zgr 28 08 2024 Rozważania Listu do Rzymian 15,1-7; Marian

 

zgr 28 08 2024 Rozważania Listu do Rzymian 15,1-7;  Marian

 „A my, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych. Każdy z nas niech się bliźniemu podoba ku jego dobru, dla zbudowania. Bo i Chrystus nie miał upodobania w sobie samym, lecz jak napisano: Urągania urągających tobie na mnie spadły. Cokolwiek bowiem przedtem napisano, dla naszego pouczenia napisano, abyśmy przez cierpliwość i przez pociechę z Pism nadzieję mieli. A Bóg, który jest źródłem cierpliwości i pociechy, niech sprawi, abyście byli jednomyślni między sobą na wzór Jezusa Chrystusa, abyście jednomyślnie, jednymi usty wielbili Boga i Ojca Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Przeto przyjmujcie jedni drugich, jak i Chrystus przyjął nas, ku chwale Boga.”

Pan Jezus nie był atletą, nie był mistrzem świata w dźwiganiu ciężarów, a Słowem Swoim podtrzymuje to wszystko, a tyle waży. Wątpię, czy bylibyśmy w stanie określić ile to waży. A wygrał to wszystko w słabości. Zachęca więc nas nawet do tego, żebyśmy byli słabi, żebyśmy byli tak słabi, żebyśmy nie umieli oddać złem za zło, żebyśmy chcieli ratować się.

Można powiedzieć w ten sposób, że jeżeli jednemu coś nie udaje się, to drugi czuje się taki pewniejszy w tym momencie; a mnie się udaje, mnie się powodzi. A gdy drugiemu udaje się, to czuje się tak nie za bardzo i musi powiedzieć: No wiesz, tobie teraz to tak udało się, ale wcześniej nie udawało ci się. Trzeba więc powiedzieć już, co by znaczyło, że udało ci się raz, ale znowu ci się nie uda. Zwróćcie uwagę, że my mamy tendencję pomniejszać powodzenie, gdy komuś powodzi się, a kiedy komuś nie powodzi się, to wywyższać się i cieszyć się, że nam powodzi się. To jest nasze, takie ludzkie. Nie lubimy rywalizacji, gdy inni wyprzedzają nas, lubimy wyprzedzać innych i dlatego źle czujemy się, gdy ktoś duchowo stoi lepiej niż my. I często wtedy zaczynamy dołować się, nie myśląc, że przecież to nie jest złe, że ktoś dobrze stoi duchowo. Niech jak najwięcej stoi dobrze duchowo i wtedy będziemy mieli jeszcze więcej dobra danego od Pana. Powinniśmy więc cieszyć się, gdy ludzie wzrastają, rozwijają się, tak jak cieszymy się, że dzieci dorastają, że zajmują się już różnymi rzeczami, sprawia nam to zadowolenie. Co prawda wzrastając mówią też pewne rzeczy i zaczynają czynić pewne rzeczy, z którymi musimy sobie radzić.

Mamy świadomość, że są tylko dwie drogi. Jedna jest szeroka, szliśmy nią i wcale nie byliśmy tacy szczęśliwi, gdyż zorientowaliśmy się, że była to droga do gehenny i dziękowaliśmy Bogu, że nas zatrzymał i staliśmy się słabi. Wtedy ludzie zaczęli po nas jechać, mówić przeciwko nam różne złe rzeczy. A my byliśmy tak słabi, że nie potrafiliśmy odpowiedzieć im inaczej, jak tylko znosząc te wszystkie złośliwe uwagi. Niesamowita słabość, w której poznawaliśmy coraz bardziej Chrystusa i modliliśmy się za tych ludzi. Niesamowita słabość. Słabość, w której jest siła, siła niesienia pomocy ludziom, którzy mniemają, że są lepsi od nas, bez wywyższania się nad nimi, ani wytykania im tego, że to my w sumie dźwigamy wasze ciężary, a nie wy nasze. Ale znosimy to i stajemy się coraz bardziej bliżsi z Chrystusem. Myślę, że każdy z nas doznał tego i każdy z nas wie jak to smakuje. To jest ta droga, która wydaje się drogą słabych ludzi. Kiedy mówią: A, ja nie jestem ani pijakiem, ani narkomanem, oni potrzebują Boga, ja nie potrzebuję Boga. Sami więc ludzie twierdzą, że słabi potrzebują Boga. W porządku; słabi potrzebują Boga. Potrzebują Boga po to, żeby Bóg uczynił nas jeszcze słabszymi, żebyśmy mogli wygrywać w tych wszystkich rzeczach. Jakaż to chwała być coraz słabszymi ludźmi, umiejącymi poradzić sobie w coraz trudniejszych sytuacjach, nie szukając dla siebie wyjścia poprzez to, że ktoś nie radzi sobie, ale dlatego, że chcemy nauczyć się Chrystusa, chcemy poznać tą wąską drogę, którą jest Chrystus.

