Nagrania audio

C.A.Coates - Ślub nazyretu

Ślub nazyretu

Zanim wejdę w temat o ślubowaniu Nazyrejczyka, chciałbym bardzo jasno powiedzieć, że zbawienie grzesznika zależy całkowicie od Chrystusa i Jego doskonałego dzieła na krzyżu, i jest przyjmowane jedynie przez wiarę. Modlitwy, uczynki, samozaparcie, poświęcenie wierzących niczego nie dodaje do tego zbawienia. Przypuszczenie, że nasze zbawienie zależy w jakiś sposób od nas samych jest odpadnięciem od łaski i wejściem w ciemność i nieprawość co do całej tej sprawy. Lecz kiedy zobaczymy, że Chrystus jest Alfą i Omegą naszego zbawienia, i że Jego przebłagalne dzieło rozwiązało każdą sprawę, którą grzech postawił pomiędzy Bogiem i naszymi duszami, i że Jego krew oczyszcza nas od wszelkiego grzechu, i że my jesteśmy na ramieniu dobrego Pasterza, który zaręczył swoim słowem, że nigdy nie zginiemy, wtedy dopiero znajdziemy samych siebie na solidnym i mocnym gruncie, a Boskie zapewnienie nie da zająć w nas żadnego miejsca zmiennej nadziei i bojaźni. Czasami w powiązaniu ze zbawieniem jest przeoczony ważny fakt, że zbawienie jest powiązane z rozpoznawaniem praw Pana Jezusa. Jest napisane: "Jeżeli wyznasz swoimi ustami, że Jezus jest Panem i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych zbawiony będziesz" (Rzym. 10.9). W nadchodzącym dniu każde kolano ugnie się przed Nim i każdy język wyzna - będzie musiał wyznać - że Jezus Chrystus jest Panem. Lecz wszyscy wierzący czynią to już teraz. Całkowicie sprawiedliwy, lecz teraz odrzucony Król będzie miał panowanie od morza do morza, od rzeki do krańców ziemi, jakkolwiek dzisiaj Jego władza jest tylko uznawana i wyznawana przez tych, którzy wierzą w jego imię. Małe tysiąclecie jest ustanowione w sercu wierzącego i on wyznaje Jezusa jako Pana.

Obawiam się, że często Jezus jest uważany jako Zbawiciel, lecz nie w pełni rozpoznawany jako Pan. On jest coraz bardziej uznawany jako pasażer niż jako kapitan statku. Kapitan ma władzę od dziobu do rufy, a statek płynie tam, gdzie on go prowadzi. Wszystko odnośnie statku i jego podróży jest pod jego kontrolą. Niech teraz każdy z nas zada sobie pytanie: Czy ja mam Chrystusa na pokładzie jako pasażera, czy jako kapitana statku?

Niektórzy jak Jakub dadzą Chrystusowi dziesięcinę (Gen.28.20-22), inni dadzą Mu większą część, lecz dawanie Jemu 1/10 lub 9/10 nie jest naprawdę uznawaniem Jego praw. Mieszkańcy miasta chcieli wejść w układy ze swoimi wrogami lecz ich odpowiedź była: żadnych układów, bezwarunkowe poddanie. To jest to, co musimy zrobić jeżeli chcemy być chrześcijanami godnymi Jego imienia. Żadnych układów z Chrystusem, lecz bezwarunkowe poddanie się Jemu. Lojalne i nieograniczone uznanie Jego praw jako Pana. Czyż On nie jest tego godzien? Pomyślcie o Jego bezwarunkowym poddaniu się dla nas. Zobaczcie chwałę Jego schodzącą w to ciało przygotowane przez Ojca dla Niego na ziemi. On poświęcił wszystko i złożył Swoje życie, aby uczynić nas swoją własnością. Miłość Chrystusa wyrażona w śmierci ma napierającą moc nad każdym sercem, które naprawdę to wie. Ona napiera przekonywująco i nic oprócz zatwardziałości i niewiary nie może oprzeć się temu. Ona nakłania nas, abyśmy już dłużej nie żyli dla samych siebie, lecz raczej dla Niego.

Czy wierzymy, że On dał samego siebie? Jak zatem możemy mieć jakąś rezerwę w poddaniu się Mu. Czyż nie powinniśmy gorąco wykrzyczeć: wyżej niż wyższe niebiosa, głębiej niż najgłębsze morze, jest Panie Twoja miłość i ona mnie w końcu zwyciężyła. Daj mi teraz to Panie, spraw aby mój duch tęsknił do tego, co twoje. Nic już ze mnie samego, lecz wszystko z Ciebie. Niech wszystkie własne interesy, kompromisy i rezerwy ustąpią z naszego serca, tutaj i teraz. Niech będzie to krótka, lecz wszystko obejmująca modlitwa poddania się w uległości serca Panu. Panie, co chcesz abym uczynił? Niech to będzie wołaniem naszej duszy, dzisiaj i zawsze. Z pewnością żaden z nas nie może być zadowolony spokojnym przypuszczeniem, że ponieważ nasze grzechy są przebaczone, to nie potrzebujemy się już niepokoić co do tej sprawy, czy jesteśmy poświęceni Chrystusowi. Nie zapomnijmy tronu sądu (Rzym. 14.10 ; 2 Kor.5.10). Pamiętajmy, że tam jest stan istnienia - zbawiony, lecz tylko jakby przez ogień (1 Kor.3.15). Wierzący, twoje obecne szczęście i przyszłe miejsce w królestwie Chwały zależy od twojej lojalności względem Chrystusa, tutaj na ziemi. Niech Bóg dotknie nas trochę ogniem, który płonie w duszy prawdziwego Nazyrejczyka.

Nikt nie jest przymuszony, aby być Nazyrejczykiem. Jest nim tylko ten, kto z wolnym umysłem, dobrowolnie poświęcił samego siebie Panu. Łaska włożyła w jego serce pragnienie, aby być całkowicie poświęconym dla Pana. Zatem łaska zaopatrzyła go też i w sposób, w który to poświęcenie może być wyrażone.

