13.09.2014 Marian „Od małego do większego”

13.09.2014 Marian „Od małego do większego”

 

Ewangelia Łukasza 19 rozdział, od 11 do 17 wiersza: „A gdy oni tego słuchali, powiedział im dodatkowo podobieństwo, dlatego, że był blisko Jerozolimy, a oni mniemali, że wkrótce ma się objawić Królestwo Boże. Rzekł więc: Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się do dalekiego kraju, aby objąć królowanie i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich i dał im dziesięć min, i rzekł do nich: Obracajcie nimi, aż powrócę.” Będziemy zaraz czytać dalej. To jest biznes, ale trochę innego rodzaju. To jest sprawa, która jest bardzo cenna i ważna. Dostajemy coś, czym mamy obracać, co mamy używać i zrobić z tym coś jeszcze. Kościół więc to nie jest miejsce, gdzie można sobie usiąść i czekać nie wiadomo na co, to jest miejsce, gdzie trzeba żyć dla Tego, Który daje ci to, co dostałeś, co dostałaś od Chrystusa. Nikt sam z siebie nie ma pojmowania niektórych rzeczy, dostaliśmy to od Boga. Nie mamy sami z siebie zrozumienia Biblii, potrzeby modlitwy, dostaliśmy to od Boga. Dostaliśmy więc od Boga wiele wspaniałości, które mamy używać. On musi widzieć, że my dysponujemy tym i korzystamy z tego.

         „Lecz poddani nienawidzili go, wysłali więc za nim poselstwo z tymi słowy: Nie chcemy, aby ten królował nad nami. A gdy on, objąwszy królowanie powrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dał pieniądze, aby się dowiedzieć, ile kto zarobił.” Łuk. 19,14-15 Zobaczcie, można sobie powiedzieć: „nie, ja będę sobie radził w życiu, tak Panie Jezu, wiem, że jesteś Panem, ale ja będę sobie w życiu radził. Twoje panowanie jest zbyt silne, będę sobie radził.” Jednak przychodzi czas, kiedy Ten, Który dał, posyła żeby zobaczyć, co każdy z nas zrobił z tym. Tak, jak pisze Paweł: „Przyjdzie sąd Chrystusowy i każdy będzie musiał zdać sprawę za swoje życie – dobre czy złe.” Każdy z nas więc stanie przed Chrystusem, tylko jedni ku wspaniałej radości, a drudzy ku potężnemu smutkowi.

         „Zjawił się więc pierwszy i rzekł: Panie, mina twoja przyniosła dziesięć min zysku. I rzekł do niego: To dobrze, sługo dobry, przeto iż w małym byłeś wierny, obejmij władzę nad dziesięciu miastami.” Łuk. 19,16-17 W małym byłeś wierny, daję ci o wiele więcej i będziemy chcieli dzisiaj się nad tym właśnie skoncentrować. Kto potrafi być wierny w małym? Kto potrafi wytrwać do końca, czyniąc to, co wydaje się niewielkie? Kto trwa w tym codziennie? Kto potrafi zajrzeć dalej, niż widzą oczy? Dlaczego tego bardzo potrzebujemy? Myślmy o tym.

         Na chwilę przejdziemy do Ewangelii Mateusza 24 rozdziału. Myślmy dlaczego to jest dla mnie i dla ciebie tak ważne każdego dnia. Zwróćmy uwagę na słowa Pana Jezusa, 1 i 2 wiersz; „A gdy Jezus opuszczał świątynię i odchodził, przystąpili uczniowie jego, aby mu pokazać zabudowania świątyni.” Oni więc podziwiają te zabudowania:  „wspaniałe”. „A On, odpowiadając, rzekł do nich: Czy nie widzicie tego wszystkiego?” Co Jezus chce do nich powiedzieć? Oni mówią o wspaniałych zabudowaniach, a Jezus mówi: „Czy nie widzicie, tego wszystkiego? Zaprawdę powiadam wam, nie pozostanie tutaj kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony.” Czy nie widzicie tego wszystkiego, że to, co się w ciele wydawało wspaniałe: „spójrz Panie, ile nasze ciało nabudowało wspaniałych rzeczy”, Jezus mówi: „czy nie rozumiecie tego wszystkiego, że to już nie jest ten czas, że to jest inny czas, że to już nie będzie budowane na ciele, lecz na działającym Duchu Bożym. Czy nie widzicie tego wszystkiego? Chcecie być cielesnymi chrześcijanami?” Wtedy jest wielki problem: co mamy podziwiać? Z czego mamy się cieszyć? O czym mamy rozmawiać? Komu się powiodło w życiu? Jeśli zobaczymy duchowe wartości, ale nie zobaczymy tych fizycznych, możemy powiedzieć: „no, nie powiodło się człowiekowi za bardzo”. A jak zobaczymy fizyczne? – „o, nawet się udało”. Ale co mówi  na to Jezus: „czy nie wiecie tego, że to co jest w stanie wyprodukować ciało nie nadaje się do Królestwa Bożego, choćby to było najpiękniejsze, nie wiadomo jak wielkie i wspaniałe, i ile by o tym nie mówiono wspaniałych rzeczy, to się po prostu nie nadaje. Czy nie wiecie tego wszystkiego? Czy nie wiecie, że dzisiaj jest Nowe Przymierze? Czy nie wiecie o innym obrzezaniu?” Obrzezanie oznaczało, że trzeba ściągnąć z czegoś jakieś ciało. Z nas trzeba było zdjąć konieczne ciało naszego grzechu, naszego cielesnego sposobu rozumowania. Trzeba odsłonić nas, kim jesteśmy jako stworzeni ludzie, bo ciało grzechu w rzeczywistości zasłania stworzenie. Trzeba odsłonić to, kto nas stworzył i dla kogo jesteśmy stworzeni, i kto chce działać w nas każdego dnia. Jezus mówi: „czy nie wiecie tego wszystkiego, czy nie wiecie, że Bóg, który dopuszczał do tego czasu te rzeczy, skończył z tym? Czy nie wiecie, że nie możecie być cielesnymi chrześcijanami? Dlaczego to jest tak ważne? Jak zaczynamy chrześcijaństwo? Czy zaczynamy je w sile ciała, czy w sile Ducha? Zobaczmy, że kiedy zaczyna się chrześcijaństwo przechodzą na ciebie doświadczenia, przez które przechodzisz lub też nie. Ale te doświadczenia są bardzo ważne, gdyż one zaczynają pracować w tym, który idzie ku wieczności z Bogiem. Musimy sobie jasno i wyraźnie odpowiedzieć na pytanie, które stawia Jezus, czy wiemy dzisiaj o tym? Czy wiemy, dlaczego tak ważny jest każdy dzień i każde doświadczenie tego dnia? Czy to doświadczenie przyjmujemy na siebie, czy przyjmujemy je na Jezusa? Kto radzi sobie z doświadczeniem – my czy Jezus? W Starym Przymierzu to człowiek miał działać, a w Nowym ma działać Duch Boży. Kto działa, czy nie wiemy tego? Dlaczego człowiek ma swoje fizyczne chrześcijaństwo i chwali się nim? Pokaż mi swoje duchowe chrześcijaństwo, pokaż mi swojego duchowego zwycięzcę. Kto jest tym zwycięzcą? Kto cię pokonał? Kto cię podbił pod swoją władzę? Kto rządzi tobą dzisiaj? Czy to jest Chrystus, czy nie? Wielu pozostaje na swoim cielesnym chrześcijaństwie i z tego buduje jakieś swoje zadowolenie, ale cielesne chrześcijaństwo nie nadaje się do wieczności.

         Będziemy próbowali zagłębiać się w to, dlatego, że sprawa jest bardzo ważna. Powiedzmy to tak: jeżeli jest jakieś nasiono i ono potrzebuje odpowiednich warunków, żeby mogło wydawać plon. Jeśli wrzucimy je w nieodpowiednie warunki to ono nie będzie miało plonu. Jeśli my to duchowe, święte nasienie wrzucimy w naszą cielesność, to ona nie jest podłożem do wydania plonu i go nie wyda. Zadusi więc to ziarno swoim problemami, kłopotami, marzeniami i nie wiadomo czym jeszcze. Jeśli jednak to Słowo trafia na duchową wartość, wtedy wydaje plon.