Pamiętajcie, że w rywalizacji dobrze jest, gdy ludzie nawzajem mobilizują się poprzez to, że rozwijają się w tej mobilizacji. Rekordy świata padają właśnie przez to, że mobilizują do większego wysiłku, żeby pobić kolejny rekord. My tez powinniśmy wyprzedzać się nawzajem. W czym? W okazywaniu wzajemnego szacunku. Kto okazuje szacunek? Niższy okazuje szacunek wyższemu. Kiedy więc my stajemy się mniejsi, wtedy swobodniej szanujemy innych. Kiedy mamy o sobie wysokie mniemanie, wtedy nie szanujemy innych, bo jakże, my, panowie, mielibyśmy szanować mniejszych od siebie? To przecież głupio wygląda, jak ktoś poniża się, uniża się. To ja wtedy czuje się tak, żeby każdy wiedział, że ja tu jestem panem. A kiedy uniżam się, to każdy pomyśli, że ja tu co jestem? Jakiś sługa? A to nikt wielki, też można po nim pojechać, można napluć na niego, można powiedzieć, że co to tam za człowiek? A okazuje się, że ten sługa, to jest właśnie ten mądry człowiek, który może pomóc tym, którzy są zagubieni. Ale oni nie chcą go słuchać, bo wydaje im się, że cóż taki człowiek może powiedzieć im. Gdyby nauczył nas, jak przepchnąć się łokciami, jak pokazać swoją wyższość, jak coś udowodnić, to wtedy może chcielibyśmy posłuchać. Ale jak uniżyć się, jak znieść przeciwności?

I teraz moglibyśmy powiedzieć: Jak wygląda ten zbór w tej rywalizacji? Którzy to tam biegną z przodu, co dźwigają ciężary innych? A którzy mistyfikują dźwiganie ciężarów innych, którzy próbują i zaraz czują się zawiedzeni, że nie dźwignęli aż tak dużo? Niestety tak się dzieje. Gdyby nikt nie umiał dźwigać ciężarów innych, to wszyscy byśmy tutaj zginęli. Ktoś musi. Tak samo jak rodzice muszą umieć dźwigać niedoskonałości swoich dzieci, aby czynić im dalej Boże dobro, czy nawet to ludzkie dobro. Tak samo w zborach muszą być ludzie, których Pan nauczył Swojego uniżenia, których nauczył jak dobrem zwyciężać zło. Czyście próby nie przeszli, że Chrystus jest w was? A przecież On jest Sługą. Doświadczajcie samych siebie, czy trwacie w wierze. Przez to właśnie zachęcajcie się nawzajem. Pokażcie innym, że jesteście ludźmi, którzy rozumieją to, że najlepsze ćwiczenie jest właśnie w tym. Zakon Chrystusowy wszak brzmi: Jedni drugich ciężary noście, a tak wypełnicie zakon Chrystusowy. Ażeby nosić ciężary innych, to ja muszę stać się sługą kogoś. Żeby nosić jego ciężary, to musi być sługa. Nie może przecież pan nosić ciężarów sługi. Sługa musi być tym, co dźwiga ciężary pana. Co byś widział, że sługa idzie z przodu, a pan za nim i dźwiga ciężary. Ktoś by powiedział: O, to jest pan. Nie, nie to nie jest pan, ja jestem panem, to jest mój sługa. To do takiej służby ja bym z chęcią przystał; jeszcze pan płaci za to, że sługa jest jego sługą, a pan dźwiga ciężary.