Wielką potrzebą dzisiejszych czasów jest więcej Nazyrejczyków, więcej całkowicie poświęconych mężczyzn i kobiet. Duchowi, młodzi mężczyźni są wielkim świadectwem Chrystusa w tych dniach sekularyzowanego (zeświecczonego, zwolnionego od Pana) chrześcijaństwa. Chciałbym, żeby każdy prawdziwy chrześcijański młody mężczyzna miał to przekonanie w swoim sercu, że Bóg powierzył mu służenie sprawom i chwale Chrystusa. Jeżeli nie mamy intensywnej tęsknoty, aby być prawdziwie pełni dla Chrystusa, niech Bóg da nam to teraz. Zauważcie dwa słowa powtarzane osiem razy w tym szóstym rozdziale 4 Księgi Mojżeszowej - "dla Pana". Te dwa słowa są kluczem do tego rozdziału. To nie jest pod prawem, lecz dla Pana. Tutaj w sprawie ślubowania Nazyrejczyka nie ma niewolniczego przymuszania, ani legalistycznych więzów. Nazyrejczykiem jest ten, którego serce zapłonęło pragnieniem, aby być całkowicie poświęconym Panu. Wyznaję teraz, że nie znam żadnego argumentu, ani żadnej mocy, która poruszy serce do poświęcenia za wyjątkiem poznania samego Pana i Jego miłości. Jest możliwe czytać wiele książek i słuchać najbardziej wiernych i błogosławionych kazań przez całe lata, a mimo to nigdy nie poznać Pana jako swojego Żyjącego obecnie celu w niebiańskiej chwale. Chciałbym powiedzieć, że jest niemożliwe widzieć Go i znać Go przez wiarę nie mając intensywnego pragnienia, aby być całkowicie Jemu poświęconym.

- Czy myślicie, że my możemy patrzeć z uporem na chwałę ukoronowanej Osoby, której aniołowie i władztwa są poddane, a mimo to wstrzymywać się przed poświęceniem Mu naszych biednych serc?

- Czy możecie przypuszczać choćby przez chwilę, że my możemy widzieć ręce, stopy i bok, które niosą dowody Jego miłości dla nas i pozostać w stanie pasywnej obojętności wobec Jego chwały?

- Czy możemy widzieć Jego tam jako wywyższony obiekt uwielbienia w niebie i w tym samym czasie być zadowolonymi z kompromisowego podejścia do jego chwały i znieważyć jego imię przez nasze upodobnienie się do tego świata, który nadal uważa Go za nic?

Spojrzenie na Tego Człowieka w chwale zdziera cały połysk z tego zepsutego i bezbożnego świata. Jego urok już dłużej nie przyciąga, a jego intrygi już dłużej nie zwodzą nas. Takie serce mówi: jak ja mogę jeszcze mieć jakiegoś bożka w tym świecie. Ten jedyny w chwale staje się jaśniejącym i chwalebnym obiektem, który napełnia i zaspokaja całe serce. Ten, który zna Go w ten sposób zaczyna nowe życie. Zamiast szukać sentymentów i wzmocnień znajdujących się w ich domu, w rzeczach tego świata, i w nich samych, oni zaczynają przybiegać do tego rozdziału szóstego - "dla Pana". I to nie dlatego, że zapieramy się samych siebie, aby wypróbować naszą duchową pozycję i reputację lub z jakichś innych nieznanych powodów. Lecz to jest pozytywny cel - Osoba nieskończenie godna przed naszymi duszami, z powodu miłości tej Osoby do nas. Coś co w innym wypadku stałoby się bolesnym samozaparciem, staje się źródłem najgłębszego szczęścia naszych dusz. Chciałbym śmiało rzec, że Nazyrejczyk, który całkowicie poświęcił się dla Pana, osiągnął przezwyciężającą zapłatę za swoje samozaparcie w błogosławieństwie i radości swojej duszy.

Chciałbym zadać pytanie: Czy jesteście gotowi, aby być prawdziwymi Nazyrejczykami? Czyż Osoba Pana i Jego miłość nie wskazują wam, że najgłębszym i najbardziej szczęśliwym pragnieniem naszego serca jest być całkowicie poświęconym Jemu?

Były trzy rzeczy, których Nazyrejczykowi nie było wolno czynić. Te trzy rzeczy były po prostu owocem i manifestacją pozytywnego faktu, że on był człowiekiem poświęconym Panu:

- nie mógł jeść ani pić żadnego produktu winnego
- nie mógł wchodzić w kontakt ze zmarłym ciałem
- nie mógł obcinać swoich włosów

Pierwsza rzecz:

Nazyrejczyk dobrowolnie poświęcony, poświęca samego siebie dla życia w samozaparciu. Z powodu Pana powstrzymał się od tego, co mogłoby naturalnie sprawiać mu przyjemność. Świadectwo Pisma jest takie: wino sprawia radość (Kaz.Sal.10.19), radość serca człowieka (Ps.104.15). Dlatego wino zostaje symbolem tych ziemskich i światowych rzeczy, które podnoszą i dają przyjemność sercu i umysłowi ludzkiemu. Przeciętny Izraelita mógł oddawać się piciu wina i zachować dobre sumienie, lecz nie Nazyrejczyk. Ten, kto pragnie być całkowicie poświęcony dla Pana musi powstrzymać się zupełnie, aby nawet cząstka lub kropla wina, która wychodzi z ziemi nie dotknęła jego ust, ani też nawet wytłoczyny czy skórki (Liczb 6.4).

Problemem dzisiejszym jest to, że wielu ludzi uznających siebie za chrześcijan jest gotowych napić się każdej kropli, którą mogą zdobyć z wina ziemskich przyjemności; oni są gotowi pić i jeść całe wino, wytłoczyny i skórę. Surowa legalność purytańskich czasów, została zastąpiona przez zepsuty smak życia dla przyjemności i zabaw. To zepsute pragnienie w pełni zaspokajane jest przez mdłe, zniewieściałe i niewierne wyznanie, że jest jakaś tam forma ziemskiej lub światowej przyjemności, której należy pobłażać pomiędzy nazywającymi siebie ludem Bożym.

