusa Chrystusa. My więc, ty i ja, musimy nauczyć się tego życia. W którym momencie wystartowaliśmy jako wierzący, to ten czas już pracuje na to, żebyś ty czy ja coraz bardziej stawali się jak Jezus pełniący wolę Ojca. O to tu chodzi. Nie chodzi o lata, gdzie ja będę mógł powiedzieć: O, ja jestem już tyle lat wierzący. A ktoś może spojrzeć na mnie i pomyśleć sobie: Człowieku, tyle lat wierzący i ty nadal żyjesz jeszcze w tej głupocie? To coś tu jest nie tak. Wykorzystujmy czas. Mamy niewiele czasu. Prośmy Pana o mądrość, o czyste decyzje. Bądźmy ludźmi, którzy cenią sobie to, co mówi do nas Pan. Uczmy się być podobnymi do Jezusa Chrystusa. To jest bardzo ważne, to musi być w tobie i we mnie. Żeby nie było tak, że może my nie uśmiechniemy się, ale i tak uznamy, że to jest niemożliwe, co mówi Pan Jezus. Pamiętacie jak drwili sobie z Pana Jezusa, jak był ukrzyżowany, jak śmiali się z Niego: No, skoro jesteś Synem Bożym, to zejdź z krzyża, udowodnij, a uwierzymy w Ciebie. A Jezus umierał i za ich grzechy. Nie rozumieli. Jeden ze złoczyńców w czasie ukrzyżowania zrozumiał i zdążył to wykorzystać. Jak bardzo ważne jest, żebyśmy tak samo. Rozumiecie, tu nie chodzi o to ile kazań usłyszymy, tylko które Słowa czynimy. Już nie raz mówiliśmy o tym, że tu nie chodzi o to, żeby wygłosić kazanie. Tu chodzi o to, żeby przekazać prawdę, która jest potrzebna do codziennego życia. To jest tak jak w firmie, masz kogoś, kto przychodzi, udziela mu się pewnych instrukcji; to są instrukcje do praktycznego wykorzystania tego, co tam jest w tej firmie. Tu mamy praktyczne życie i teraz musisz zobaczyć to praktyczne życie Jezusa, że my nie jesteśmy jakimiś satelitami. My zostaliśmy włączeni w jedno Ciało Chrystusowe, abyśmy mieli jednakie staranie o siebie. Jednakie staranie, to znaczy nie takie staranie jak w świecie, tylko takie jak w Ciele Chrystusa, w mocy Jego Ducha, według Jego Słów. My więc już tak mamy na siebie patrzeć jako na ludzi wywołanych z tego świata, których Bóg wezwał do Swojej wieczności, do Swego domu w Jezusie Chrystusie. Powinniśmy więc spodziewać się po sobie nawzajem, że my będziemy wszyscy w tym kierunku zmierzać i będziemy chcieli słuchać, co dalej robić; jak w ten sposób, jak w ten sposób postąpić, a zawsze będzie to czysty sposób, zawsze święty, bo to zawsze będzie Chrystus.
Mógłbym czytać wiele takich miejsc, gdzie śmiali się. Pamiętacie, że kiedy Pan mówił o pieniądzach podśmiewali się z Niego. Pan mówił, że nie wejdziecie, łatwiej niebu i ziemi przeminąć, niż jednej jocie z zakonu i kto by odprawił żonę swoją i wziął inną, cudzołoży (Ew. Łukasza 16, 17.18). Przy okazji pokazał im ich główny problem. Mamy różne takie teksty, które mówią, że ludzie wątpili, byli niepewni, zastanawiali się, i uznawali w końcu: Nie, to chyba nie, zobacz ilu mądrych ludzi nie weszło tam, to chrześcijaństwo to chyba stracony czas. Pan Jezus mówi: „Kto brudny, niech dalej się brudzi, kto czysty, nich dalej oczyszcza się.” Bądźmy prawdziwi, chciejmy oczyszczać się, uświęcać, poznawać prawdę. Kiedy weźmiemy na przykład szkoły publiczne, czy inne, to uczniowie, którzy uczą się tam, później będą musieli zdać z tego sprawę czy oni nauczyli się tego i zdawać jakieś egzaminy, przechodzić próbne sprawdzania, czy inne rzeczy. Bardzo ważne jest więc, czy trafili na dobrego nauczyciela, czy ten nauczyciel był w stanie nauczyć ich i czy oni byli chętni nauczyć się tego, a potem w praktyce sprawdzając to wszystko, nabyć jeszcze silniejszego zrozumienia tego, o czym było mówione. I potem nie muszą już kombinować, podglądać co ten drugi pisze, tylko są już tego świadomi. To są porządni fachowcy, którzy będą porządnie wykonywać swoje zadanie. Dobrze nauczeni, dobrze będą to wykonywać. Pan Jezus jest najlepszym Nauczycielem, uczył teorii i praktyki za jednym zamachem, wszyscy mogli to od razu oglądać.