To właśnie uczynił Jezus, pokazał, że chociaż jestem Panem, Nauczycielem, to jednakże dźwigam wasze ciężary. Pomyśl sobie, że przed tobą stoi wielkie doświadczenie, żeby zachęcić innych. Do wydajniejszego poznawania Jezusa Chrystusa i działania w zborze, najlepszym jest to, kiedy zdopingowana, czy zdopingowany czynisz postępy w wierze i wywołujesz w ludziach pewną reakcję. Będą szukać haka na ciebie, żeby pokazać, że to jest tylko wytwór twoich pomysłów. Masz już szansę, że ludzie będą zwracać na ciebie uwagę, żeby znaleźć haka na ciebie i wtedy będziesz czujnym, trzeźwym, już zyskujesz, masz coraz więcej możliwości rozwijać się, jesteś pod obserwacją. I gdy nie znajdą haka, to oni teraz mają problem, bo pojawił się kolejny słaby człowiek w zborze, który potrafi dźwigać ułomności innych. A że człowiek ma poczucie wyższości i chce być jak najwyższym, wtedy powstaje rywal. I znowuż będziesz mieć szansę urosnąć, bo będą próbowali teraz znaleźć nie tylko haka na ciebie, ale nawet przeszkadzać ci w tym twoim rozwoju, żebyś przypadkiem nie prześcignął, czy nie prześcignęła i masz więcej szansy na rozwój. Zobacz, gdzie się możesz najlepiej uniżać, jak nie wtedy, kiedy inni patrzą na ciebie, obserwują ciebie i chcą znaleźć w tobie jakąś ułomność; w apostole Pawle próbowano znaleźć. Nie ma lepszej szansy, nie ma nic lepszego. Nic nie ma lepszego jak to, gdy dorastają kolejni ludzie, którzy rozumieją to i zaczynają dorastać. Pamiętacie, co powiedział Mojżesz: Oby wszyscy stali się prorokami. Apostoł Paweł powiedział: Obyście wszyscy królowali, nie mam nic przeciwko temu, żebyście tak wzrośli, że nawet ja będę mógł nauczyć się od was czegoś kolejnego o Panu. Niesamowita pokora, uniżenie, gdzie on gotów jest znieść to, że oni go mijają i są bardziej świadomi Boga, niż on i on może jeszcze z nich skorzystać. I on mówi: Będę się z tego cieszył. Chwała Bogu! Chwała Bogu za to, że są tacy ludzie, którzy mogą cieszyć się z tego, że inni stają się coraz bardziej rozwinięci w Panu Jezusie Chrystusie i mogą coraz więcej zyskiwać.

Czyż nie było tak, jak było w Izraelu: Niech Bóg więcej ci da od tego, co dał twemu ojcu. Niech jeszcze więcej ciebie obdarzy, niech więcej dobra uczyni przez ciebie. To było błogosławieństwo, aby jeszcze więcej było widać rozwój, aby Bóg mógł okazać jeszcze więcej chwały poprzez ciebie. Nie mówiono: A, wystarczy jak będziesz jak ojciec. Mówiono: Więcej. Kiedy niewiasta brała ślub: Niech się potomstwo twoje rozmnaża, niech staje się narodem, nawet narodami. Więcej więc chwały, więcej. Bądź zachęcony, bądź zachęcona do tego, by wzrastać w Panu, by rozwijać się, by stawać się coraz bardziej sługą.

Co czytamy w 2Koryntian 12, 7-10, co pisze tu apostoł Paweł: „Bym się więc z nadzwyczajności objawień zbytnio nie wynosił, wbity został cierń w ciało moje, jakby posłaniec szatana, by mnie policzkował, abym się zbytnio nie wynosił. W tej sprawie trzy razy prosiłem Pana, by on odstąpił ode mnie. Lecz powiedział do mnie: Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa. Dlatego mam upodobanie w słabościach, w zniewagach, w potrzebach, w prześladowaniach, w uciskach dla Chrystusa; albowiem kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny.” Wtedy mogę wypełniać zakon Chrystusowy. Kiedy jestem słaby, wtedy mogę dźwigać ciężary innych, bo moc Chrystusowa mieszka we mnie. Kiedy więc słabniesz, wtedy stajesz się silniejszy, kiedy słabniesz, wtedy stajesz się silniejszą, wtedy stajesz się sługą. A Jezus mówi: Gdzie Ja jestem, tam sługa Mój będzie. Czy chcesz być sługą? Na czym ci najbardziej zależy? To musi być Chrystus w nas, nadzieja chwały.

Potem mamy trzynasty rozdział tego Drugiego Listu do Koryntian, wiersze 3-9: „Skoro szukacie dowodu na to, że przeze mnie przemawia Chrystus, który nie jest wobec was bezsilny, ale jest mocny wśród was. Choć bowiem ukrzyżowany został w słabości, lecz żyje z mocy Bożej. Bo i my jesteśmy słabi w nim, lecz będziemy żyć z nim z mocy Boga wśród was. Poddawajcie samych siebie próbie, czy trwacie w wierze, doświadczajcie siebie; czy nie wiecie o sobie, że Jezus Chrystus jest w was? Chyba żeście próby nie przeszli. Spodziewam się zaś, że dowiecie się, iż my przebyliśmy próbę. A modlimy się do Boga o to, abyście nic złego nie czynili, nie dlatego, byśmy uchodzili za wypróbowanych, lecz abyście wy czynili to, co jest dobre, choćbyśmy mieli uchodzić za nie wypróbowanych.  Nie możemy nic bowiem uczynić przeciwko prawdzie, ale dla prawdy. Cieszymy się bowiem, gdyśmy słabi, a wy mocni; o to też się i modlimy, o doskonałość waszą..”