Drodzy współchrześcijanie, gdy jesteście naprawdę oddani dla Pana, bardzo szybko odkryjecie, że jest wiele zjawisk i form rozrywki lub spotkań, na które nie możecie uczęszczać bez zanieczyszczenia waszego poświęcenia dla Chrystusa. Jeżeli oddajecie się ziemskim rzeczom, to musicie stwierdzić, że one niszczą wasz smak ku Słowu Bożemu. Zabierają one waszą wolność w modlitwie, sprowadzają chmury na waszą duchową radość i bardzo szybko - jeżeli nie będziecie pokutować - pozbawią was w końcu całej mocy bycia żywym świadkiem dla Chrystusa. Mówię jasno, ponieważ wierzę, że nie chcecie być zaledwie teoretycznymi chrześcijanami. Te rzeczy, które wspomniałem sprowadzają oczywisty znak świata na tych, którzy to czynią, i których prawdopodobnie unikaliście nie biorąc udziału w ich uczynkach odkąd zostaliście nawróceni. Prawdopodobnie pas prawdy należy ściągnąć trochę ciaśniej niż ten wokół bioder naszych umysłów. Jest wiele rzeczy, które mogą nie być ogłoszone grzesznymi, a od których poświęcone serce mimo wszystko będzie stało z daleka. Każdy z nas ma smak i tendencję myślenia, które jeżeli pozostaną nienawrócone, mogą panować i ubarwić nasze życie. Dla jednego jest to pragnienie bycia popularnym, dla drugiego jest to smak muzyki, a ktoś trzeci jest oczarowany magicznym światłem fikcyjnej literatury, umysł czwartego zaś jest zaabsorbowany poprzez mechaniczne i naukowe myśli, itd. Pamiętajcie, nie mówię teraz o tym, w co człowiek jest zaangażowany jako swoje zajęcie lub zawód, lecz o źródle do którego skierowuje się z przyjemnością swojego serca po wykonaniu codziennej pracy. Wszystkie takie rzeczy są produktami ziemskiego wina. One nie zawsze są złe same w sobie, lecz jednak są złe wtedy, gdy uczucia serca są nimi zawładnięte. Takie serce szuka w nich zaspokojenia i radości, a one przecież odciągają nas od prawdziwego źródła naszej radości. One przecież zdejmują Pana z Jego prawdziwego miejsca w naszym sercu, jako głównego celu naszej uwagi, i Nazyrejczyk staje się wtedy przez nie zanieczyszczony. Załóżcie, że wdowa przechodzi przez miejsce, gdzie jej mąż został zamordowany parę lat wcześniej. Z ledwością moglibyście oczekiwać po niej, że znajdzie tam coś przyjemnego dla siebie, coś co napełni wielką radością jej serce. Nie ważne, jak to miejsce byłoby interesujące, i ile zorganizowano by tam różnych zabawnych rzeczy, rzeczy mających wywołać w niej radość, to wspomnienie, że zamordowano tam jej męża uczyni te wszystkie rzeczy bezużytecznymi względem niej.

Czy my patrzymy na ten świat, jak na miejsce, gdzie nasz Umiłowany został zamordowany? Ziemia nie dała Mu wina lecz ocet winny i żółć i On odwrócił się od wszelkich radości ziemskich mówiąc: "Nie będę pić owocu tego wina, dopóki Królestwo Boże nie przyjdzie" (Łuk. 22.18). Jego radość jest z Ojcem i z Niebem. I On chce zapoznać nas z tym miejscem, i dzielić się z nami tymi samymi radościami, abyśmy mogli uważać za zysk odwrócenie się od wina ziemi. Twój Umiłowany jest mocniejszy i lepszy niż wino; napojony Jego miłością będę radować i rozkoszować się Nim. My będziemy chwalić twoją miłość bardziej niż wino. Taki jest język prawdziwie przywiązanego do Pana (PnP.1,2-4). Dawid mógł powiedzieć: Ty napełniłeś mnie radością większą niż kiedy się ma obfitość zboża i wina (Ps.4,7).

Zauważcie wszyscy chrześcijanie, czyż nie mieliście okresów radości w Panu, które nieskończenie przewyższały wszystko to, co wina ziemi mogły wcześniej wam zaoferować. Czy chcecie dobrowolnie i ochotnie poświęcić to późniejsze z powodu tego wcześniejszego? Nie uważam tak.

Zatem baczcie, abyście wiedzieli, czy nie jesteście zwiedzeni przez węża. On zawsze szuka sposobu, aby okraść nas z naszej prawdziwej radości, poprzez zwrócenie nas do rzeczy, które trzymają wielką obietnicę, lecz które naprawdę nie mogą zaspokoić serca, którego jedynym zaspokojeniem może być tylko Pan Jezus Chrystus. Jest to prawdziwą stratą dla nas, kiedy zawracamy do tych rzeczy. Rezultat będzie oczywisty na końcu, tak jak było z Izraelem. "Mój lud popełnił dwa grzechy: oni opuścili Mnie, wytryskującą żywą wodę i wykopali sobie własne cysterny, rozbite cysterny, które nie mogą zatrzymać wody (Jer.2.13). Ci, którzy w sposób płytki, samolubny chcą radować się ze wszystkiego na niebie i na ziemi, często później nie troszczą się o to, jak te rzeczy stoją w relacji do Chrystusa, i zdziwieni napomnieniem skierowanym w ich kierunku, podnoszą swoje obie ręce, w proteście przeciwko pozbawieniu ich niewinnych przyjemności. Oni także mówią nam wymownie, że nie widzą żadnej szkody w tych rzeczach. W porządku, musimy pozwolić im iść ich kursem, lecz prawdziwy Nazyrejczyk będzie wiedział bardzo dobrze kto z nich wziął lepszą część. Nawet teraz zbliża się szybko dzień, kiedy inni mogą stwierdzić, że odmienny kurs może być bardziej zyskowny (5Moj.29.6). I jest to pouczeniem w powiązaniu z tym tematem: Nie będziesz jadł żadnego chleba ani pił żadnego wina ani żadnego innego sfermentowanego napoju. Uczyniłem to, żebyś ty mógł wiedzieć, że Ja jestem Pan, twój Bóg.