Czy On naprawdę zmartwychwstał, czy my możemy prowadzić nowe życie? Bo jeśli zmartwychwstał, to normalnym powinno być, że my będziemy to nowe życie prowadzić. Jeśli nie, to normalne jest, że nie. Paweł mówi, że jeśli nie zmartwychwstał, to żyj tu na tej ziemi, i tak wszystko stracone. A jeśli zmartwychwstał, to zostaw wszystko, biegnij za Nim, by nauczyć się od Niego tego wszystkiego, czego potrzebujesz codziennie. Nieraz patrzyłem na tego Pawła, kiedy on już tyle rzeczy wiedział, a mimo wszystko mówił, że jeszcze więcej chce poznać Pana Jezusa, jeszcze więcej dowiedzieć się o Nim.
Ewangelia Jana 11, 25.26: „Rzekł jej Jezus: Jam jest zmarwychwstanie i żywot; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?” To jest tak bardzo ważne. Jezus mówi o sobie, że jest zmartwychwstaniem i życiem, kto w Niego wierzy, choćby i umarł, żyć będzie, a kto żyje i wierzy w Niego, nie umrze na wieki. Czy my wierzymy w Niego? Wiecie, to jest takie niesamowite, kiedy człowiek ma taką pierwszą, świeżą wiarę, ten człowiek ze wszystkim biegnie do Pana, ze wszystkim staje przed Nim, a potem staje się dojrzały i już nie, nie potrzebuje tego. I co potem widzimy? Robi się już bałagan, bo Pan Jezus powiedział, że beze Mnie nic nie uczynicie. Na początku człowiek wie o tym i pilnuje się tego Pana, wzywa tego Pana Jezusa w różnych wydarzeniach i doznaje, że Pan odpowiada. A potem – to ja sam, to ja sama. I już mamy doświadczenie, i zaczyna się kłopot, zaczyna się chrześcijaństwo, w którym nie widać posłuszeństwa, a człowiek jest „w porządku”. A dlaczego nie weszli do odpocznienia? Bo byli nieposłuszni. Nie weszli z powodu nieposłuszeństwa.
Ewangelia Jana 14 rozdział, wiersze 1- 6. Wybrałem takie miejsca, a ty możesz wybrać inne miejsca. Cała Biblia jest natchniona przez Boga i pożyteczna do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, aby człowiek Boży był do wszelkiego dobrego dzieła wyposażony. „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli. I dokąd Ja idę, wiecie, i drogę znacie. Rzekł do niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie.” Znali więc drogę? Znali drogę, chodzili z Nim cały czas, a nie widzieli tego. Jezus musiał powiedzieć: To Ja jestem tą drogą, o której właśnie mówię do ciebie. Widzisz tą drogę, tak wygląda droga do Boga. Tego chcielibyśmy nawzajem uczyć się, jak rozwiązywać różne problemy w czasie tej wędrówki, w jaki sposób podchodzić do danych spraw, żeby nie stracić tego, co cenne. Wiecie, że dzieci są w stanie doprowadzić rodziców do takiego stanu, że ci rodzice machają w końcu ręką, mówią: A, niech robią, co chcą. To nie jest dobre, to jest straszne. Dobrze, żeby byli takimi, którzy rozumieją, że rodzice chcą im pomóc, i żeby starali się zrozumieć to, co ci rodzice do nich mówią.