Zachęcam wszystkich do biegu za Panem i do chęci zdopingowania kolejnych poprzez wzrost, rozwój, to najbardziej dopinguje. Wcale nie dodaje otuchy, sił, kiedy ludzie upadają, spadają, stają się zrezygnowani, zniechęceni. To wcale nie dodaje sił i otuchy. To buduje dumę, pychę, w ludziach, którzy nie upadają. Ale gdy trzymasz się Pana, gdy rośniesz, wzrastasz, rozwijasz się, wtedy to powoduje ochotę, by nawzajem budować się na dom dla Boga. Wzrastaj, rozwijaj się, czyń dobro, bądź człowiekiem, któremu zależy na tym, aby Chrystus był uwielbiony w tobie. Niech wszystko, co jest potrzebne, to będzie Chrystus w nas, nadzieja chwały. Zachęcaj innych poprzez swoją dobrą postawę, poprzez swoje uniżanie, poprzez swoje pragnienie, aby korzystać z tego, co Chrystus czyni między wierzącymi ludźmi, aby nawzajem nie stawać się wobec siebie jak ludzie w świecie, ale stawać się wobec siebie nawzajem jak dzieci Boże. Komu więcej dano, od tego więcej wymaga się.

Jest to rzeczą normalną, że w ciele Chrystusa będą różne wymagania, ale jedno wymaganie jest wspólne – wszyscy mamy być sługami, mamy służyć i przez to też dopingować się nawzajem do tego, żeby wzrastać, rozwijać się. Kiedy w klasie są same matoły, to nawet taki trochę mniejszy matoł jest fenomenem. A gdy w klasie są celujący? Ile to trzeba, żeby w klasie być celującym? Trzymaj się tego, co masz, dawaj to, co masz, tak mówi apostoł Paweł. I chciej wzrastać, rozwijać się. Bądź zdopingowaniem dla kolejnych, którzy będą chcieli rozwijać się, wzrastać. Niech widzą zachętę, że w twoim życiu widać chęć, aby Chrystus był uwielbiony w tobie, aby przez ciebie Chrystus mógł nieść pomoc innym. Kiedy są przeciwności, w tych przeciwnościach naucz się wygrywać, brać to, co jest potrzebne, aby inni widzieli, że rośniesz, że wzrastasz, że coraz więcej przeciwności, a ty wygrywasz, cieszysz się Panem. Jesteś gotowy, gotowa znieść te przeciwności, aby oddać Bogu chwałę.

W tym czasie, kiedy wiele rzeczy kończy się, kiedy egoizm ludzki rozwija się coraz bardziej, dzieci Boże tym bardziej potrzebują uczyć się Chrystusa i znosić te przeciwności w Duchu Chrystusowym. Kiedy doświadczenia mogą osiągnąć punkt kulminacyjny, kiedy ludzie będą odchodzić i miłość wielu oziębnie, i będą nienawidzić tych, którzy nadal zostają, aby w słabości Chrystusowej dalej żyć w zwycięstwie Chrystusowym, jak wtedy będzie bardzo ważne, by nadal umieć być dla Chrystusa w tym miejscu na tej ziemi. Pamiętaj, przeciwności nie są twoim wrogiem, przeciwności są twoim przyjacielem. W przeciwnościach dopiero poznajesz prawdziwość siebie. One odsłaniają, ale też dają zachętę, że pośród tych przeciwności masz kogoś, kto jest ci chętny, aby pomóc i jest to bardzo, bardzo ważne.

Księga Izajasza 40,28-31: „Czy nie wiesz? Czy nie słyszałeś? Bogiem wiecznym jest Pan, Stwórcą krańców ziemi. On się nie męczy i nie ustaje, niezgłębiona jest jego mądrość.  Zmęczonemu daje siłę, a bezsilnemu moc w obfitości.” Jeżeli  jesteś słaby, czy słaba w doświadczeniu należenia do Pana, kiedy widzisz jak zwalają się na ciebie różne rzeczy i nie byłbyś, czy nie byłabyś w stanie udźwignąć ich, Pan daje ci siłę wygrać. Wtedy właśnie Pan daje siłę Swemu ludowi. Kiedy jesteś w doświadczeniach, kiedy uczysz się życia Chrystusa, wtedy doznajesz, że Pan jest twoją siłą. Gdy nie wchodzisz w doświadczenia, nie doznasz tego. „Młodzieńcy ustają i mdleją, a pacholęta potykają się i upadają, lecz ci, którzy ufają Panu, nabierają siły, wzbijają się w górę na skrzydłach jak orły, biegną, a nie mdleją, idą, a nie ustają.”