Na pustyni Pan chciał uczynić samego siebie jedynym źródłem zarówno co do zaopatrzenia, jak i radości dla swojego ludu. W prawdzie tego ducha, Ten, Który jest całkowicie doskonały, odrzucił zarówno chleb (Łuk. 4.4) jaki i wino (Mar.15,23). On mógł zaakceptować wsparcie jedynie od Boga. On mógł mieć jedynie pociechę i radość, którą usłużył Mu Jego Bóg i Ojciec. W ten sposób On chce wykazać nam, że On może unieść nas poprzez ten pustynny świat, bez wsparcia tego świata i jego pociechy. On pragnie uczynić samego siebie naszym chlebem i naszym winem. I my karmiąc się tym chlebem i popijając tym winem nie będziemy wyglądać gorzej, lecz nieskończenie lepiej, tak jak Daniel i jego przyjaciele, w czasie swojego doświadczenia. Oni wyglądali zdrowiej i lepiej niż inni młodzi mężczyźni, którzy jadali z królewskiego pokarmu (Dan.1,15).

Diabeł zawsze jest gotowy zasugerować, że w pełni poświęcony chrześcijanin jest melancholijną istotą, która nie ma wcale radości życia. Każdy kawałek nici tej sugestii jest kłamstwem i sami możecie stwierdzić, że to właśnie niepełne oddzielenie serca, dla Pana, czyni kogoś nieszczęśliwym. Księga Kapł.10,9 jest kolejnym pismem, które wskazuje na to działanie Boga odnośnie tej sprawy. "Ty i wasi synowie macie nie pić wina lub innego sfermentowanego napoju".

Musicie rozróżnić pomiędzy świętym i świeckim, pomiędzy nieczystym i czystym. Człowiek nie może oddawać się ziemskim radościom bez stępienia swoich duchowych zmysłów. Jeżeli będzie trwał w tym, to w końcu zacznie tolerować to, co kiedyś osądził, że jest złe. Wtedy pobożna uwaga odnośnie drobnych szczegółów codziennego życia da miejsce beztrosce i rozwiązłości. Kiedy tydzień po tygodniu linia oddzielenia od świata staje się coraz mniej wyraźna, trwałość i siła duchowego charakteru jest zgubiona. Świętość nie jest szukana, a nie świętość nie jest unikana. Jasność celu, który kiedyś łączył się z jasnością zamiaru płonącego w jego duszy, zostaje usunięty. Niedługo ten, który kiedyś był poświęconym świętym jest unoszony razem z otaczającymi go okolicznościami. Jest tam mało wysiłku i mniej radości, a on jest całkowicie obnażony z piękna swojego życia, jako Nazyrejczyk.

Kolejny, uroczysty głos dosięga nas z Księgi Trenów 4.7-8. Jego poświęceni nazyrejczycy byli jaśniejsi niż śnieg, bielsi niż mleko, ich ciała były bardziej różowe niż korale, ich wygląd jak szafir, lecz teraz są czarniejsi niż sadza i nie są rozpoznawani na ulicach. Ich skóra jest pomarszczona na ich kościach i oni stali się tak wysuszeni jak kij. Jak smutną do pomyślenia jest rzeczą, że wcześniej ukochany Nazyrejczyk, może zostać zredukowany do takiego stanu jak ten. Czy nigdy nie widzieliście zrujnowanego i wysuszonego Nazyrejczyka? Człowieka, który stracił prostotę w Chrystusie, piękno świętości, całe poświęcenie i niebiański sposób myślenia, który kiedyś świecił w nim tak jasno, a teraz już nikt nie może zobaczyć w nim Chrystusa. Prawda, jest on częścią jakiegoś kościoła, może uczęszcza na spotkania, lecz nie jest rozpoznawany na ulicach. Ludzie w miejscu jego pracy nie znają go jako chrześcijanina, i jest więc oczywistym, że przy nim i oni też nimi nie zostaną. On jest teraz bardziej niż cokolwiek innego duchowym strachem na wróble. Człowiek w takim stanie, zamiast przyciągać dusze do Chrystusa, jedynie je odstrasza. Niech taki człowiek będzie znakiem świetlnym z latarni ostrzegającym was o skale, na której jego statek został rozbity.

Potknięcie Nazyrejczyka i upadek zaczyna się od odwrócenia się i znalezienia przyjemności w jakiejś radości, która jest z ziemi, a nie z nieba. W tym momencie Pan traci swoje rozkazujące i niepodzielne miejsce, jako główne centrum, z którego pochodzą rozkazy w sercu. To otwiera szczelinę, na początku prawdopodobnie bardzo małą. I wtedy diabeł bierze kliny, które są wystarczająco małe na jedno zaklinowanie i wkłada je w najmniejsze szczeliny. Kiedy one są już w środku, on wie jak dalej pociągnąć ku sobie, aby szczelina się poszerzała, a kliny wchodziły coraz głębiej. Dopóki nie zadziała dzieło Boskiej łaski, pokuty i odnowienia, dopóty macie człowieka, takiego Nazyrejczyka światowego, obciążonego winą świadomości i nieszczęśliwego, człowieka który wcześniej czy później będzie czuł swoją całkowitą klęskę. Jeżeli jest on nawróconym człowiekiem, Duch Święty nie da mu radości nieba, ani nie pozwoli mu być szczęśliwym radością ziemi. Tak, szukając radości dwóch światów straci oba.

Przerażający rezultat zanieczyszczonego Nazyrejczyka ma także inny oddźwięk dla nas. Nie tylko powinniśmy być zachęceni, aby zachować siebie czystymi, lecz także mamy pamiętać o naszej odpowiedzialności wobec innych. Ja wzbudziłem Nazyrejczyków spośród naszych młodych mężczyzn, lecz wy daliście Nazyrejczykom wina do picia (Am.2.11-12). Wierzę, i mam słuszność mówiąc, że pokuszenia, które najbardziej pokonują w najłatwiejszy sposób młodych chrześcijan są tymi, które przychodzą od chrześcijan wyznających, że nimi są.