         Jeślibyśmy na chwilę byśmy wzięli Przypowieści Salomona 4,18: „Ale droga sprawiedliwych jest jak blask zorzy porannej, która coraz jaśniej świeci aż do białego dnia.” Zorza poranna zaczyna się bardzo lekkim przebijaniem przez zmrok, zaczyna coś powoli szarzeć. Ktoś może powiedzieć: „a co to znaczy wobec nocy, to jeszcze nie jest dzień”. Ale od tego zaczyna się początek. Tak samo każdy człowiek ma początek. Jeśli jest to cielesny człowiek, ma swój początek, tak samo duchowy także ma swój początek. Człowiek cielesny rośnie i może na kogoś tam wyrasta, człowiek duchowy również rośnie i wyrasta na czyj obraz i podobieństwo? Jaką wartość stanowi Nowe Przymierze? Dlaczego ludzie cały czas borykają się w swoim duchowym chrześcijaństwie z kłopotami? Dlatego, że cały czas cielesność stoi za wysoko, nie jest zburzona, kamień na kamieniu nie jest rozwalony. Jeszcze coś stoi, stoją jakieś budowle cielesności, jakieś plany i marzenia, szukanie czegoś dla cielesności, jeszcze nie jest to wszystko zburzone. Jak więc ma dzieło Boże rosnąć, jak ma się rozrastać chwała żywego Jezusa? Jak ma być coraz bardziej widać w człowieku święte wybory duchowego człowieczeństwa? Jeśli nie ma początku, to co będzie dalej? Musi być początek. Jeśli Chrystus nadał nam początek, z tego Chrystusa musi w nas coraz bardziej jaśnieć, aż do białego dnia. Jednak wystarczy, że odsuniemy działalność Chrystusa z naszego życia, wtedy cielesność będzie zaciemniała to, co już zostało osiągnięte, aż zaciemni do końca, aż zgasi Ducha Świętego i nie zostanie nic więcej jak tylko ciemność. Jaką wartość masz więc chrześcijaninie, chrześcijanko? Jeśli chcesz dotrzeć do końca, to musisz pamiętać o początku, od kogo zaczęło się to i kto jedynie może to doprowadzić do szczęśliwego końca. Kto to jest?

         Księga Zachariasza 4,10: „Bo ci, którzy gardzili dniem małych początków, będą się jeszcze radowali, gdy zobaczą kamień szczytowy w ręku Zorobabela. Te siedem lamp - to oczy Pana; one to przepatrują całą ziemię”. Któż by wzgardził tym, gdy Bóg zaczyna Swoją pracę? Któż by wzgardził tym, co Bóg zaczął w tobie? Czyż to niewiele znaczy, że obudził cię ze snu, umarłego obywatela tej ziemi? Czyż to jest za mało, żeby zobaczyć po co nas obudził? Po co obudził w nas potrzebę Jego Samego, po co obudził w nas potrzebę oczyszczenia z naszych grzechów? Po co Bóg obudził coś w nas, jeśli nie po to, żeby rozwinąć to aż do pełni. Czy On może to dzisiaj czynić? Czy On może dalej realizować Swój święty zamysł we mnie i w tobie?  To jest podstawa naszego chrześcijaństwa. Czy myśmy przejęli władzę, czy nadal włada nami Jezus Chrystus? To można zobaczyć po tym, jak żyjemy, jakie mamy cele, co nami przewodzi, ku czemu zmierzają nasze kroki, jakie są nasze plany, kto jest centrum naszego myślenia i życia? Tego nie oszukasz, ciało uwidacznia się ciałem, duch duchem. Nie idzie się pomylić ustawiając to obok siebie. Paweł w liście do Galacjan napisał jaki jest owoc ciała, a jaki Ducha. Nie idzie tego postawić obok siebie i się pomylić co jest wynikiem ciała, a co wynikiem Ducha. Jeśli w Duchu zaczęliśmy, to czy chcemy na ciele skończyć, mówi Paweł? Przecież to będzie obłęd i tragedia. Jeśli zaczął ktoś doskonały, to czy chcemy my, niedoskonali ludzie, dokończyć za Niego, to co On zaczął? Jakiż to miałoby sens? Tylko głupiec mógłby się porwać na to. Mądry zaś uważa i zważa na to, że jeśli Bóg zaczął, to tylko On może dokończyć. Chcemy więc do Niego należeć i cieszyć się tym, co w nas zaczął i cieszyć się wszystkim, co w nas czyni. Ale On to nie czyni tak, że mówimy, że to my potrafimy jakieś rzeczy, On to czyni w sposób taki, jak zaczął, zawsze będąc Bogiem, Bogiem, Który działa w nas dzisiaj.

         Czy jest więc ktoś, kto wzgardził dniem swoich początków? Czy jest ktoś z nas, który wzgardził swoim dniem, w którym Bóg rozpoczął w tobie Swoje dzieło? Jeśli tak, to on nie dojdzie do wymiarów Chrystusowych. Jeśli jednak ktoś jest za to nieustannie wdzięczny i nie tylko za to, ale że Bóg dalej pracuje, ten każdego dnia będzie doznawał na sobie błogosławionej ręki Wspaniałego Boga, budowania na dom na wieczność dla Jego chwały.

         I List do Tymoteusza, 4 rozdział, od 8 do 10 wiersza: „Albowiem ćwiczenie cielesne przynosi niewielki pożytek” – niewielki, to buduje tylko ciało, nic więcej, jest to tylko pożytek dla ciała - „pobożność natomiast do wszystkiego jest przydatna, ponieważ ma obietnicę żywota teraźniejszego i przyszłego. Prawdziwa to mowa i warta chętnego przyjęcia; gdyż trudzimy się i walczymy dlatego, że położyliśmy nadzieję w Bogu żywym, który jest Zbawicielem wszystkich ludzi, zwłaszcza wierzących.”  Ćwiczenie w pobożności więc przynosi pożytek, w trwaniu w społeczności z Bogiem, czerpaniu sił z Boga, by każdego dnia trwać w społeczności z Nim, przynosi pożytek, gorliwość w tym, by odrzucić wszystko, co by chciało w tą relację wejść i zmienić władzę Boga na władzę ciała. „Nie bądźcie niewolnikami ludzi” – mówi Słowo Boże – i to jest prawda. Jezus to rozwiązał w czysty i jasny sposób: „jeśli będziesz miłować kogokolwiek bardziej ode Mnie, a nawet siebie, nie możesz być Moim uczniem”. On musi być miłością, ponieważ On przyniósł zbawienie. To jest zupełne rozgraniczenie cielesnych miłości od tej duchowej, świętej miłości.

         On przyniósł zbawienie, nikt inny nie może cię zbawić. Nie ma innego imienia, które może cię zbawić, tylko imię Jezus Chrystus. Miłujesz więc swojego Zbawiciela miłością najwyższą, ponieważ On może zbawić twoją żonę, dzieci, twoją rodzinę, sąsiadów i współpracowników. Miłujesz Tego, Który może zbawić i Który ciebie zbawił i może zbawić innych, ponieważ wiesz, że wcale nie byłeś od nich lepszy. On jest Zbawicielem dlatego jesteś otwarty na Jego działanie, żeby On miał cię dla Swojej chwały i władzy, abyś mógł żyć i obfitować w najcenniejsze wartości.

         W tym wspaniałym temacie jest tyle miejsc, które warto by było, żebyśmy dzisiaj mogli poruszyć i nie tylko dzisiaj. Żebyśmy mogli czerpać z tego zdopingowanie do trwania i do trzymania się wiernego należenia do Boga. Nic nie może tego zasłonić.