Ukamienowali go, a on wstał i poszedł dalej, biczowali go, a on to zniósł i dalej głosił Chrystusa. Inni chcieli go zniszczyć  i nie mogli, dlatego, że jego siłą był Chrystus, a nie stary człowiek, nie ciało.

5Mojżeszowa 32,11.12: „Jak orzeł pobudza do lotu swoje młode, Unosi się nad swymi pisklętami, Rozpościera swoje skrzydła, bierze na nie młode I niesie je na lotkach swoich, Tak Pan sam jeden prowadził go, Nie było przy nim obcego boga.” Diabeł próbuje wszelkimi środkami zniszczyć służbę tych, których Bóg wziął do służby w Jezusie Chrystusie. Gdyby Pan nie był z nami, niech powie Kościół dzisiaj, gdyby Pan nie był z nami, diabeł zniszczył by nas wszystkich, rozbiłby nas w proch i jeszcze sami pomagalibyśmy mu w tym, żeby mu się to wszystko powiodło. Ale Pan, który jest z nami, wygrał, umierając za mnie i za ciebie na krzyżu. Dlatego pomyśl, że On chce, żebyś nie tyle był mocny, czy mocna w sobie, ale żebyś był mocny, była mocna w Nim, żebyś poznał coraz więcej smaku życia w prawdzie, kiedy wszyscy rezygnują z prawdy, żeby ratować się w kłamstwie. Niesamowite zwycięstwo. Niesamowity triumf. Pan mówi, że On Sam niesie, uczy latać orły. On jak orzeł rozpościera Swoje skrzydła, bierze nas na Swoje lotki i w pewnym momencie puszcza nas. I w pewnym momencie czujemy, że z jednej strony jest to atrakcyjne tak doświadczać wolności, a z drugiej doznajemy, że pęd i prąd, i to wszystko jest zbyt silnie, i my jeszcze nie jesteśmy zdolni, żeby sobie z tym sami poradzić. Wtedy znowu Bóg w chwale bierze nas i uczy nas Siebie. Nigdy nie nauczy nas tego, gdy będziemy unikać, gdy będziemy rezygnować, gdy nie będziemy chcieli wzrastać w tym, aby być słabymi, tak słabymi jak jest Chrystus, który dał się ukrzyżować za nasze grzechy, aby nas uratować, aby nas zbawić.

Bądź zachęceniem, wygrywaj tam, gdzie potrafisz. Gdzie nie potrafisz, Pan nie wymaga więcej, ale chciej wygrywać też tam, gdzie nie potrafisz, bo On chce, abyśmy byli zwycięzcami w każdej jednej sprawie. On chce, abyśmy byli dla siebie zmobilizowaniem. Gdy młode orły rozpościerają swoje skrzydła, ulatują wysoko, stary orzeł, który kiedyś latał wysoko, jego młodość odnawia się i  unosi się. Tak jak jest napisane: „Odnawia się jak u orła młodość twoja” i unosi się razem z tymi młodymi orłami do góry. I znowuż czują tą wysokość, tą chwałę. Młodzi więc zachęcają starszych do tego właśnie, żeby unosili się coraz bardziej i bardziej. Wszyscy więc jeżeli będziemy wzrastać, rozwijać się, nie będziemy się zniechęcać, ale będziemy zachęcać, wtedy będziemy dodawać otuchy do tego, żeby wznosić się coraz wyżej i wyżej ku Bogu.