Widziałem wiele obiecującego, duchowego życia, zniszczonego przez towarzystwo i przykład ludzi, którzy wyznawali, że są wierzącymi. Mając to na uwadze - biada temu, który daje swemu bliźniemu takie picie. Pamiętajcie uroczyste słowa Zbawiciela na temat zgorszenia i spowodowania, że jeden z tych maluczkich potknie się.

Druga rzecz:

Myślę, że klucz do znaczenia nie obciętych włosów Nazyrejczyka znajdujemy w zdaniu napisanym przez apostoła Pawła: "Czyż nie rzeczy samej natury uczą was, że jeżeli mężczyzna ma długie włosy, jest to zniewagą dla niego (1 Kor. 11.14). Nazyrejczyk był znaleziony w stanie, który według myśli natury był zniewagą i hańbą. W powiązaniu z tym, chciałbym przeczytać z listu do Hebrajczyków 11,24-26. "Przez wiarę Mojżesz, gdy dorósł odmówił, aby być uznany za syna córki faraona. Wolał, aby być źle traktowanym razem z ludem Bożym, niż przez krótki czas radować się z przyjemności grzechu. Uważał hańbę Chrystusa jako większą wartość niż skarby Egiptu, ponieważ patrzył na zapłatę". Oto tu był człowiek najbardziej wyróżniony przez Opatrzność co do swojej pozycji w tym świecie, a mimo to dobrowolnie odwrócił się od bogactwa, mocy i czci, kiedy te wszystkie rzeczy były w jego zasięgu. On przyłączył się do ludu, który był w stanie niskiego poważania i bez wątpienia on stał się tematem wielu żartów w Egipcie. Śmiech nie pozostanie zbyt długo, lecz zysk z jego strony nie może być przeliczony. Aby użyć symbolu, który mamy: Mojżesz zaprezentował samego siebie przed Egiptem z nieogolonymi włosami, jako prawdziwy Nazyrejczyk. On nie wzbraniał się od hańby i zniewagi.

Odrzucenie i wybranie, tak jak uczynił to Mojżesz wymaga podjęcia bezkompromisowej decyzji o tym, co Nowy Testament nazywa zamysłem serca.

Giermek Jonatana prezentuje czysty przykład zdecydowanego i poświęconego sługi. "Uczyń wszystko, co masz w zamyśle" - powiedział jego giermek - "idź naprzód, a ja jestem z tobą sercem i duszą" (1Sam.14.7). On był całkowicie jedno ze swoim Panem, bez względu na konsekwencje. Ludzie powiedzieli by: to wyglądało jak kuszenie Opatrzności - dwóch ludzi atakujących armię. Ogólne odczucie mogłoby powiedzieć: oni z pewnością będą pokonani, być może zabici, w ostateczności wzięci w niewolę. Pole bitewne było prostym i nie mającym widoków na powodzenie miejscem. Wszystko było przeciwko nim, mimo to, on powiedział: Ja jestem z tobą sercem i duszą.

To jest duch, w którym Mojżesz działał. On rozpoznał w niewolniczych wytwórcach cegieł wybrany lud Boga. Jeżeli Boże serce było z tymi biednymi pracownikami, serce Mojżesza będzie z nimi także. Nie tylko ze współczucia lub protekcji nad nimi, lecz aby cierpieć prześladowania i nieść hańbę razem z nimi. Bez wątpienia ludzie myśleli, że on jest po złej stronie, że on doprowadza rzeczy do krańcowości i czyni siebie głupcem. Takim on był z punktu widzenia Egiptu, lecz on nie żałuje tego dzisiaj.

Często śpiewamy: Zbawicielu, ja pragnę naśladować Ciebie, codziennie brać swój krzyż. Kiedy był widziany człowiek, który brał krzyż, każdy wiedział, że on zgodnie z tym krzyżem postępuje ze światem, i tak jak długo mogli przypomnieć sobie jego życie z krzyżem, to on był obiektem zniewagi dla tego świata. Czy to jest to, czego my pragniemy i oczekujemy? Czy wszystko jest w porządku, kiedy mówimy i śpiewamy o tym w koszarach? Lecz jak będziemy się czuli na polu bitewnym? Możemy być wszyscy bardzo odważni w walce o prawdę, kiedy to nas nic nie kosztuje, lecz żołnierz musi być tak samo przygotowany, aby stanąć naprzeciw ognia wroga, jak również, aby wyglądać dobrze na defiladzie paradnej. To w domu, w biurze, za kasą, w warsztacie i na ulicy, i w tysiącach szczegółów codziennego życia przychodzi ten test.

Czy my jesteśmy gotowi stawić czoła Egipcjanom, Filistyńczykom i wszystkim wrogom naszego Pana, zawsze mówiąc do Niego w duchu lojalnym: jestem z Tobą sercem i duszą. Czy naprawdę uważamy szyderstwa i zniewagi jako nasze największe bogactwo na ziemi. Czyż nie czytaliśmy, że Mojżesz nie tylko poddał się zniewagom i postąpił z nimi odpowiednio, gdy one przyszły, lecz że wybrał i uznał je jako większą wartość niż bogactwo Egiptu.

Duchowymi milionerami są mężczyźni i kobiety, którzy mają najwięcej zniewag Chrystusa. W nadchodzącym dniu Królestwa chwały - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - wiele najświetniejszych koron zostanie znalezionych na głowach ludzi o nieznanej sławie. Wielu niewidocznych świętych musi stawić czoło od poranka do nocy gwałtownemu, wściekłemu napływowi zniewagi Chrystusa. Nie wątpię, że oni otrzymają bogatą zapłatę, podczas gdy wielu okazujących pokazową służbę będzie znalezionych w ten dzień jako ci, którzy wydali jedynie drewno, słomę, ściernisko, trawę.