Dzieje Apostolskie 1,11: „I rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba.” Wiemy więc, że na pewno wróci. Wielu ludzi mówi: No wróci. Ale teraz wiedząc, że wróci, chcemy być przygotowani na Jego powrót, bo wróci tylko po tych, którzy do Niego należą. Wiedząc, że wróci, chcemy wiedzieć po kogo wróci, chcemy być wśród tych, którzy są właśnie tacy, po jakich wróci. Czy to nie jest tak, czy nie mówi tego wiara? A jeśli człowiek zatraci to i wpada w religię, to wtedy robi różne rzeczy po swojemu i nie widzi problemu. Ale Pan Jezus określił po kogo wróci – po tych, którzy są Mu posłuszni. Nie wróci już, żeby umierać za grzechy, ale po tych, którzy żyją w czystości dzięki Niemu. Wiedząc więc, że wróci, wierząc w to, co tu jest dokładnie opisane, że wróci – Pan powiedział: Idę przygotować miejsce i wrócę. Aniołowie też mówią, że wróci – wiemy więc, że wróci. Powinniśmy być pewni, że musimy wykorzystać ten wspaniały czas, który mamy, żeby nawzajem poznawać Boga, nawzajem poznawać Jego wolę, poznawać to, co jest cenne, wieczne, prawdziwe. Nie dać się diabłu wprowadzić w różne spory takie czy inne, ale zobaczyć, czy my dobrze wykorzystujemy ten czas, który dzisiaj jeszcze mamy, żeby poznając wolę Ojca, żyć według tej woli. I tu właśnie człowiek sam to może tylko narobić bałagan. To musi być w Duchu Świętym, to musi być Duch Święty, bo Duch Święty doskonale zna Syna, potrafi doskonale przeprowadzić nas poprzez różne wydarzenia i wprowadzić nas według nauki Jezusa Chrystusa w każde doświadczenie i przeprowadzić nas przez nie. Kogo więc Duch Boży prowadzi, ten jest dzieckiem Bożym. Jesteśmy tego pewni. Jeżeli więc jesteśmy tego pewni, to musimy skoncentrować się na tym, co jest potrzebne. Rozumiecie? Masz już tyle lat chrześcijańskich, przeanalizuj je, ile czasu straconego. A to jest właśnie konsekwencją niepoważnego traktowania tego, co mówi Pan Jezus. Człowiek szamocze się, może poszamocze się pięć lat, potem przychodzi, mówi: Ale przecież Słowo Boże wyraźnie o tym mówi. Tak, i zacznie to robić, ale te pięć lat poszło gdzieś, jest stracone. Można było już czynić coś dobrego, pomóc już innym, ratować innych, na przykład. Człowiek jeszcze samego siebie nie uratował, czy nie uratowała, bo dalej grzęźnie po różnych cielesnych pomysłach.
Księga Objawienia 3, 8-13: „Znam uczynki twoje; oto sprawiłem, że przed tobą otwarte drzwi, których nikt nie może zamknąć; bo choć niewielką masz moc, jednak zachowałeś moje Słowo i nie zaparłeś się mojego imienia. Oto sprawię, że ci z synagogi szatana, którzy podają się za Żydów, a nimi nie są, lecz kłamią, oto sprawię, że będą musieli przyjść i pokłonić się tobie do nóg, i poznają, że Ja ciebie umiłowałem. Ponieważ zachowałeś nakaz mój, by przy mnie wytrwać, przeto i Ja zachowam cię w godzinie próby, jaka przyjdzie na cały świat, by doświadczyć mieszkańców ziemi. Przyjdę rychło; trzymaj, co masz, aby nikt nie wziął korony twojej. Zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga mojego i już z niej nie wyjdzie, i wypiszę na nim imię Boga mojego, i nazwę miasta Boga mojego, nowego Jeruzalem, które zstępuje z nieba od Boga mojego, i moje nowe imię. Kto ma uszy, niechaj słucha, co Duch mówi do zborów.”