         Otwórzmy I Księgę Samuela, rozdział 17, wiersze 33-36: „Saul zaś rzekł do Dawida: Ty nie możesz pójść do tego Filistyńczyka, aby z nim walczyć, gdyż jesteś młodzieńcem, on zaś jest wojownikiem od swojej młodości. Wtedy Dawid odpowiedział Saulowi: Sługa twój pasał owce ojca swego i bywało tak, że przyszedł lew lub niedźwiedź i porwał jagnię z trzody; wtedy ja biegłem za nim, pokonywałem go i wyrywałem je z paszczy jego; a jeśli rzucił się na mnie, to go chwytałem za grzywę, tłukłem i zabijałem go; otóż lwa i niedźwiedzia kładł trupem sługa twój i ten Filistyńczyk nieobrzezany będzie jak jeden z nich, ponieważ lży szeregi Boga żywego.” Zobaczcie, że nic się nie dzieje tak od razu. Dawid nie wyszedł do walki z Goliatem od razu, nie wyszedł tak sobie. Miał braci, którzy nie brali udziału w tym, w czym brał Dawid, kiedy pasał owce. Oni byli w domu, a on był na pastwisku. Kiedy przyszedł Samuel, oni byli łatwo dostępni, zaś Dawid nie. On był wierny w małym, pilnował to, co mu powierzono z całego serca, nawet z narażeniem własnego życia, ale nie pozwolił wejść wilkowi ani niedźwiedziowi i porwać czegoś, i odejść jakby nie było pasterza. Staczał bitwę – albo oddana była owca, albo ginął wilk, czy lew. Tam ćwiczył się w wojnie. Jego serce było ćwiczone w odwadze i tam uczył się zwyciężać swoich przeciwników. Gdzie my uczymy się zwyciężać swoich przeciwników? Gdzie od początku uczyliśmy się zwyciężać naszych przeciwników? Kto już stał się naszym przeciwnikiem, kiedy tylko się nawróciliśmy? Czyż nie nasi domownicy? Nie ludzie, koledzy, koleżanki, którzy uznali, że nam coś odbiło albo, że nie można tak przesadzać? Różne rzeczy mogły się wydarzać. Od samego początku natrafialiśmy na przeciwności, które Bóg dał nam siłę, żeby je pokonać, zwyciężyć w nich po to, żeby ćwiczyć nasze serca. Tak samo, jak Izrael wyprowadził na pustynię, żeby nabrał odwagi, żeby wyćwiczyć ich, aby później, kiedy wejdą do Ziemi Obiecanej, weszli tam z całą śmiałością. Lecz oni nie wykorzystali czasu.

         Teraz Dawid zastosowuje to, co nabył wcześniej i pokonuje Goliata. Ćwiczenie w pobożności przynosi zysk. Kiedy przychodzi doświadczenie następnego rodzaju, wyższe od tych poprzednich jesteś gotowy je również pokonać, gdyż nauczyłeś się czy nauczyłaś chodzić w doświadczeniach ze swoim Bogiem. Nauczyłeś się zwyciężać w doświadczeniach, pokonywać swoich przeciwników zgodnie z kategorią z jaką stawia ci ich na drodze Bóg. Nabrałeś zwycięskiego serca i zwycięskiego myślenia. Nie umiesz myśleć porażkami. Nauczyłeś się tego z Bogiem, ponieważ Bóg jest Zwycięzcą. Nauczyłeś się tego od początku na małych rzeczach, aby uczyć się na większych, coraz większych, a największy wróg to śmierć. Kiedy nauczyłeś się zwyciężać, również i to wygrasz. Praktyczne zwyciężanie przeciwności  jest bardzo ważne w codzienności, nie kłaść się, nie potykać się i przewracać o nie, ale zwyciężać, przechodzić przez nie zwycięsko, w duchu Chrystusowym. Coraz więcej i więcej pokonanych wrogów na drodze twojego chrześcijańskiego życia. Czasami jesteś zraniony, musisz być uzdrowiony, ale nadal zwyciężasz. Paweł mówi: „powaleni, ale nie pokonani”. Jezus mówi: „zwycięzcy biorą wszystko”. Nie uczysz się chodzić w duchu narzekania, że przeciwnik za wysoki. Nie! Nie przychodzi na ciebie większe doświadczenie, niż te, w którym możesz sobie już poradzić, bo Bóg dał ci już wyjście. Bóg nie pośle większego doświadczenia na ciebie niż te, które możesz przejść, tak jak na Joba, nie zesłał większego doświadczenia, niż te, które mógł już przejść. Tyle już skosztował Boga i chodzenia przed Nim, że mógł wygrać w tym doświadczeniu. Bóg nie posłał na człowieka doświadczenia, które by go przerastało, niż to do czego doszedł z Bogiem. Chwała Bogu! Wiecie, ty nie jesteś taką sobie osobowością, Bóg ma z tobą świętą pracę, będzie posyłał ci przeciwników zgodnie z tym, co już cię nauczył i musisz ich wszystkich pokonać, tak czy nie? Jeżeli ktoś chodzi i jęczy, i stale narzeka, to znaczy, że nie ćwiczy się w pobożności. To jest pierwsza i podstawowa przyczyna: nie ćwiczy się codziennie w pobożności, chodzi własnymi drogami i cielesność buduje jego chrześcijaństwo. Duchowy człowiek zwycięża, bo Jezus jest jego Wodzem. Jeślibyśmy mieli powiedzieć coś o Jezusie, o naszym Wodzu, to cobyśmy powiedzieli? Nigdy nie było takiego jak On. Wszedł nie tylko w jaskinię lwów, On wszedł w nasz ciemny świat, stał się człowiekiem jak my i nigdy nie zgrzeszył – to jest nasz Wódz. Wygrał wszystkie bitwy, nie poniósł ani jednej porażki. Za kim dzisiaj idziesz? Kto jest twoim wodzem? Nie udawajcie chrześcijan, bądźcie chrześcijanami. Wodzem chrześcijan jest Jezus Chrystus. Nigdy nie przegrał i gwarantuje każdemu Swojemu naśladowcy zwycięstwo w każdym doświadczeniu. Patrz śmiało na Jezusa. Tego, czego uczy ciebie jest po to, żebyś uczył się wygrywać. Czasami wróg naciera tak, że wygląda na to, że za chwilę cię rozbije w proch, już słyszysz śmiech demonów, szyderstwo diabła, i co teraz z tobą? Stoisz i za chwilę wszystko się kończy, kończy się szyderczy śmiech i zaczyna się paniczna ucieczka, jesteś zwycięzcą. Tylu ludzi przegrywa, dlatego, że nie żyją z Bogiem. Mamy taki stan i doświadczenie w Kościele. Jaką  masz ochotę do pokonania następnego przeciwnika, którego postawi na twojej drodze Bóg? Albo mówisz: „Boże już nie chcę nic, już nie stawiaj nic na mojej drodze, koniec już, już nie chcę wygrywać, to mi się już nie podoba, daj jakąś ulgę, jakieś wczasy chrześcijańskie mi zrób”. Wiecie, co spotkało Dawida na wczasach? Możesz mieć wczasy, ale wtedy skończysz zwyciężanie. Dopóki Dawid był w wojnie Pana, to zawsze był zwycięzcą. Nawet wtedy, gdy wydawałoby się, że przegrał, gdy Saul go ścigał, zawsze był zwycięzcą, zawsze wygrywał. Każdy by chciał mieć takich bohaterów, dla których nie istnieje porażka, oni w myśleniu nie mają porażki. „Jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam” – oni w ogóle nie mają porażki w myśleniu, nawet gdy natrafiają na przeciwność, która jest nowa i której nie znają, oni wiedzą, że ją pokonają. Nie wiedzą jeszcze może jakich środków użyją, ale wiedzą, że na pewno ją pokonają. Ćwiczeni już wcześniej, nauczyli się pewnych rzeczy. Widzimy, że środek, jakim był pokonany Goliat był troszkę inny, niż ten lew, który go dopadał i którego rozrywał Dawid. Chwała Bogu za to! Jeśli ktoś jest wierny w małym, to naprawdę da mu się więcej, będzie wierny w tym „więcej”, dostanie jeszcze więcej. Kto najwięcej będzie wierny, ten najwięcej dostanie, jeszcze wielu prowadzi do zwycięstwa.