Jest jeszcze inne miejsce w Piśmie, które jak ośmielę się powiedzieć, przyszło wam na myśl z tym tematem - wyjdźmy zatem do Niego, na zewnątrz obozu znosząc zniewagi, które On niósł (Hebr.13,13). To Pismo odwołuje się bezpośrednio do prawdziwego Nazyrejczyka, poprzez wprowadzenie tych dwóch centralnych słów: "do Niego". Lecz tutaj jest znacznie węższy krąg w tej sprawie. To już nie jest teraz Egipt, lecz obóz, to znaczy lud, który wyznaje, że jest ludem Bożym. Nie mogę teraz wejść w ten temat, lecz łatwo będzie udowodnić wam, że wielkie religijne organizacje chrześcijańskie zajmują pozycję niemal identyczną z żydowskim obozem, do którego się tutaj odniesiono. W rzeczywistości wiele tak zwanego chrześcijaństwa dzisiaj jest tylko Judaizmem z wprowadzonymi do niego terminami chrześcijańskimi. Jest mało prawdziwego poddania się Chrystusowi i posłuszeństwa woli Bożej, tak jak było w czasach Izraela, kiedy Mojżesz rozbił przybytek na zewnątrz obozu. Nazyrejczyk nie byłby prawdziwie poświęconym Panu, jeżeli zastosowałby się do tego rodzaju rzeczy, które panują w tym obozie. Dlatego jest wezwany, aby wyjść na zewnątrz obozu. On musi być przygotowany, ażeby nieść zniewagę Chrystusa. Jest to zły dzień dla Nazyrejczyka, kiedy te pytania zaczynają powstawać w jego sercu: co oni pomyślą sobie, co pan taki a taki powie na mój temat. Kiedy on zaczyna rozważać opinie innych i przystosowywać swój sposób życia, aby podobać się ludziom, czy oni będą jego przyjaciółmi czy wrogami, włosy jego nazyretu będą wkrótce obcięte. Jego duchowa siła odejdzie od niego. Jakaż będzie jego nędza, gdy Filistyńczycy zaskoczą go.

Poświęcony chrześcijanin musi być głupcem w oczach świata i cielesnych wierzących. On jest motywowany przez nieznane im pragnienia. On cierpi stratę nie mając żadnej, widzialnej odpłaty w jakiejkolwiek formie. On idzie spokojnie i wytrwale w przeciwnym kierunku do wszystkich innych. On gardzi zyskami, za którymi wszyscy inni są gorliwi, aby o nie zabiegać. On daje swój czas, talenty, swoje środki w służbie i dla chwały Tego, który jest tylko mitem dla większości ludzi w świecie. Mówiąc krótko, on żyje dla Pana i raduje się tym, że jest uznawany za głupca z powodu Chrystusa.

Trzecia rzecz:

W końcu Nazyrejczyk miał nie dotykać martwego ciała w żadnych okolicznościach. W połączeniu z tym zobaczcie Rzym. 8,12-13: "Dlatego my bracia mamy zobowiązanie, lecz ono nie jest dla ciała, ażeby żyć według ciała, bo jeżeli będziecie żyć według ciała pomrzecie, lecz jeżeli poprzez ducha będziecie uśmiercać karygodne występki ciała, będziecie żyć". Nic nie może być bardziej doniosłego niż to pismo i jego kontekst, ponieważ ono pokazuje całkowitą niemożliwość życia dla Boga jako człowiek w ciele. Lekcja nauczona przez bolesne wykonywanie Rzym. 7, jest taka: we mnie, to znaczy w moim ciele nie mieszka żadna dobra rzecz (werset 18) i dusza woła gorzko, cóż za rozbitym i nieszczęśliwym jestem człowiekiem. Kto wyratuje mnie z tego ciała śmierci? Zamysł jaki był w umyśle pisarza, odnosił się do strasznej kary: Przywiązania kryminalisty do martwego ciała, w taki sposób, że było niemożliwe dla niego uwolnić samego siebie od tego martwego ciała, i umierał pozostawiony w ten sposób.

Cóż to jest to martwe ciało, z którego Paweł pragnie być wyzwolony? Czyż to nie był on sam i wszystko czym on był jako człowiek w ciele? Czyż on nie szukał wyzwolenia samego siebie, i to na próżno? Gdy zrezygnował sam jako człowiek będący w ciele, będący martwym przez ciało, w którym był, dopiero wtedy spojrzał na zewnątrz siebie szukając uwolnienia, a gdy spojrzał, mógł natychmiast wykrzyknąć: dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa naszego Pana. Zobaczył, że sąd śmierci został wydany nad nim na krzyżu i że łaska teraz daje mu doskonałe prawo, żeby stanąć wiarą na pozycji nowego gruntu, gdzie on był w Chrystusie Jezusie, i w taki sposób drzwi życia i wolności otwarły się dla niego, gdyż nie ma żadnego potępienia dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie (Rzym.8,1). Razem z tą nową pozycją w Chrystusie przychodzi moc przez Ducha Świętego tak, że on może powiedzieć: poprzez Jezusa Chrystusa prawo życia uwolniło mnie od prawa grzechu i śmierci (Rzym.8.2). Nie wybiegam z tą myślą mając na myśli coś mistycznego lub jakąś specjalną wizję.

Kiedy mówię, że prawdziwy Nazyrejczyk musi żyć moralnie oddzielony od samego siebie jako człowieka w ciele, mówiąc to, mam na myśli trzeźwą i praktyczną prawdę Bożą. Jeżeli wy żyjecie według ciała, pomrzecie. Ten, który sieje podobanie się swemu ciału, z ciała będzie zbierał zniszczenie (Gal. 6.8). Nie możecie moralnie wejść w kontakt z ciałem, nie stając się przez to zanieczyszczonymi. Duch Święty prowadzi nieustanną walkę przeciwko ciału i jest nam jasno powiedziane, że jeżeli będziemy chodzić w Duchu, nie będziemy zadość czynić pragnieniom ciała (Gal. 5,16). Duch Święty mieszka w nas, aby zachować nas w wolności od grzechu i śmierci, któremu poddani byliśmy w niewolę, kiedy żyliśmy w ciele. Kiedy chrześcijanin myśli i działa według ciała, jest on wtedy praktycznie uznawany człowiekiem, który jest pod śmiercią.