Pan Jezus wyraźnie mówi: Zachowałeś Moje Słowo i nie wyparłeś się Mojego Imienia, to Ja cię zachowam w godzinie próby jaka przyjdzie na tą ziemię. Jednym z tych Słów, które tu także są, są Słowa gdzie Pan Jezus mówi, że zwycięzcę uczynię filarem w świątyni Boga Mojego. Pan Jezus nazywa więc Ojca Swoim Bogiem. Będąc już tam po prawicy Boga, On dalej nazywa Ojca Swoim Bogiem. Dla nas jest to lekcją od Nauczyciela, że jest tylko jeden Bóg – Ojciec i jeden Pan Jezus Chrystus. Ta nasza wiara oparta jest na nauce apostołów i proroków, której kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. Zdając więc sobie z tego sprawę, że Jezus jest doskonałym Pośrednikiem, jest doskonałym Synem Bożym, doskonałym Synem Człowieczym, doskonałym Nauczycielem; On jest wszędzie doskonały, w posłuszeństwie doskonały, On jest naszym Zbawicielem. Dlatego w Nim pokładajmy całą nadzieję. Bez Jezusa nie próbuj być chrześcijaninem czy chrześcijanką, bo to nie da rady. On ma to, co potrzebne, żeby nam dawać. I On to daje, tylko my musimy chcieć przyjąć to, musi nam na tym zależeć. Wiedząc, że przed nami szli inni, zostawili już jakieś świadectwo po sobie, dzisiaj my żyjemy. My musimy nauczyć się wybierać dobro, a odrzucać zło. Tu nie mają działać instynkty, tu ma działać Słowo Boże, prawda. Coraz mniej ludzi chce żyć według Słowa Bożego, bo to kosztowałoby ich to ziemskie życie. Nie chcą stracić ziemskiego, odsuwają więc Boże. A Jezus mówi, że jeśli zachowamy Jego Słowo, wtedy On zachowa nas w godzinie próby. Mamy prawdę, mamy prawdę. I Pan Jezus wyraźnie naucza; kazanie na górze, na przykład, jest bardzo mocne, pokazujące rzeczywistość. Starajmy uczyć się między sobą tej rzeczywistości. Traktujmy się nawzajem jako olbrzymią szansę do życie według Słów, których uczy nas Nauczyciel. Wiecie jak uczniowie często uczą się. Odchodzą na bok i nawzajem przepytują się, nawzajem wprowadzają korektę, bo wtedy widać, że chcą się tego nauczyć. My też tak powinniśmy uczyć się Słowa Bożego, żeby wiedzieć co jest napisane w Biblii na ten temat, na ten temat, i żeby wiedzieć, że każdy, kto będzie żył ta nauką Pana Jezusa, ten żyć będzie. Żeby być bardziej gotowym stracić wszystko, niż opuścić Boże Słowo, bo Słowo Boże daje ci podstawę, że wejdziesz do wieczności. Wszystko inne nie daje ci podstawy. Wszystko przeminie, ale Słowo Boże trwa na wieki.
Mamy więc prawdę, którą potrzebujemy poznawać, tą Prawdą jest Syn Boży. On powiedział, że jak poznamy Prawdę, to ona nas wyswobodzi. Gdy więc poznamy Prawdę, poznamy Syna, będziemy mogli chodzić na wolności. Czy chcesz naprawdę tego? Czy chcesz żyć w sposób godny Boga? Czy chcesz stracić to, co ziemskie, by zyskać to, co wieczne? Dobrze byłoby gdybyś to chciał, czy chciała, żebyśmy wszyscy tego chcieli, żebyśmy mogli wspierać się nawzajem modlitwą, rozmowami, ale żebyśmy byli prawdziwi wobec siebie. Pamiętajcie, Słowo Boże wyraźnie mówi: Wyprzedzajcie się nawzajem w okazywaniu szacunku. Wyprzedzać się więc w okazywaniu szacunku, to jest szkoła Chrystusa. Szukać szacunku dla siebie, to jest szkoła tego świata, upominanie się o ten ludzki szacunek, to jest szkoła tego świata. Bóg mówi: Ty wyprzedzaj innych w okazywaniu im szacunku. Co byście chcieli, żeby wam ludzie uczynili, to wy im czyńcie. Jeżeli my nie będziemy praktycznie podchodzić do tego, to będziemy traktować te Słowa – a, taka nauka jest, taka nauka jest, ale żyć, to żyje się inaczej. I co wtedy usłyszymy? Nie znam cię, mówi Pan, nie chciałeś żyć Moim nauczaniem, a więc nie znam cię. Pan Jezus powiedział, że uczeń ma być jak jego Mistrz. Musimy przyjąć to, że nie jesteśmy religijną grupą ludzi, którzy się spotykają i muszą odbyć akt religijny. Jak jeden umrze, to wejdzie drugi, który będzie prowadził te akty i tak będzie w kółko, ale wszyscy będą szli do gehenny. Bóg chce, żebyśmy nauczyli się Jego Syna i żyli Jego Synem, bo On jest Słowem Boga, które stało się ciałem. Mamy karmić się tym Chrystusem nieustannie, wspierać, pomagać, docierać do tego, co jest napisane w Biblii, i w ten sposób właśnie żyć.