         Właśnie przez to, że często w chrześcijaństwie widać opuszczone ręce, brak ochoty zwycięstwa nad przeciwnością, ludzie słuchają Słów z Biblii i nie wchodzą w nie, już się poddali, przegrali, nie wierzą, że można tak w ogóle żyć, odpuścili sobie i tak sobie żyją, bo żyją, ale to nie jest już w nich Duch Chrystusowy, to jest duch porażki, opuszczonych rąk, cofania się, w tym Bóg nie ma upodobania. Idźmy do przodu, zawsze z przodu czeka następne zwycięstwo, a z tyłu następna porażka. Z przodu Bóg z nami, a z tyłu my sami. Gdzie idziesz dzisiaj? Czy do przodu, czy cofasz się? Czy idziesz za Chrystusem i radujesz się, że przeżywasz kolejne doświadczenie, w którym wygrasz?

         2 Księga Samuela, rozdział 23, wiersze 8 do 12: „To są imiona rycerzy Dawidowych: Joszeb-Baszszebet, Tachmonita, najprzedniejszy z trzech; on to wywinął włócznią nad ośmiuset, których pobił za jednym zamachem.” – oczywiście nie machną raz, tylko tak długo machał, aż ich pobił, ale to za jednym zamachem, nie wypuścił oręża z ręki – „za nim idzie Eleazar, syn Dodiego, wnuk Achochiego. Był to jeden z trzech rycerzy, którzy byli z Dawidem, gdy lżono Filistyńczyków zebranych tam do bitwy. Gdy wtedy wojownicy izraelscy ustępowali, On stanął i bił Filistyńczyków, aż mu zdrętwiała ręka i przywarła do miecza, a Pan dał w tym dniu wielkie zwycięstwo. Wtedy wojsko zawróciło za jego przykładem, lecz już tylko po to, aby złupić poległych. Za nim idzie Szamma, syn Agea, Hararejczyk. Pewnego razu Filistyńczycy ściągnęli do Chaja, gdzie była działka pola obsianego soczewicą. Gdy wojsko pierzchnęło przed Filistyńczykami, On stanął pośrodku działki, odbił im ją i pobił Filistyńczyków, a Pan dał wielkie zwycięstwo.” Co to byli za ludzie? Wszyscy uciekali, a oni w drugą stronę, to w grupie powinni czuć się lepiej, a oni poczuli się lepiej, kiedy byli sami. Dziwni to ludzie. Nie otaczali się świtą wielu, nie potrzebowali tego, wiedzieli, że z nimi jest ktoś większy od miliona cielesnych ludzi, sam Bóg. Wtedy nie tylko, że odbili pole, ale stanęli i nikt więcej tam już nie wszedł. Ćwiczyli się chodząc z Bogiem. Oni byli takimi ludźmi, bo pracował w nich Duch Boży. Nauczyli się zwyciężać, nie umieli przegrywać, jakie to jest ważne. Jeżeli w chrześcijaństwie nauczymy się przegrywać, to już sobie szykujemy tragedię: „a przegrywać, często przegrywam, ale jakoś się żyje”. Co to znaczy „jakoś” uciekając stale przed wrogiem? Jeśli tylko pojawi się hasło, to już koniec?

         Ale to jest doświadczenie tych trojga ludzi. Każdy z nich stał samotnie w bitwie i wygrał z przeważającą siłą wroga. Fizycznie to było niemożliwe, tylko dzięki Bogu mogło to nastąpić.

         Co czytamy dalej: „Co dotyczy tych trzech spośród trzydziestu dowódców, to zstąpili oni i przyszli w okresie żniwa do Dawida do pieczary Adullam, podczas gdy oddział Filistyńczyków obozował w dolinie Refaim. Dawid przebywał wtedy w warowni, a w Betlejemie stała wówczas załoga filistyńska. Dawid miał pragnienie, rzekł więc: Kto da mi się napić wody ze studni betlejemskiej, która jest przy bramie? Wtedy to ci trzej rycerze przebili się przez obóz filistyński, naczerpali wody ze studni betlejemskiej, która jest przy bramie, i przynieśli ją Dawidowi. Lecz Dawid nie chciał jej pić, ale wylał ją jako ofiarę laną dla Pana, mówiąc: Niech mnie Pan zachowa, abym to miał uczynić. Czyż miałbym pić krew mężów, którzy poszli z narażeniem własnego życia? I nie chciał jej pić. Tego dokonali ci trzej rycerze.”
2 Samuela 23,13-17. Dawid wiedział, kto działał w tych trzech, że oni byli w stanie to zrobić. Rozumiecie? Oni najpierw byli sami, wygrywali, pokonywali mnóstwo, a kiedy później król miał życzenie, oni we trzech razem poszli i nie patrząc na to, ile tam jest ludzi, to nie miało dla nich znaczenia, poszli nabrać wody. Nie ważne ile by tam nie było rycerzy, czy milion, czy trylion, oni poszli zdecydowanie nabrać wody i przynieść ją królowi. Nie liczyło się dla nich ilu tam jest żołnierzy, nie wysyłali na zwiady, żeby dowiedzieć się, ilu tam stacjonuje, oni poszli przynieść wodę i koniec. Dla nich nie było innego tematu. Oni pójdą i przyniosą wodę królowi. Oni nie mieli wkalkulowane, że pójdą i zginął, a on ich potem będzie nieść, bo poszli przynieść królowi wodę. Nie, oni poszli nabrać wody i ją przynieść. Oni w ogóle nie myśleli, że zginął, oni myśleli, że przyniosą wodę i po to poszli. To było w ich sercu i w ich myśleniu. Zobaczcie, że mamy być nowego serca, innego sposobu myślenia, bo walka jest duchowa, przeciwnik jest duchowy i my musimy być zwycięzcami nad wrogiem. Mamy zwycięstwo w Chrystusie. Jezus mówi: „Pamiętajcie, Ja zwyciężyłem świat”. Musimy myśleć zwycięsko, żyć zwycięsko, modlić się zwycięsko, wiedząc, że Bóg wywołał nas z tego świata i od początku pokazywał nam zwycięstwo, napełniając nasze serce, tym, co jest potrzebne, abyśmy to zwycięstwo osiągali. Nabywa się więc to, od początku wzrastając. Nie patrz na wierzących, którzy nie wzrastają, bo ci się oczy pomylą. Patrz na Jezusa i na tych, którzy wzrastają. Tylko na tych warto patrzeć. Nie patrz na tych, którzy się wycofują, bo ci się pomyli chrześcijaństwo. Nie ważne ile kto ma lat w chrześcijaństwie, ważne czy nadal rośnie, to jest podstawa. Jeśli rośnie, możesz patrzeć, tam jest duch zwycięstwa. Jeśli nie rośnie, lepiej uważaj, żebyś przypadkiem nie zaczął, czy nie zaczęła naśladować ducha porażki i schodzenia z pola bitwy, ukrywania się w różnych miejscach cielesności i mówienia: „jestem nadal chrześcijaninem”.