Pamiętaj, że w tym wznoszeniu, to nie jest tak, że sobie latamy gdzieś w powietrzu, tylko dzieje się pełno doświadczeń, pełno różnych przeciwności, pełno różnych wydarzeń i w tym wszystkim okazujemy się zwycięzcami. Czy doznajesz, że Pan powołał cię dla Swojej chwały, by okazać przez ciebie jakim On jest. Musisz być zdecydowanym, zdecydowaną, by wytrwać i pozostać przy Panu, by uczyć się coraz bardziej Pana, żeby umieć rezygnować ze swego ja, a umieć przyjąć to, co chce Chrystus. Potrzebujemy tego, bo czasy są ciężkie, trudne. Dzieje się wiele przeciwności i potrzebne są młode orły. To nie musi być wiek młody. Potrzebne są młode orły, które uczą się latać. Kiedy widzisz jak one latają, jaka to zachęta, co? Taka pierwsza miłość. Widzisz jak ten człowiek kocha Jezusa, jak cieszy się Jezusem, jak słucha te Słowa, jak łaknie tych Słów, jak pragnie tych Słów, żeby wzrastać, rozwijać się. Taki człowiek chodzi i słucha gdzie ktoś mówi o Panu, i od razu ten człowiek jest tam i słucha. Niewiele mówi, ale wiele słucha, bo wszędzie doznaje, że to może mi się przydać, że to może mi się przydać do tego, żeby być bliżej Pana, żeby jeszcze bardziej poznać jaki jest Chrystus. Ci młodzi wierzący są bardzo potrzebni. Tak jak małe dzieci w domu czynią ten dom bardziej wesołym, bardziej słychać ten dom. Bo jakby dwóch bez dzieci, to w pewnym momencie nie wiedziałbyś, czy ktoś w ogóle w domu jest. Ale tak to słychać, że w tym domu ktoś jest, te dzieci nadają wesołość. I kiedy są młodzi wierzący, oni nadają taki wigor zborowi, oni są tym głosem, który unosi się wyżej i wyżej. Chcą więcej jeszcze oddać Bogu chwały poprzez to śpiewanie, uwielbianie, dziękczynienie. Wtedy czasami taki stary orzeł stojąc koło takiego młodego, przypomni sobie tą swoją młodość i też chce ulecieć. Chociaż ten stary orzeł ma więcej doświadczeń od tego młodego, to ten młody jest olbrzymim zachęceniem do tych lotów dla tego starego. Niesamowita zależność.

I Pan chce to czynić, aby tak właśnie było. Nie wstydź się więc swojej młodości, ciesz się swoją młodością, gdyż ona jest zachęceniem. Dla ciebie może być zachęceniem stary wierzący, a dla starego ty jesteś zachęceniem. Zachęcajmy się więc nawzajem tym, co dostajemy od Pana, w czym dostajemy od Pana. To jest bardzo ważne, tym bardziej w czasach końca. Słowo Boże mówi, że przez cierpliwość dziedziczymy obietnice od Pana. Potrzebujemy więc być cierpliwi, znieść przeciwności. Nie zniechęcaj się, bo to jest głupie, to nie ma nic wspólnego z tym, aby uczyć się Chrystusa. To właśnie trzeba wytrwać w przeciwnościach. Nieraz może to będzie bardzo silne naprężenie, ale w tym też nauczysz się przychodzić do Pana, aby On pomógł rozluźnić ci to naprężenie, abyś mógł, czy mogła dalej służyć, dalej wzrastać, rozwijać się.

Chcę to powiedzieć jako przypomnienie: Co spowodowało, że przyszedłeś, czy przyszłaś do tego zboru? Słowo Boże. Jeżeli wrócisz do tego momentu, kiedy tu przyszedłeś, czy przyszłaś do tego zboru i posłuchasz sobie Słowa z tego czasu, kiedy to właśnie Ono spowodowało, że poruszyło cię i przyprowadziło do tego miejsca i spowodowało, że chciałeś, czy chciałaś ratować się tutaj, dokładnie to samo Słowo słyszysz także teraz. Nic się nie zmieniło. Jeżeli weźmiesz kazanie z przed dwudziestu lat, ono będzie dokładnie takie samo jak teraz. Nic się nie zmieniło, to samo Słowo dzisiaj dociera do ciebie. Tylko są pewnego rodzaju doświadczenia; to Słowo teraz nie tyle zachwyca ciebie, co stawia przed tobą wymagania i już jest kłopot. Wcześniej zachwycało cię, jakie wspaniałe, jakie chwalebne, jakie prawdziwe. A teraz Ono zaczyna wymagać od ciebie poddania się temu Słowu. I tu dopiero zaczyna się kłopot, bo dopóki słuchasz i Ono zachwyca cię, że jest takie prawdziwe, takie biblijne, takie rzeczywiste; muszę tutaj być, żeby słuchać tego Słowa; to jest w porządku. Ale potem Ono mówi, że teraz chcę, żebyś to zrobił, żebyś to zrobiła. I zaczyna się kłopot, bo człowiek zaczyna mieć jakby wątpliwości, czy ja jestem zdolny, czy ja jestem zdolna już w tej chwili, aby to robić? Tak. Cały czas. Ta zdolność pochodzi od Boga. Skoro więc On cię przywołał poprzez Swój orli krzyk, Bóg dalej tym orlim zawołaniem wzywa cię do unoszenia, do chwały, do wdzięczności. Dziękuj Mu, że dalej to samo Słowo stoi przed tobą, aby w Nie wejść, aby się w Nie zanurzyć, aby zakosztować jak Ono smakuje, jak Ono wygląda w rzeczywistości. On zachęca poprzez tą prawdę i  Słowo. On nie zmienia Swoich Słów, to my mamy zmieniać się zgodnie z tymi Słowami. To Słowo musi nam dalej smakować i musimy chcieć wzrastać według tego Słowa.