Zobaczcie ilu wierzących ludzi nie żyje tak. Żyje tak jak sobie wymyślą. Po co wtedy ta Biblia, po co ta nauka, skoro i tak człowiek postanowił sobie żyć po swojemu? Wtedy nie da rady. Jezus mówi, że jeśli nie będziesz mieć krzyża, to nie możesz iść za Mną. To jest wyraźne. Jeśli nie umrzesz na krzyżu, nie będziesz mógł iść za Mną, bo zawsze będzie ci nie po drodze. Ty będziesz chciał, czy chciała iść inaczej niż Jezus. Ale z krzyżem będzie ci już po drodze. Niech więc Bóg pomoże nam. Módlmy się o siebie, starajmy się o siebie, uznajmy siebie nawzajem jako za wartość przekraczającą wszystkie skarby całego wszechświata i że ty jesteś bogactwem, ja jestem bogactwem Chrystusowym i mamy nawzajem ubogacać się tym bogactwem, żebyśmy pamiętali, że wszystko jest możliwe dla wierzącego, żebyśmy nawzajem pomagali sobie jak przedostać się do wieczności, jak dostać się do domu Ojca, i żebyśmy czytając Słowo Boże wspierali się nawzajem. A nie robili tak, że co kolejny ktoś odpadnie, żyje już sobie tak albo inaczej. To tak jakby człowiek określił: E, ta szkoła to mi się nie podoba, ja uważam, że wiem jak moje życie poprowadzić. Pełno było już takich marnotrawnych synów i córek; oni wiedzieli jak poprowadzić swoje życie. Ale ty nie bądź taki, tylko bądź tym, tą, która chce nauczyć się prawdy, bo nie chce zginąć. Wierzysz, że Jezus przyszedł aby wyzwolić nas z naszej niewoli ciemności i że my mamy chodzić na wolności, nawzajem czyniąc sobie Jego dobro. Czyńmy, praktykujmy to i bądźmy wobec siebie nawzajem uczciwi. Jeżeli będziesz gotowy położyć życie za mnie a ja za ciebie, to Jezus mówi, że doszliście do punktu, w którym Ja tak umiłowałem was. Jeżeli nie będziemy gotowi, a będziemy gotowi przeszkadzać jeden drugiemu w drodze do wieczności, to nie doszliśmy do tego punktu.
Niech Bóg będzie z tobą i ze mną, bracie i siostro, żebyśmy zrozumieli, że to nie jest zabawa w jakiś kościół, to jest walka o całą naszą wieczność. I albo prawda wyzwoli nas i będziemy żyli w prawdzie, albo będziemy żyli po swojemu, a wtedy ta prawda mówi co będzie z tymi. Pamiętacie 1List do Tesaloniczan – ci, którzy byli nieposłuszni ewangelii, pójdą w samo miejsce jak ci, którzy nie chcieli uznać Boga. A po co, szkoda. Starajmy się lepiej jak wykorzystać ten czas, jak wspierać się nawzajem, pomagać, jak uczciwie do siebie podchodzić. Ani ja nie mam być twoim wrogiem, ani ty moim, ja ciebie nie zmienię, ani ty mnie. Ale wiara w Jezusa pomoże nam zmieniać się według tego Słowa, które tu czytamy. Wiemy, że Jezus poszedł przygotować miejsce dla Swoich mieszkań. Niech mieszka w tobie i we mnie Jezus, bo On tak powiedział, niech tak będzie. Powiedział, że Jego mieszkaniem będą ci, którzy pełnią Jego rozkazy. Pełnijmy Jego rozkazy, bądźmy uczciwi, walczmy o to, co jest prawdziwe. Nie dajmy się zepchnąć. Mamy problem, bo ogólnie jest wiele niedowiarstwa i jest schodzenie z drogi Bożej. Ale Pan Jezus powiedział o tym, że wielu się odwróci, wielu porzuci to. Paweł nauczał, że wielu pójdzie za nauką, która łechta uszy, ale wy tam nie idźcie. Wygrajcie, ratujcie się, ratujmy się, wykorzystujmy czas. To nie ma być nauka Mariana ani kogokolwiek, to ma być nauka Jezusa, nauka od Ojca. Jezus powiedział tylko to, co powiedział Ojciec. Jak Jezus to powiedział, wtedy nie stajesz już przeciwko jakiemuś ludzkiemu nauczycielowi, tylko przeciwko Jezusowi. On posłał Swego Syna, aby te Słowa zostały powiedziane. Niech Bóg będzie z tobą i ze mną. Pamiętaj, bądź prawy, bądź prawa, bądźmy uczciwi i bądźmy rzetelni. Życie nasze jest krótkie ale warto wykorzystać je na naukę Słowa Bożego i życia tym Słowem. Nigdy nie ucz się Biblii jak księgi teorii. To jest jedyna Księga, w której wszystko jest praktyczne i to zawsze zda egzamin. Kiedy lud Boży czekał na Boga, okazywało się, że On nigdy nie spóźni się, zawsze przyszedł w tym czasie, który był potrzebny. Niech będzie uwielbione Jego Święte Imię. W Imieniu Jezusa Chrystusa naszego Pana. Amen.