         Pamiętaj o swoim Wodzu, Który przeszedł przez wszystkie szeregi jakie tylko stanęły na drodze, tam demony uciekały, wszystko wiało. Dopiero kiedy już chodziło o oczyszczenie nas z naszych grzechów, wtedy pozwolił się pojmać i ukrzyżować nadal zwyciężając. To jest piękne, co mamy przed sobą, a mamy przed sobą obraz ludzi, którzy wyćwiczyli się chodząc z Bogiem. Myślicie, że oni byli takimi żołnierzami od urodzenia? Nie, oni chodzili z Bogiem. I tak jak Dawid wszedł do obozu i tam była pełna armia izraelitów, która drży przed Goliatem, Dawid wszedł i nawet nie miał drżenia kolan, tylko  powiedział: „co się tutaj dzieje, jakiś taki jeden i robi takie rzeczy?”, on nawet nie miał  tego w myśleniu, co oni. On nie myślał pierzchać przed nim, on myślał pójść i go załatwić, i koniec. To jest nasz sposób myślenia: rozwiązać problem w Boży sposób, koniec. Wygrać bitwę, a nie jęczeć z innymi: „oj, to straszne, żeby tego Goliata może Bóg usunął, to by było dobrze”. Był gotowy usunąć. Trzeba codziennie i codziennie ćwiczyć się w należeniu do Boga. Codziennie wygrywać. Nie ucz się przegrywać. Masz problem, rozwiąż go w Boży sposób, musisz wygrać, to jest podstawa. Nie ma porażki. Jeślibyś poniósł porażkę On wstawia się ze Swoją krwią, ale to nie znaczy, że mogę sobie ponosić porażkę. ”Wbij Jozuemu do głowy” – mówi Bóg  - „ty masz iść i zdobyć te tereny, nie bój się, Ja jestem z tobą.” Chrześcijanin nie może myśleć kategoriami swojej cielesności, musisz myśleć kategoriami Tego, Który zaczął twoje chrześcijaństwo. Z kim dzisiaj idziesz? Sam, sama, czy idziesz z Bogiem? Duch Święty cię prowadzi, czy twój rozum? Kto idzie przed tobą, za kim idziesz? Czy to jest Ten, Który rozbił wszystkie wrogie armie i zdobył wszystkie tereny, czy to za Nim dzisiaj idziesz? Dlatego, że ludzie w chrześcijaństwie nie ćwiczą się w pobożności, to później jakieś byle rzeczy ich powalają i rozwalają, i jest koniec. Człowiek się poddaje i później coraz więcej chrześcijan, a coraz mniej Zwycięzców. Paweł na podstawie tych trzech pisał do Tymoteusza: „Tymoteuszu, patrz za ludźmi z czystym sercem, to są zwycięzcy”. Bóg chce, żebyśmy wygrywali, po to posłał nam Jezusa. Ale w sferze myślenia nie może być: „a...ja się do tego nie nadaję” – taki sposób myślenia w ogóle nie pasuje do Nowego Przymierza. Kto z nas się nadawał do Nowego Przymierza? Ale to już umarło przecież, żyjemy dzięki Jezusowi, a nie dzięki swojej mocy i sile, pomysłom, mądrości, elokwencji, i nie wiem dzięki czemu jeszcze. Mamy zwycięstwo w Chrystusie, nie z samych siebie. Mamy umocnić się w mocy Pana naszego, Wodza, w Jego zwycięstwie, a nie w swojej mocy. On więc jest zwycięzcą. Jeśli ktokolwiek schodzi z tej pozycji i wchodzi na swój teren życia chrześcijańskiego to normalne jest, że będzie przegrywać. Jest niemożliwe wygrać bez Jezusa, niemożliwe dla żadnego człowieka. Żołnierz to jest żołnierz, to jest ktoś, kto jest gotowy do bitwy, gotowy do wymarszu, zawsze gotowy. Wielu się zasiedziało, stało się domownikami, mają ciepłe kapciuszki, ciepełko i jest fajnie, i miło. Można tak żyć w chrześcijaństwie – spotkania, zgromadzenia, pośpiewanie, pomodlenie i dalej ciepłe kapciuszki. Jaki to żołnierz? W Słowie Bożym Paweł pisał do Tymoteusza, że żołnierz ma się podobać temu, który go do wojska powołał – to znaczy Jezusowi. A Jezus mówi: „Masz by gotowym zawsze żyć według standardów Nowego Przymierza.”

         Gdyby więc ci trzej się nie ćwiczyli i nie widzieli: „nie z Bogiem nie można przegrać, z Bogiem musisz wygrać” to by nie wygrali w tych bitwach, a potem by nie poszli tak śmiało przynieść wody Dawidowi. Nasze serce potrzebuje być odważne jak serce Jezusa.

         Księga Daniela, 1 rozdział, od 8 do 17 wiersza: „Lecz Daniel postanowił nie kalać się potrawami ze stołu królewskiego ani winem, które król pijał. Prosił więc przełożonego nad sługami dworskimi, by mógł się ustrzec splamienia. A Bóg zjednał Danielowi łaskę i miłosierdzie przełożonego nad sługami dworskimi. Przełożony nad sługami dworskimi rzekł do Daniela: Boję się, że król, mój pan, który wam wyznaczył pokarm i napój, zauważy, że wasze twarze są chudsze niż młodzieńców w waszym wieku i narazicie moją głowę na niebezpieczeństwo u króla. Wtedy Daniel rzekł do nadzorcy, którego przełożony nad sługami dworskimi ustanowił nad Danielem, Ananiaszem, Miszaelem i Azariaszem: Zrób próbę ze swoimi sługami przez dziesięć dni. Niech nam dadzą jarzyn do jedzenia i wody do picia. Potem przypatrzysz się nam, jak wyglądamy i jak wyglądają młodzieńcy, którzy jadają pokarm ze stołu królewskiego i według tego, co zobaczysz, postąpisz ze swoimi sługami. I wysłuchał ich prośby, i zrobił z nimi próbę przez dziesięć dni. A po upływie dziesięciu dni okazało się, że lepiej wyglądali i byli tężsi na ciele niż wszyscy młodzieńcy, którzy jadali pokarm ze stołu królewskiego. Dlatego nadzorca odstawiał ich pokarm i wino, które mieli pić, i podawał im jarzyny. A Bóg dał tym czterem młodzieńcom znajomość i rozumienie wszelkiego pisma i mądrości; Daniel zaś znał się na wszelkiego rodzaju widzeniach i snach.” Cóż wielkiego oni uczynili? Po prostu nie chcieli jeść ze stołu króla uważając, że jest to nieczysty pokarm, zanieczyszczony, poświęcony może jakimś bałwanom, a oni będą jeść czysty. Przeciwstawili się władcy narodów i Bóg dał im zwyciężać dalej. Nie tylko oni byli Żydami, tam też byli inni Żydzi, ale to o nich czytamy, że nie chcieli się skalać. Czy chcesz się skalać duchem tchórzostwa, duchem cofania się, poddawania się, duchem opuszczania rąk, który jest na stole religii? Czy chcesz odmówić sobie tego pokarmu i spożywać Boży pokarm – Boże Słowo i żyć każdym Słowem, które pochodzi z ust Bożych, aby On mógł dalej wykonać tą święta pracę, którą rozpoczął.

         Księga Daniela, 2 rozdział, od 13 wiersza, czytamy tu o Danielu, który napotyka na przeciwność, której jeszcze nikt nie napotkał – komuś się śnił sen, a teraz trzeba opowiedzieć ten sen. Można by rozłożyć ręce tak, jak tamci rozłożyli - „nigdy się nikomu to jeszcze nie udało”. Ale zwycięstwo odnoszone w tych miejscach, na które napotykali pozwoliło, że oni spojrzeli na tą przeciwność jak zwycięzcy z Bogiem, bo oni wiedzieli, że nie są w stanie wiedzieć, jaki to był sen, ale Bóg wie. Oni podeszli do tej sprawy z Bogiem jako zwycięzcy i oni wiedzieli, że Bóg wie, i że On może to im objawić. Więc nie powaliło ich to, jak tamtych, tylko znowu ich przyprowadziło do Boga i od Boga wzięli to, co było potrzebne, aby wygrać. I co się wydarzyło po tym zwycięstwie, król Nebukadnesar pada: „Wtedy król Nebukadnesar padł na swoją twarz i oddał cześć Danielowi; i rozkazał złożyć mu ofiary z pokarmów i kadzidlane. Potem odezwał się król i rzekł do Daniela: Zaprawdę wasz Bóg jest Bogiem bogów i Panem królów. On objawia tajemnice; gdyż ty mogłeś odsłonić tę tajemnicę.” Dan. 2,46.47 Jak my patrzymy na przeciwność? Czy jak zwycięzcy, czy jak przegrani? Jak patrzymy na święte życie – jak zwycięzcy, czy jak przegrani? Jak patrzymy na miłość w zborze – jak zwycięzcy, czy jak przegrani? Czy już poddaliśmy się i mówimy: „to nie da rady, to się nie powiedzie, ludzie są uparci, zawzięci i koniec, już nawet nie ma o czym mówić, mówmy już tak, żeby nikt za bardzo nie poczuł się źle.” Czy nadal będziemy rozgłaszać Słowo Boże jako zwycięzcy, wiedząc, że Bóg stoi za każdym Słowem, które wyrzekł.