Radujcie się w Panu zawsze, powtarzam wam, radujcie się w Panu zawsze. Niech ta jedność myślenia w Chrystusie Jezusie będzie w tobie i we mnie każdego dnia. Pamiętaj, że czas biegnie, a my potrzebujemy rozwijać się, wzrastać. Potrzebni są kolejni ludzie, którzy pójdą za Panem na całość. Nie dumni, nie wysoko mniemający, ale tacy, którzy będą gotowi stać się słabsi, aby być silniejsi, aby móc znieść więcej, więcej przeciwności. Przyjmujcie jedni drugich jak Pan nas przyjął. Jakich nas Pan przyjął? Takich, jakich Ojciec nas przyprowadził do Pana. Dlatego Pan Jezus mówi też: Przyjmujcie się nawzajem. Chciejmy uratować się. Nie tyle widząc ułomności, ale widząc, że skoro Pan nas tu wszystkich zgromadził, to znaczy, że Pan ma zamiar zrobić w nas coś takiego ciekawego, abyśmy wzrastali, rozwijali się w Nim. Możemy próbować coś swego, ale to nie bardzo, bo to tylko zabiera czas. Pan Jezus jest wzorem dla każdego z nas. Jest jeden wzór – Jezus Chrystus. Ojciec chce, abyśmy wszyscy byli na Jego podobieństwo. Czyż nie jest to nasz Ojciec? Ojciec chce, abyśmy wszyscy byli podobni do Jego Syna i nie ma znaczenia skąd my przyszliśmy. Ważne do kogo my przyszliśmy? Przyszliśmy do Jezusa, by stać się jak Jezus. Nie dziw się więc, że Słowo Boże cały czas będzie ci mówić, że skoro On umarł, to my umarliśmy, aby już nikt nie żył dla siebie, ale dla Niego. Cały czas będzie mówił: Kocham ciebie, ale gdy ty będziesz chciał dla Mnie oddać swoje życie, żebym Ja mógł twoje życie przemienić na Swoje. Kocham cię, chcę mieć ciebie na wieczność.

Pomyśl sobie, wszędzie toczy się wojna, wojna duchowa jak i fizyczna. A ty masz szansę skończyć z traceniem czasu, kręceniem się koło patrzenia starego człowieka: a czy ja umiem? czy ja mogę?; zostawiając to, co powiedział Pan: Kto Mi wierzy, kto we Mnie wierzy, ten nigdy nie będzie zawstydzony. To znaczy, że Pan obiecuje, że gdy ja będę wierzyć w Jego możliwości, to ja nigdy nie będę zawstydzony, gdyż On uruchomi to, co jest potrzebne mnie czy tobie, żeby On był uwielbiony w nas, żeby Ojciec był uwielbiony w nas. Wierzmy więc w Pana i nie zrezygnujmy z tego w żaden sposób. Wróg będzie na pewno próbował doprowadzić nas do jakiejś rezygnacji. Słowo Boże mówi, że patrząc na wodzów naszych, naśladujmy ich wiarę. Wygrajmy w tej bitwie, uczmy się służyć sobie nawzajem. Mamy jeszcze trochę czasu, nie wiadomo ile, gdyż wszystko bardzo przyspiesza, wiele rzeczy dzieje się na tej ziemi. Trochę więc mamy czasu. Nie szarpmy się, nie musimy się szarpać. Chyba wszystkim nam zależy, żeby wejść do domu Ojca. Nie musimy nastawić się na siebie. Prowokowanie innych do jakiegoś działania jest głupie, tak robią niedorozwinięci ludzie. Rozwinięci ludzie nie prowokują nikogo, starają się, żeby uratować się, żeby nawzajem budować się. Budujmy się. To nie tak, że musisz okazywać swoją niezależność. Słowo Boże mówi o jednomyślności, mamy być jedno. Oni byli jedno od początku, u nich było jedno serce. Musisz tego nauczyć się. Musisz nauczyć się jednej rzeczy, że mamy jednego Ojca w niebie, albo nie. Albo mamy Ojca w niebie, który jest Święty i my mamy być święci. I tutaj nie ma, że kogoś trzeba zmuszać do świętości, albo zmuszać do tego, żeby być uniżonym. Ojciec posłał Syna, aby stał się Sługą. Nikogo nie trzeba zmuszać z dzieci Bożych, żeby służyć. My z natury chcemy służyć, bo Ojciec nasz posłał nas do służby. Kiedyś będziemy razem z Ojcem, ale dzisiaj ten Niebiański Ojciec chce wszystkich synów i córki swoje nauczyć służenia. On chce wziąć tych, którzy umieją służyć, znosić przeciwności, brać na siebie ciężary i naśladować Jezusa Chrystusa.