Człowiek, który jest oddzielony od krzyża, aby doznawać ponownie swojego starego kształtu, dotyka się martwego ciała, on zanieczyszcza głowę swojego poświęcenia. Jeżeli ma zamiar pozwolić, żeby wydarzyła się ta właśnie rzecz, nad którą sąd przeszedł przed obliczem Boga, wtedy musi zżąć z tego śmierć i zepsucie. Niektórym z nas zajmie dużo czasu, aby nauczyć się tego, że nie opłaci się żyć według ciała. Czyniąc to sprowadzamy ciemność w duszę, okradamy się z Boskiej radości i ściągamy na siebie nędzę oskarżającego sumienia. Nie możemy pozwolić sobie dłużej na przyjazne obejmowanie i radowanie się z tego martwego ciała. Ci, którzy należą do Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje razem z jego namiętnościami i pragnieniami (Gal.5,24). Jeżeli chcemy odrzucić ohydę i zło ciała, nie zapominajmy, że ciało ma moralną i religijną stronę, która również zanieczyszcza prawdziwego Nazyrejczyka. Często tak jak Saul (1Sam.15,9) jesteśmy gotowi zaoszczędzić to, co najlepsze i dobre z Amaleka, w czasie kiedy powinniśmy zniszczyć wszystko, co jest ohydne i co jest śmieciem.

Galacjanie, którzy zaczęli w duchu następnie zaczęli szukać doskonałości w ciele. Niektórzy uwydatniali konieczność obrzezania i przestrzegania prawa. Oni zachowywali dni, miesiące, czasy, lata. Oni chlubili się w ciele w religijny sposób. Oni z powrotem weszli sami w moralny kontakt z martwym ciałem i Paweł z ledwością mógł znaleźć wystarczająco mocny język, który mógłby opisać ich zanieczyszczenie będące tego rezultatem. On mówi o nich, jako o udręczonych, zaczarowanych, głupich, zawróconych z powrotem do nędznych zasad. Znajduje ich teraz jako zniewolonych przez pozostawanie w niewoli prawa, jako zniewolonych znowu przez te rzeczy, i jako tych, którzy odpadli od łaski Boga. Chrześcijanie są ostrzeżeni przed tymi, którzy mogliby spustoszyć ich poprzez pustą i zwodniczą filozofię, która polega na ludzkiej tradycji i opiera się raczej na żywiołach tego świata niż na Chrystusie (Kol. 2.8). Należy ich również zapytać: Jeśli umarliście z Chrystusem dla żywiołów tego świata, to dlaczego poddajecie się temu panowaniu, jakbyście nadal należeli do niego? (Kol.2.20). Duchowym obrzezaniem jest ściągnięcie cielesnego ciała przez obrzezanie Chrystusowe (Kol. 2.11).

Chrześcijanami nie są ci, którzy są wykształceni, uporządkowani lub udekorowani przez ciało, lecz nowo stworzeni w Chrystusie Jezusie. Jeżeli widzisz kogoś uwydatniającego swój religijny tytuł, religijny ubiór lub kawałek z błękitnej wstążki, to możesz być tego pewien, że on niezupełnie jasno rozumie, co to znaczy mieć na sobie umarłe ciało. On nie chodzi według zasad nowego stworzenia lecz według zasady, która może być wykonywana całkiem skutecznie przez nienawróconego człowieka. To brzmi jako bardzo godna podziwu rzecz dla człowieka, który oddaje samego siebie temu: nie dotykaj, nie kosztuj, nie bierz żadnej rzeczy. Lecz sam fakt, że on wkłada samego siebie w ten porządek takiej natury, pokazuje, że on jest na starym gruncie - człowieka w ciele. Na takim gruncie on nigdy nie może żyć dla Boga lub być prawdziwym Nazyrejczykiem. Jakkolwiek dobrym może się wydawać jego potencjał, to jednak ciało nigdy nie wyda czegokolwiek za wyjątkiem zanieczyszczenia, śmierci i zepsucia.

Zatem przez jaką moc może duchowy Nazyrejczyk zachować samego siebie wolnym od umarłego ciała, z tym samolubnym "ja", jako człowieka w ciele? Jedynie poprzez Ducha Boga. Jeżeli nie mamy Ducha lub jeżeli tylko chwilę mieliśmy Go, zasmucamy Go i nic nie może zachować nas od życia według ciała. My naturalnie jesteśmy unoszeni w tym kierunku i tylko przeciwstawienie prawa Ducha Życia w Chrystusie Jezusie jest działaniem, w którym my pozostając, jesteśmy wolni od prawa grzechu i śmierci.

Duchowy Nazyrejczyk nie ma żadnej mocy, aby zachować samego siebie od umarłego ciała za wyjątkiem chodzenia w Duchu. Żadne moje słowa nie mogą wyrazić ważności i doniosłości tego w waszych sercach, lecz ufam Bogu, że On wyciśnie to na was wszystkich. To się dokonuje przez Ducha, i tylko w ten sposób możemy uśmiercać uczynki ciała i zachować samych siebie moralnie czystymi od ciała, zarówno w jego moralnym jak i legalnym aspekcie. Wydaje się, że jest wielka różnica pomiędzy ciałem, które jest rozpustne i samo - pobłażające, a ciałem, które jest przykładne, samo - kontrolujące się i ascetyczne. Ciało jest ciałem i ono zawsze będzie się sprzeciwiało temu, co jest z Ducha Bożego. Im lepiej ono wygląda tym bardziej jest przerażające.