         Zobaczcie, że całe wojsko ucieka z pola, a jeden człowiek wraca na zdobyte pole, wypędza wroga i nikt już tam z tych wrogów nie może wejść. To jest właśnie serce, które jest według serca Bożego, które jest sercem zwycięskim, które myśli w inny sposób, niż myślą wszyscy inni. Taki człowiek podchodzi do doświadczenia – „lecz z Bogiem moim mogę również tutaj wygrać, tu również Jego chwała może się objawić”. Piękny jest sposób takiego myślenia, piękny jest sposób takiego życia, w którym codziennie człowiek ćwiczy się w zwycięstwie, w małym, większym, coraz większym. Widzimy jak uczy się dziecko, raczkuje, zaczyna wygrywać, później próbuje się podnosić, zaczyna wygrywać, zaczyna chodzić, wygrywa, zaczyna mówić i znowu wygrywa, mimo przeciwności, wydawało by się mimo trudności, które są na drodze. Tak samo jest z dzieckiem Bożym. W tych trudnościach dziecko Boże uczy się wygrywać.

         Później spotykamy tych trzech młodzieńców, którzy są wrzuceni do pieca, dlatego, że nie chcą się pokłonić posągowi - następne zwycięstwo. Oni mówią: „jeśli Bóg uzna, że mamy zginąć w płomieniach, to zginiemy, ale jeśli nie, to nie zginiemy, ale pokłonu temu posążkowi nie oddamy.” Jakie to jest ważne.

         Później widzimy Daniela w jaskini lwów. Jest nadal zwycięzcą. Idzie się modlić, chociaż wie, że za to grozi kara śmierci. Jest zwycięzcą i myśli jak zwycięzca. Nie jest tchórzem, nie myśli, że już ma pewne zaszczyty w Babilonie, jest ministrem, kimś na wysokiej pozycji i miałby to stracić? Przecież tam będzie mógł wiele dobrego zrobić dla Boga, może zaprzestańmy modlitwy? Idzie się modlić, jest nadal zwycięzcą w rękach Bożych. Pamiętajmy, że ci, którzy są w rękach Bożych są zwycięzcami. Jezus mówi, że nikt ich nie wydrze z Mojej ręki, Bóg decyduje o tym. Dla nas są to bardzo ważne sprawy.

         Pamiętamy początek Mojżesza, prawda? Niezbyt udało mu się to, żeby uratować Izraela własną ręką, nawet ręką księcia egipskiego. Musiał uciekać. Ale potem Bóg stanął na jego drodze i powiedział: „Idź Mojżeszu, posyłam cię, abyś wyprowadził mój lud z niewoli egipskiej”. Wzbraniał się i różne rzeczy robił, ale w końcu poszedł. Stanął przed tym faraonem i ogłosił mu to, co powiedział Bóg. Nie widział jeszcze tych wszystkich Bożych działań, ale przyjął je. Później, gdy zobaczył, co za to spotkało lud, znowu przyszedł do Boga i powiedział: „Boże, po coś mnie posłał, skoro oni mają trudniej?” Gdy myśmy się nawrócili czy też nie było trudniej, niż przed nawróceniem? Było trudniej, trzeba było z jakimiś nowymi wrogami jeszcze sobie radzić. Ale później ćwiczy się w zwyciężaniu, wygrywa z Bogiem. Potem, kiedy staje naprzeciw Morza Czerwonego znowu słyszy Boży głos: „Czemu narzekasz? Podnieś swoje ręce, podnieś tą laskę, zobaczysz, co Ja uczynię.” I oto otworzył im drogę przez Morze Czerwone. To jest kolejne nauczenie się zwyciężania z Bogiem. Coraz dalej i dalej, i ten Boży człowiek dochodzi z Bogiem do coraz większych zwycięstw. Wiecie jak dobrze jest chodzić z Bogiem, Który jest zwycięzcą? Chodzić z Tym, Który nie ma w ogóle jakiejkolwiek opcji na przegraną. On nigdy nie przegrał i nie przegra, nigdy. Nawet, gdy wydaje się, że wróg już opanował cały teren, On przychodzi i robi porządek, przywołuje nas do siebie. Co chcesz osiągnąć w chrześcijaństwie?  - pytaliśmy się ostatnio. Jaka była odpowiedź? „To, co przeznaczył dla mnie Bóg” – tak? Nie to, co ja sobie wymyśliłem w chrześcijaństwie, ale to, co Bóg przeznaczył dla mnie w chrześcijaństwie chcę osiągnąć. To, co On dla mnie wyznaczył, powołując mnie na Swoje dziecko, abym żył tu dla Jego chwały. To chcę osiągnąć z Nim. Nie to, co wymyślę, tylko to, co On postanowił. To jest bardzo ważne.

         Widzimy więc Daniela i tych młodzieńców, zaczynają od tego, że odmówili pokarmów, później dalej i dalej. Dzisiaj o tym czytamy w Biblii. To jest świadectwo. Mamy patrzeć na bohaterów wiary, jak oni wytrwali i jak przeszli.

         Kiedy patrzymy na Jozuego, to był człowiek, który starał się jak najmniej być nie obok Mojżesza. Znajdujemy go prawie zawsze przy Mojżeszu. On widział zwycięstwa, przy końcu mówi: „możecie wszyscy odejść, ale ja i mój dom będziemy służyć Bogu.” We wszystkich przeciwnościach on jest zwycięzcą.

         Kiedy spojrzymy na Mordochaja, cóż takiego wielkiego było w tym, że się nie pokłonił temu Amalekicie? Po prostu był ambitny, czy nie? Chodziło mu o Boga, wojna, pamiętaj wojna między Mną, a Amalekitami jest do końca – powiedział Bóg. I on był Żydem, który o tym wiedział i nie pokłonił się Amalekicie. Nawet próbę zrobili, widoczny pośród wszystkich ludzi. Wiecie, jak ktoś się kłania, to ten co stoi uwidacznia się choćby nie był dużego wzrostu, to widać go wyraźnie. Groziło mu za to niebezpieczeństwo, ale z próba na próbę wygrywał, szedł dalej widząc na drodze z Bogiem coraz więcej zwycięstw. Z kim dzisiaj osobiście chodzimy? Czyj głos słuchamy? Czy to jest głos Boga z Biblii? Ludzie boją się o jutro, boją się, czy finanse im wystarczą, boją się o swoje zdrowie, boją się jak umrą, no nie wiem, o co jeszcze się boja? Różnych rzeczy się boją, czy to jest myślenie zwycięzców?

         Kiedy spojrzymy na Elizeusza, tego Bożego proroka, to jak on zaczynał? Oto Eliasz do niego przychodzi, zarzuca mu płaszcz i mówi: „pójdź za mną” I co on robi w tym momencie? Zaprzęg, zwierzyna na ogień, ofiara, jeszcze idzie się pożegnać z rodziną i zaczyna się jego chodzenie z Bogiem. Uczy się przy Eliaszu zwyciężać. Później napotyka na to, że kiedy przechodzą Eliasz zostaje porwany, a on w duchu Eliaszowym idzie dalej zwyciężać. Później te wszystkie wydarzenia, na które napotykał: siekiera w wodzie, on jest zwycięzcą, jego sposób myślenia jest zwycięski. Ogórki – on jest nadal zwycięzcą, armia wroga – on jest nadal zwycięzcą, mówi: „Boże pokaż temu słudze kto za nami jest”. On widział to, co było niewidzialne dla tego sługi.