Ucz się tego, przecież nie musimy walczyć z sobą, zwalczać się nawzajem, nie musimy udowadniać sobie nawzajem, że pozostaniemy gdzieś na swoim. Rozumiemy przecież, że wszyscy mamy ten sam problem; nasze ciało jest problemem i ten problem musi być rozwiązany przez krzyż. Dlatego Jezus mówi: „Wyprzyj się siebie, weź swój krzyż, idź za Mną i naśladuj Mnie.” Nie musimy szarpać się ze sobą, to jest bezsensowne. Przecież chyba każdy z nas rozumie, że są dwie drogi – wąska prowadzi do Boga, szeroka prowadzi na zatracenie. Po co mielibyśmy szarpać się, po co się gniewać, po co źle nastawiać się, po co wprowadzać między wierzących jakieś złe rozmowy, skoro wiemy, że to tylko posłuży do opóźnienia naszego rozwoju i możemy być niegotowi na bitwę, która się zbliża. Wykorzystujmy czas, dni są złe. Nie czuj się, że jesteś dodatkiem zborowym, doznawaj, że Pan cię tu przyprowadził po to, żeby wychować cię tutaj, żebyś nauczył się, nauczyła się czynić dobro jedni drugim. Nie trać czasu na patrzenie, czy na urażanie się. Słowo Boże będzie zawsze jak miecz obosieczny, Ono nigdy nie stępi się. Ale w tym mieczu obosiecznym jest miłość. Słowo Boże jest miłością Boga. Kiedy więc Słowo Boże dotyka nas, Bóg w Swojej miłości mówi nam o tym, że przecież konieczne jest.

Wszędzie gdziekolwiek czytamy Słowo Boże, napisane jest o wzroście, o rozwoju. Apostoł pisze, że Pan ustanowił służby w Ciele Chrystusowym, żeby uczyć, uczyć, aż wszyscy dorosną do męskości Chrystusowej. Wygraj więc tą bitwę, nie szarp się, nie daj diabłu podważać twojego powołania. Masz powołanie. Bez powołania Bożego nigdy nie przyszedłbyś, nie przyszłabyś. Masz powołanie, tylko uważaj, nie daj sobie podważyć je w żaden sposób. Wygraj tą bitwę, ucz się Chrystusa, ucz poddawać się temu, co On chce nas tutaj nauczyć. Słowo Boże nie może być dla ciebie czymś, co będzie odganiać cię od Boga. Słowo Boże jest mocne, silne, ale Ono przyciąga właśnie do Boga, żeby uratować się. Diabeł jest jak lew ryczący. Słowo Boże mówi: „Biada ziemi, gdyż zstąpił do was diabeł i wie, że czasu ma niewiele.” Myśl o tym, że jeśli nie będziesz naśladować Chrystusa, trafisz do gehenny. Myśl o tym. Jeśli nie będziesz umieć w przeciwnościach okazać się szlachetnym, szlachetną, to zginiesz. Twoja szlachetność to Chrystus. On jest gotów dać, On przyszedł dać, On przyszedł służyć. Naucz się dawać siebie do służby, aby Imię Jezusa było uwielbione. Zachęcam cię póki czas. Jeżeli nie będziesz służyć, to będziesz panować, a panowanie kończy się zawsze tragedią. Uniż się. Pomyśl co byś zrobił, zrobiła dla Chrystusa. Zrób to, zrób to bratu, siostrze, naucz się czynić dobro nawet wrogom swoim. Nie szemraj, nie narzekaj. Nikt z nas nie jest doskonały. Doskonały jest Chrystus, my mamy dorastać do doskonałości. Bądźmy w tym jedno, podawajmy sobie prawicę jako znak prawdziwej zgody. Jesteśmy tu po to, żeby uratować się, nie zginąć. Jesteśmy tu po to, żeby ginął nasz stary człowiek, a Chrystus by był uwielbiony w nas i pośród nas. Po to tu jesteśmy, a Duch Święty nie zaniedba tego miejsca, żeby pomóc nam wygrać, aby Jezus był uwielbiony w tobie i we mnie. I będziesz mieć wspaniałe zamysły i plany, i będziesz doznawać, że ktoś unosi cię, ktoś niesie cię, a potem pozwala ci spróbować trochę, jak się w tej mocy i sile świadectwa Jego unosi nad tymi przeciwnościami i nie dajesz im ściągnąć się, ale uczysz się naśladować Chrystusa. Amen.

 

 

Jan 14:23