Kościół z nazwy zdecydował się kultywować ludzki intelekt jako główną część przygotowywania do służby. I co jest tego rezultatem? Pod przykryciem wyższego krytycyzmu niewiara jest teraz głoszona z wielu kazalnic, gdzie kilka lat temu słyszane było wiernie głoszone Słowo Boże. Z drugiej strony są ludzie, którzy kultywują religijny sentyment ludu. I cóż jest tego efektem? Rzymski katolicyzm we wszystkim za wyjątkiem nazwy rozszerzył się po całym kraju. Oni siali dla ciała i z ciała zbierają zepsucie. Racjonalizm odwołuje się do człowieka jako do intelektualnej istoty, a rytualizm odwołuje się do niego jako do religijnej istoty, lecz obydwa ignorują ten fakt, że ci którzy są w ciele nie mogą podobać się Bogu. Obydwa są przywiązane do martwego ciała, które może jedynie zanieczyścić. To, co dzieje się na większą skalę w chrześcijaństwie, jest tym samym, co wydarza się w mniejszym kręgu, i chce wydarzyć się również w naszym życiu, jeżeli nie będziemy chodzić w Duchu jako ci, którzy są ożywieni dla Boga w Chrystusie Jezusie.

Niech Pan zachowa nas wyraźnie od samo - pobłażania, mądrości i religijności ciała. Niech On zachowa nas przez Ducha moralnie od zanieczyszczenia umarłym ciałem, bo cóż znaczy Nazyrejczyk gdy jest zanieczyszczony? Ja myślę, że każdy będzie głęboko wdzięczny za to, że zna tę łaskę, która wyszła naprzeciw możliwości zanieczyszczenia i dała na to środki, aby je usunąć. Nie powinniśmy przeoczyć tego działania, ani też lekko myśleć o doniosłości tych rzeczy.

Zaprawdę, to Pismo okazuje doniosłość światła, które jest rzucone na konsekwencje zanieczyszczenia. Zanieczyszczony Nazyrejczyk, żeby tak powiedzieć, musi zacząć od początku. Ogolić swoją głowę, przynieść ofiarę za grzech, ofiarę całopalną i ofiarę przebłagania dla Pana. Kiedy my zanieczyszczamy głowę naszego poświęcenia, to nie ma dla nas żadnego odnowienia, dopóki Bóg nie sprowadzi nas z powrotem moralnie do podstaw wszelkich naszych błogosławieństw. Jedynym gruntem, gdzie możemy być oczyszczeni z grzechu i sądu, czy też przyjęci z powrotem przez Boga, jest śmierć Chrystusa i nasze serca muszą powrócić do tego poczucia nieograniczonego kosztu, w którym nasze oczyszczenie i przyjęcie zostało zabezpieczone. Kiedy to jest w ten sposób głęboko błogosławione i wzywa do pełnej chwały i uwielbienia z naszych serc, to musi z drugiej strony nieuchronnie poprowadzić do najbardziej głębokiego samosądu. Wtedy jesteśmy zaprowadzeni, aby zobaczyć w Bożej obecności, że możemy usunąć te rzeczy, które Jezus uśmiercił, z których osądu nic za wyjątkiem Jego śmierci nie może nas wybawić. Czy myślicie, że to jest lekką sprawą odkrycie, że możemy usunąć każdą rzecz, która kosztowała Syna Bożego życie?

Jest jeszcze inna kolejna rzecz: nie licz wcześniejszych dni, ponieważ one zostały zanieczyszczone podczas jego oddzielenia (Liczb 6,12). To jest bardzo doniosła rzecz. Im dłużej Nazyrejczyk podtrzymywał swoje poświęcenie, tym bardziej poważne stawało się, gdy on pozwolił sobie na to, aby zanieczyścić się.

Wierzę, że im dłużej idziemy właściwą ścieżką, tym bardziej poważną rzeczą jest dla nas odwrócenie się. Musimy naprawić to w moralnym czasie, który nie jest rozpoznawalny w dniach, miesiącach i latach lecz w doświadczeniach duszy. Ufam, ze Pan oddzieli nasze serca bardzo wyraźnie dla siebie samego w tym świecie, i że On użyje to, co ma nadejść przed nami, aby ostrzec nas przed rzeczą, która mogłaby zanieczyścić głowę naszego poświęcenia.

To jest warte naszego czasu, aby być całkowicie poświęconym dla Chrystusa, to nie jest tylko rekompensata lub całkowita odpłata, lecz powrót w duchowe błogosławieństwo właśnie teraz. To właśnie na końcu tego rozdziału opisującego poświęconego męża, znajdujemy jedno z najbardziej błogosławionych błogosławieństw, jakie zawiera Stary Testament:

„Niech Pan ci błogosławi i niechaj cię strzeże; niech rozjaśni Pan oblicze swoje nad tobą i niech ci miłościw będzie; niech Pan obróci twarz swoją ku tobie i niech ci da pokój”.

Poświęcony człowiek jest zawsze duchowo prosperującym i szczęśliwym człowiekiem. On czci Pana ze swoich dóbr i z pierwszych części całego swojego dochodu. Rezultatem tego jest to, że jego stodoły są pełne plonów, jego prasa wytryskuje coraz nowym winem. Melancholijni z pociągłymi twarzami chrześcijanie nie są ludźmi całkowicie oddanymi Panu, lecz pół na pół. Są tymi, którzy chcą bać się Pana i służyć swoim własnym bożkom. Chcą jak najlepiej uczynić obu światom będąc pobożnymi według ciała.

Rozdział piąty mówi nam o gorzkiej wodzie zazdrości i zakończeniu z przekleństwem nad niewiernym, lecz rozdział szósty opisuje nam tego, który jest lojalny do samego sedna i zakończenia błogosławieństwem. Tak samo jest z nami. Żniemy dzień po dniu albo błogosławieństwo, albo przekleństwo. Nie bądźcie zwiedzeni, Bóg nie może być znieważony. Człowiek żnie to, co siał. Ten, który sieje dla przyjemności swojego ciała, z ciała swojego będzie żął zniszczenie, lecz ten, który sieje dla przyjemności Ducha, z Ducha będzie żął żywot wieczny (Gal. 6,7-8).

C. A. Coates