         Jaki jest sposób naszego myślenia? Czy widzimy Jezusa? On mówi: „Ja jestem z wami po wszystkie dni, aż do skończenia świata”. Chodzi mi o duchowe zwycięstwa, nie o cielesne, że wywyższyłem się nad brata, czy nad siostrę, pokazałem się lepszym, mądrzejszym i wtedy jestem zwycięzcą. To nie o to chodzi. Walczymy nie z ciałem i z krwią, ale z mocami ciemności, z władztwami ciemności, by stać w mocy naszego Króla, naszego Chrystusa. I tak pisze Paweł w Liście do Efezjan, że toczymy bój z władztwami tego świata ciemności. W I Liście do Tymoteusza 6,12 jest napisane: „Staczaj dobry bój wiary, trzymaj się żywota wiecznego”, wygrywaj w przeciwnościach, nie zgadzaj się na to, aby twoje ciało kierowało twoim chrześcijaństwem, Duch Boży ma nim kierować. Staczaj dobry bój i wygrywaj. Przy końcu swojej wędrówki Paweł mówi: „Dobry bój bojowałem, wiarę zachowałem, biegu dokonałem, a teraz oczekuje mnie wieniec sprawiedliwości”.

         O czym myślisz jako chrześcijanin, jako chrześcijanka? Czy o dobru, które możesz dzisiaj uczynić? Czy widzisz ile dobra możesz nie uczynić, jeśli nie będziesz myśleć po chrześcijańsku? Jeśli zaczniesz myśleć cielesnym sposobem myślenia, czy wiesz ile dobra odsuniesz od siebie? Ile zwycięstw nie poznasz na swoje drodze? Ile będziesz musiał oglądać porażek, a twoje oczy będą coraz bardziej opuszczone? Niech Bóg pomoże nam zawsze wygrywać.

         Pamiętacie tych dwunastu posłańców? Dwóch wróciło z ochoczym sercem widząc wroga, a dziesięciu z porażką, przegramy, nie damy rady. I cały naród wpadł w głupotę, bo uwierzyli dziesięciu, a nie dwóm, wzięli na siebie całe doświadczenie, o którym powiedział Bóg, że to On będzie je dźwigał.

         I List do Tymoteusza, 3 rozdział, 13 wiersz: „Bo ci, którzy dobrze służbę pełnili, zyskują sobie wysokie stanowisko i śmiałość występowania w sprawie wiary, która jest w Chrystusie Jezusie.” Ci, którzy dobrze służbę pełnili zyskują sobie wysokie stanowisko znowuż do zwyciężania i śmiałość występowania w sprawach wiary, działania z wiarą na terenie ziemi, ale trzeba to pełnić dobrze, tak jak Bóg daje „dzisiaj”. On nie żąda więcej niż dał, ale musisz wykorzystać dzisiaj to, co masz od Boga. Co dzisiaj dał ci do dyspozycji, to używaj. Jutro dostaniesz więcej, pojutrze jeszcze więcej, po pojutrze jeszcze więcej, z każdym dniem jeszcze więcej będziesz dostawać, bo Bóg lubi dawać tym, którzy używają tego, co On im daje. Nie zakopują, nie chowają, nie ukrywają, ale z otwartym sercem używają tego dla chwały Tego, Który to dał.

         V Mojżeszowa, 11 rozdział, 8 wiersz: „Przestrzegajcie więc wszystkich przykazań, które Ja wam dzisiaj daję, abyście się wzmocnili, poszli i posiedli ziemię, do której ciągniecie, aby ją wziąć w posiadanie.” Wypełniajcie te przykazania, abyście się wzmocnili. Uczmy się więc wygrywać w wypełnianiu Słowa Bożego. Tam, gdzie duch ciemności chciałby, abyśmy użyli cielesny sposób, używajmy Bożego sposobu. I tak uczmy się wygrywać. Duch jest przeciwko ciału, a ciało przeciwko duchowi. Uczymy się wygrywać z Duchem Bożym, to jest piękna rzeczy. Wiecie, to chrześcijaństwo upada tylko dlatego, że zgubiło wartość zwyciężania. Zwycięstwa osiągają nie metodami Bożymi, ale ludzkimi, więcej i więcej czegoś, a serce daleko od Boga. Jeśli jesteśmy z Bogiem, to wtedy mamy ducha ochoczego i zwycięskiego.

         Ewangelia Łukasza 22 rozdział, wiersze od 28 do 30 mamy Słowa Jezusa, który mówi: „Wy zaś jesteście tymi, którzy wytrwali przy mnie w pokuszeniach moich. A Ja przekazuję wam Królestwo, jak i mnie Ojciec mój przekazał, abyście jedli i pili przy stole moim w Królestwie moim, i zasiadali na tronach, sądząc dwanaście plemion Izraela”. Zobaczcie: „wy zaś jesteście tymi, którzy wytrwali przy Mnie w doświadczeniach moich, w próbach moich, które przechodziłem na ziemi, a Ja przekazuję wam Królestwo, wyście wytrwali przy Mnie, a Ja wam przekazuję Królestwo. Wy już macie podstawy, by trwać w Moim Królestwie, by żyć według prawidła Mojego Królestwa, przy mnie tego się nauczyliście”. To jest piękna rzecz, którą czyni Jezus, On wyćwiczył ich w decyzjach, wyćwiczył ich, żeby oni się Go trzymali we wszystkich próbach i doświadczeniach, aby wzywali Jego imienia, a będą uratowani. Mógłbym to powiedzieć w ten sposób: Powołani zostaliśmy wśród doświadczeń zmiany naszego myślenia, ale wybrani jesteśmy wśród zwycięstw w doświadczeniach. Wybrani zwyciężają, powołani doznają przemiany myślenia, zaczynają myśleć o Bogu, o chęci życia z Bogiem, ale tylko wybrani osiągają zwycięstwo w doświadczeniach. Wielu jest powołanych, ale niewielu wybranych. Wielu doznało zmiany myślenia, zaczynają myśleć o Bogu, potrzebować Boga, zaczynają czytać Biblię, zaczynają rozumieć coraz więcej z Biblii, ale nie dochodzą do tego, do czego dochodzą wybrani, do zwyciężania w doświadczeniach. Szukają innych sposobów, aby w doświadczeniach sobie poradzić, ludzkich sposobów, starych, sobie znajomych sposobów, korzystają z siły ciała, a nie z siły Boga działającego i tutaj jest problem, dlatego też nie mogą osiągnąć tego, co wybrani osiągają – zwycięstwa.

         Dochodzimy tutaj też do tego znanego sługi Pawła. List do Kolosan, 2 rozdział, wiersz 1 do 3: „Chcę bowiem, abyście wiedzieli, jak wielki bój toczę za was i za tych, którzy są w Laodycei, i za tych wszystkich, którzy osobiście mnie nie poznali, aby pocieszone były ich serca, a oni połączeni w miłości zdążali do wszelkiego bogactwa pełnego zrozumienia, do poznania tajemnicy Bożej, to jest Chrystusa, w którym są ukryte wszystkie skarby mądrości i poznania”. Gdyby to był człowiek, który umie przegrywać, to ten człowiek nie toczyłby takiego boju o zwycięstwo Bożego ludu, poddałby się. A on nadal miał determinację walki o ich zwycięstwo, widząc wiele rzeczy, które się działy, on nadal miał ochotę zwycięstwa dla nich i stawał przed Bogiem.

         Później Epafras, który również toczył bój w modlitwach, aby byli doskonali i trwali we wszystkim, co jest wolą Bożą. Następny człowiek, który toczył bój i miał w sercu zwycięstwo. Widział tych ludzi, którzy gięli się przed cielesnością, a on chciał im wyprostować kolana przed cielesnością, a skłonić kolana przed Bogiem. I stawali w modlitwie jak żołnierze, którzy widzieli gdzieś tam na dole przegrywających, ale oni nie przegrywali, nadal widzieli Boga, Który może ich z tego wyrwać. Piękna rzecz być takim człowiekiem, mieć zwycięstwo w sercu, zwycięstwo Chrystusa, kochać Jezusa, swojego zwycięskiego Wodza. Chlubić się swoim Wodzem, On  nigdy nie przegrał, ja też nie chcę nigdy przegrać. Można sobie znaleźć: „O, Dawid przegrał, to znaczy, że ja mogę też”. Takie szukanie to jest głupie szukanie. Patrzmy na Tego, Który nigdy nie przegrał. Zobaczmy Pawła:

         List do Filipian, 1 rozdział, od wiersza 12  do 13: „A chcę, bracia, abyście wiedzieli, że to, co mnie spotkało, posłużyło raczej ku rozkrzewieniu ewangelii, tak, że więzy moje za sprawę Chrystusową stały się znane w całym zamku i wszystkim innym,” Zwycięzca, chociaż jest w więzach, ale jest zwycięzcą, wygrywa, staje przed namiestnikami czy królami i mówi im o Chrystusie. Jest zwycięzcą.  Oni się gną, oni się zastanawiają. „A większość braci w Panu nabrała otuchy z powodu więzów moich i zaczęła z większą śmiałością, bez bojaźni, głosić Słowo Boże.” Filipian 1,14. Sam wygrywając, dodał jeszcze innym otuchy. Widzieli w jaki sposób Paweł jest w więzieniu, to było dla nich normalnie doświadczenie, to jest zwycięstwo, on się nie gnie, nie boi się, „nie trzęsie portkami”, że może zginie, jest zwycięzcą i w więzieniu też jest zwycięzcą. Jego listy wysyłane z więzienia są pełne zwycięstwa. Mówi: „oto już nadchodzi czas, będę złożony, ale ty pamiętaj – trwaj! Zaklinam cię na Boga – ty trwaj, nie dopuść porażki.”

         Nehemiasz – nie umiał dopuścić porażki. Każdy z tych Bożych ludzi nie umiał uwierzyć w porażkę, umieli uwierzyć w zwycięstwo, dlatego taką bitwę staczali o to, żeby Bóg był uwielbiony. I tak w wielu miejscach spotykamy tego Bożego człowieka, który idzie w olbrzymim zwycięstwie.

         W Liście do Filipian 4,13 jest napisane: „Wszystko mogę w Tym, który mnie wzmacnia w Chrystusie”. Pisze do Tymoteusza: „W pierwszej obronie mojej już nikogo przy mnie nie było, wszyscy mnie opuścili, niech Pan im tego nie policzy, ale Pan był ze mną i umocnił mnie” – Paweł był zwycięzcą. Zwycięzca w małym, zwycięzca w coraz większych przeciwnościach, który trafia do następnego doświadczenia i jest zwycięzcą. W więzieniu z Sylasem śpiewają pieśni zwycięzcy. Wydawałoby się, że są pokonani, ale niezwyciężeni. To jest właśnie to, czego potrzebujemy każdego dnia należąc do Chrystusa. W komunikacji ze sobą, w codziennym widocznym naszym życiu brat i siostra potrzebuje widzieć w nas zwycięzców. Gdybyśmy trafili w takie czy inne doświadczenie zawsze jesteśmy zwycięzcami, które przechodzą przez nie w Duchu Chrystusowym, którzy zwiastują Chrystusa, który mieszka w nich, a On większy jest od tego, który jest na świecie. Nie znaczy, że to są nie wiadomo jak potężni ludzie, to może być mały człowiek, jego wygląd taki nijaki, a mowa do niczego, a tam gdzie poszedł, tam wszystkie armie wroga musiały być pobudzone do wojny, bo Paweł tam wszedł. Jeden Paweł ogarniał całe pole pogan i powiedział: „nie pozwoliłem poruszać się tu żadnemu wilkowi, gdy odejdę będzie już inaczej, ale do tego momentu, dopóki tu jestem, żaden wilk nie może bezkarnie się przemknąć, żaden wilk nie mógł wyrwać owcy.” Paweł mówi: „kim byli wcześniej, nie obchodzi mnie to, odpowiedzą przed Bogiem za to, co robią”. Miał zwycięstwo w sercu i przy nim ludzie uczyli się zwyciężać, mieć pewność Boga w rzeczach, na które napotykali.

         2 List do Tymoteusza, 1 rozdział, od 16 do 17 wiersza: „Niech Pan okaże miłosierdzie domowi Onezyfora, bo mnie często pokrzepiał, a więzów moich się nie wstydził, ale będąc w Rzymie, usilnie mnie szukał i znalazł;” Zobaczcie, nie wstydził się więzów, nie wstydził się żyć dla Boga ale zwyciężał. I kiedy wielu opuściło Pawła, on kiedy się dowiedział, usilnie go szukał i znalazł. „Niech mu Pan da, aby znalazł miłosierdzie u Pana w owym dniu; a jak wiele usług oddał mi w Efezie, ty wiesz najlepiej.” 2 Tym.1,18 Wiecie, mieć właśnie takiego ducha zwycięstwa, takiego ducha, kiedy człowiek idzie prosto, patrzy prosto, jest świętym, oddzielonym od strachliwych ludzi, jest wśród bohaterów, świętych, którzy są pewni swego Chrystusa. Wiedzą do kogo należą, komu zawierzyli i nie wstydzą się tego powiedzieć: „Mam już zwycięstwo w tej sprawie i będą dążył do tego zwycięstwa z moim Chrystusem, aż zdobędę ten cały teren dla Jego chwały i pójdę dalej zwyciężać.” Jak ważne jet to w modlitwie, bo bezbożni chwieją się, nic nie osiągają. Wiemy też o Tymoteuszu, że też się uczył przy Pawle i poszedł na całość. Gdy się zgubił w jednym momencie to Paweł podniósł go z powrotem, potem też siedział w więzieniu, z którego wyszedł, był zwycięzcą. Niech rodzą się zwycięzcy, niech rodzą się ludzie, którzy mogą oglądać zwycięzców, którzy mogą widzieć złamanych ludzi przed Panem, ale nie złamanych wobec wroga, którzy nie pękają przed wrogiem, ale przed Panem. Są jak ci, którzy tylko w Nim nadzieję pokładają, którzy przed Nim swoje kolana skłaniają i do Niego nieustannie należą.

         Czy widzicie to wszystko, o czym mówiliśmy? Czy widzicie, że stare runęło i wszystko stało się nowe? Czy widzicie duchowymi oczami chwałę zwycięstwa? Czy idziecie za tym dzisiaj i nie budujcie nowych budowli i mówicie: „o, piękna, prawda?”, tylko idziecie za Bogiem dalej i dalej, dorastając? Możliwe, że ci bohaterowie gdzieś na swojej drodze spotkali innego bohatera i widząc jego życie nabrali otuchy, posilili się, uchwycili się Boga, nauczyli się wygrywać. Dlatego Paweł pisze: „patrzcie na wodzów waszych, na ich zwycięstwa nad śmiercią, gdy doszli do niej, to patrzyli jej śmiało, możemy powiedzieć w oczy: „gdzież jest o śmierci zwycięstwo twoje? przegrałaś z Jezusem, On jest moim życiem, idę dalej, nie kończy się moja wędrówka”. Bracie, siostro, idź przez wszystko, krocz w zwycięstwie, ale jeśli nie będziesz się ćwiczyć w pobożności to nie masz żadnych szans na zwycięstwa. Jeśli będziesz chodzić własnymi cielesnymi drogami, myśleć o tym, co cielesne, zmysłowe i demoniczne, to żadne chrześcijańskie zwycięstwo nie jest do ciebie dostosowane. W zwycięstwo trzeba wejść z wcześniejszego zwycięstwa, tak jak się wchodzi po schodach, od zwycięstwa do zwycięstwa, z chwały, w chwałę, coraz wyżej, jak to sprawia Bóg, Który jest duchem w nas. Niech Jemu będzie chwała, niech będzie uwielbione Jego święte imię, niech będzie widać w nas zwycięstwo Chrystusa każdego dnia, dla Jego chwały, amen.

Jan 14:23